Reklama

Joasia Chojnacka - los zapisany w gwiazdach

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
02/05/2006 14:34
Kiedy pięć lat temu 19-letnia Joasia Chojnacka walczyła o bilet na lot w kosmos, cały Sochaczew emocjonował się jej niezwykłymi przygodami w drodze po zwycięstwo. Dziś mało kto już pamięta, że sochaczewianka ma być pierwszą Polką, która poleci ku gwiezdnym przestworzom.
Pierwszy łut szczęścia
Wszystko zaczęło się na początku 2001 r., kiedy radio RMF FM ogłosiło konkurs „Odyseja Kosmiczna 2001”. Zgłoszenie Joasi do konkursu wysłał jej brat, który wraz z tatą pasjonował się tym wydarzeniem. Wygraną w konkursie miał być właśnie pasażerski lot w kosmos.
Dziś Joanna wspomina to ze śmiechem. „Kiedy słyszałam tę reklamę w telewizji, to myślałam sobie – „już to widzę”. Ale po jakimś czasie dostałam do wypełnienia ankietę z mnóstwem pytań. I zaczęło się” – opowiada. Do konkursu zgłosiło się kilkadziesiąt tysięcy kandydatów, spośród nich wylosowano 1000. Joanna uważa, że to był pierwszy łut szczęścia. „Zapewne wylosował mnie komputer, bo nie widzę innej metody wybrania z tylu zgłoszeń tysiąca nazwisk. Przecież mój brat zgłosił również siebie i swoją ówczesną dziewczynę, a ankieta dotarła tylko do mnie” – wspomina.
Wypełnione formularze badali następnie specjaliści i to oni zdecydowali, że sochaczewianka znalazła się w gronie 50 osób wytypowanych do kolejnego etapu. Były nim badania lekarskie z różnych dziedzin i długie rozmowy z psychologiem. Ten etap Joanna też przeszła pomyślnie i znalazła się w ścisłym gronie 10 kandydatów. Wtedy zaczęła się ostra rywalizacja w parach. W wywiadzie dla „ZS” z 7 marca 2001 przyszła kosmonautka mówiła: „Od tej pory moim przeciwnikiem był Marcin z Białegostoku. Z Dworca Centralnego w Warszawie zabrano nas wszystkich taksówkami, chyba na jakiś poligon, gdzie mieliśmy do rozegrania kilka konkurencji. Oczywiście, wcześniej nikt nas nie uświadomił, co będziemy robić. (…) Pierwsze zadanie polegało na odnalezieniu i trafieniu 10 ukrytych chust (z napisem RMF FM) z karabinka na kulki z farbą. Mieliśmy na to 2 minuty. Tę konkurencję wygrałam, byłam lepsza od Marcina. Potem był tor przeszkód, który trzeba było pokonać w takich wielkich buciorach, chyba nr 52, ćwiczenia na linach nad przepaścią, bieg na czas w specjalnym kosmicznym skafandrze i w tych koszmarnych butach. Do tego na plecach miałam plecak ważący 15 kg. Dystans 120 m przebiegłam w 33 sekundy, ale Marcin był lepszy. Ostatnią konkurencję, polegającą na jeździe na quadach (to takie fajne 4-kołowce) również wygrałam.”
Prawdziwa walka
W tym pojedynku lepszy okazał się przeciwnik Joanny, ale to był dopiero początek rywalizacji. Radio RMF przygotowało dla uczestników „Odysei” szereg skomplikowanych zadań i pytań, przy których potrzebna była nie tylko sprawność fizyczna, ale i opanowanie, refleks, umiejętność podejmowania szybkich decyzji.
Mama Joasi narzekała wtedy na ekipy radiowe i telewizyjne, które śledziły każdy krok córki, okupowały mieszkanie, rejestrując życie rodziny.
Najtrudniejszy i zarazem decydujący okazał się ostatni etap, do którego dotarło tylko pięcioro zawodników, Joanna i czterech młodych mężczyzn. Odbywał się on w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą, słynnym Ośrodku Szkolenia Kosmonautów im. Jurija Gagarina. Tam czekały na zawodników zadania i testy, jakim poddawani są piloci i kosmonauci, między innymi komora ciśnień, wirówka, lot odrzutowcem. Trzeba się było wykazać ogromną kondycją i wręcz idealnymi predyspozycjami. Na stronie internetowej „Odysei Kosmicznej 2001” jeszcze dziś można znaleźć taką oto charakterystykę Joanny: „Jest otwarta, pogodna i skromna. Ale przede wszystkim konsekwentna. Kiedy sobie coś postanowi, wkłada całe serce w to, aby spełnić swe marzenia. Mimo niepozornej sylwetki charakteryzuje się żelazną kondycją i wytrzymałością. Bez trudu wytrzymywała przeciążenia rzędu 6G, jak ryba w wodzie czuła się w warunkach zerowej grawitacji, czy wewnątrz „wykręcającego beczki” odrzutowca szkoleniowego.”
Joanna the best
Nic więc dziwnego, że radzieccy specjaliści z Centrum Szkolenia Kosmonautów, po finałowej rundzie powiedzieli: „Cała piątka jest bardzo dobra, ale Joasia jest wprost stworzona do zawodu kosmonauty” – wspominają dziennikarze RMF FM na stronach „Odysei”.
Joanna swojego ostatniego konkurenta – Mikołaja z Poznania pokonała stosunkiem punktów 5:1. Jeszcze dziś doskonale pamięta tamten dzień ogłoszenia wyników. „Zaproszono nas do takiej specjalnej sali, gdzie przyjmuje się zazwyczaj kosmonautów przygotowujących się do ważnych misji. Są tam wielkie, białe fotele, niemal kosmiczne, w których zasiadają lotnicy przed ogłoszeniem wyników testów. Pamiętam, że byliśmy bardzo zmęczeni, wręcz wykończeni po tylu zadaniach, zasiedliśmy w tych fotelach, do których nie bardzo pasowaliśmy. Po chwili do sali weszli specjaliści i lekarze, którzy nas oceniali, w nienagannych mundurach, w pełnej gali. Dziennikarze mówili wtedy, że potraktowano nas jak prawdziwych kosmonautów”.
Ten dzień, 23 marca 2001, przyniósł Joasi bezapelacyjne zwycięstwo i bilet w kosmos wart 100 tys. dolarów.
Druga Tierieszkowa?
Wtedy podawano informację, że lot odbędzie się w latach 2003-2005, kiedy w USA zostanie zbudowany specjalny wahadłowiec turystyczny. Obiecywany termin minął, pytamy więc Joannę Chojnacką, czy jej wysiłek sprzed pięciu lat nie poszedł na marne i czy lot w ogóle się odbędzie.
„Wtedy wkradło się pewne nieporozumienie. Dziennikarze podali graniczną datę 2005 rok, a ja mam w umowie z RMF FM, że to może być 2006 rok. Myślę jednak, że tak naprawdę lot odbędzie się w 2007 r.” – mówi przyszła kosmonautka.
Joanna otrzymała z firmy organizującej przeloty turystyczne specjalną książeczkę kosmicznego turysty. Autorzy instruują w niej, jak się zachować w czasie lotu, w warunkach nieważkości, jak zbudowane są promy kosmiczne. Teraz czeka na ostateczną decyzję o terminie lotu i na specjalne przeszkolenie w NASA. Joanna mówi, że odbędzie się ono na kilka dni przed startem wahadłowca. Poddana tam zostanie dodatkowym testom i badaniom lekarskim, będzie też zapoznanie ze statkiem i procedurami awaryjnymi.
Wahadłowiec jest obecnie testowany, odbywają się loty na Międzynarodową Stację Kosmiczną, ale Joanna Chojnacka nie poleci tak daleko, jak kilku miliarderów, którzy zapłacili po 20 mln dolarów za lot. Sochaczewianka spędzi w chmurach około godziny, w tym od 5 do 15 minut w nieważkości. Będzie około 100 km nad ziemią, tam, gdzie zaczyna się orbita okołoziemska.
Zwykłym śmiertelnikom wydaje się, że godzina to tak mało, ale dla znawców tematu to wielki wyczyn. „Mam na uczelni znajomych, którzy pasjonują się kosmosem i lotami. Dla nich ta godzina to nieskończenie dużo i wiele by oddali, aby być na moim miejscu. Mówią na mnie żartobliwie Tierieszkowa, ale to właściwie oni śledzą za mnie wszystkie nowinki, amerykańskie strony internetowe z informacjami o nowych programach, statkach kosmicznych, samolotach” – śmieje się Joanna.
Wahadłowiec, którym ma lecieć na orbitę, wygląda jak samolot, zabierze na pokład, oprócz 3 członków załogi, od 3 do 5 kosmicznych turystów, którzy będą mogli podziwiać i fotografować to, co dzieje się nad chmurami.
Latanie moja miłość
Póki co jednak, dokładny termin lotu nie jest jeszcze znany. Joasia twierdzi, że myśl o nim nie zdominowała jej życia, które teraz toczy się między Łodzią, Warszawą i Sochaczewem. W ciągu minionych 5 lat skończyła studia w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, gdzie została jej obrona pracy magisterskiej. Zbliża się do ukończenia Akademii Obrony Narodowej, na której rozpoczęła studia po wygraniu konkursu „Odyseja Kosmiczna”. Uczelnia ta da jej tytuł menadżera lotnictwa, które wciągnęło ją na dobre. Do tego stopnia, że myśli teraz o skończeniu kursu dla kontrolerów lotów. Pytam, czy to „Odyseja” spowodowała takie zainteresowanie samolotami? – „Chyba tak, wcześniej nie pociągało mnie to specjalnie, chociaż miałam skłonności do munduru. Zdawałam nawet po maturze do szkoły policyjnej w Szczytnie, ale się nie dostałam. Wtedy rozpoczęłam studia w Łodzi na kierunku psychologiczno-pedagogicznym”.
Teraz jednak przyznaje, że to Akademia Obrony Narodowej zdominowała jej zainteresowania. Chyba nie bez powodu. Być może późno, ale odezwały się geny. Tata Joanny jest emerytowanym pilotem. Jako dziecko spędziła nawet trzy lata w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą, gdzie tata odbywał ćwiczenia i gdzie później wróciła, aby okazać się idealną kandydatką na kosmonautkę. Z kolei mama Joasi obchodzi urodziny w dniu kosmonautyki. Gdyby połączyć wszystkie te znaki, okazałoby się, że przyszłość miała zapisaną w gwiazdach.
Sochaczew czeka
W Sochaczewie bywa rzadko, a wkrótce pewnie sporadycznie. Jej rodzice postanowili bowiem wyprowadzić się w swoje rodzinne strony, w okolice Tomaszowa. Zapewnia jednak, że do Sochaczewa będzie zaglądać, bo kocha nasze miasto. Nie starcza jej jednak czasu, aby być tu na stałe. Poza studiami aktywnie uprawia sport – koszykówkę w uczelnianej drużynie w Łodzi, poza tym pływa, chodzi na siłownię. „Ja muszę przynajmniej raz w tygodniu dostać porządny wycisk – żartuje. – Dla mnie sport jest bardzo ważny w życiu. A przyda się też w perspektywie przyszłej pracy i ewentualnego lotu” – dodaje.
Trzymamy kciuki za Joasię i jej lot w kosmos. Wierzymy też, że jeśli do niego dojdzie, nie zapomni o swoim mieście i wyśle nam stamtąd choć krótkiego sms-a.
Jolanta Sosnowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Prawie_Ja 2006-05-07 22:12:23

    Jak już bedziesz tam... blisko gwiazd, to nie zapomnij sie podpisać "Ja tu byłam" ;p

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Polina 2006-05-06 22:27:07

    "Pozazdrościć" to mało powiedziane...:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości