Polskie Koleje Państwowe zamierzają pozbyć się 1,5 tys., czyli połowy wszystkich dworców w kraju. Spółka nie radzi już sobie z ich utrzymaniem, w wielu samorządach zalega z tego tytułu z podatkami od nieruchomości. Ilość dworców nie odpowiada również obecnym zapotrzebowaniom. Kolej planuje w związku z tym, że największe z nich, w głównych miastach Polski, przejmą Polskie Linie Kolejowe, reszta trafić ma w ręce samorządów. Nieprzejęte będą zamknięte Skąd w ogóle pojawił się tak śmiały pomysł? Jak mówi Michał Wrzosek, rzecznik prasowy PKP, kiedyś ruch kolejowy był prawie 5-krotnie większy niż dziś. Efekt jest taki, że obecnie spośród 3 tys. dworców, stacji i przystanków kolejowych, potrzebna jest tylko połowa, bo przez drugą pociągi nie przejeżdżają w ogóle. W wielu małych miejscowościach budynki dworców już zostały zamknięte, niewykluczone jednak, że do tej listy dołączą następne. Kolej nie ma bowiem pomysłu, co stanie się w przypadku, gdy samorządy oferty ze strony PKP nie przyjmą. „To oczywiste, że nasze oferty mogą napotkać wiele oporów i uprzedzeń ze strony samorządów, i zdajemy sobie sprawę, że ten proces nie potrwa rok czy półtora – mówi Michał Wrzosek. - Jeśli jednak odpowiedź będzie negatywna, w większości będzie się działo tak, jak do tej pory, tzn. mniejsze dworce będą po prostu zamykane, albo pozostaną jedynie pomieszczenia, w których będzie można kupić bilet”. Straż miejska na dworcu? Kolej broni się jednak przed takim rozwiązaniem i przytacza wiele korzyści, jakie jej zdaniem, mają zyskać samorządy, które dworce wykupią lub wydzierżawią. Za taki pozytyw, zdaniem rzecznika Wrzoska, może uchodzić fakt, że bardzo często dworce kolejowe ulokowane są w centrach miast, a więc w miejscach atrakcyjnych do rozwinięcia różnego rodzaju działalności, związanej nie tylko z obsługą podróżnych. „Samorządy mogą umieścić na dworcach nie tylko punkt informacji turystycznej, ale np. posterunek straży miejskiej, jak planuje się w Dęblinie” Choć nie da się zaprzeczyć, że przejęcie, w większości zdewastowanych dworców, w pierwszej kolejności wiązać się będzie z wielomilionowymi nakładami, na które większość samorządów po prostu nie stać. Rzecznik prasowy PKP twierdzi jednak, że wiele zależeć będzie w tej kwestii od operatywności nowych właścicieli kolejowych obiektów. Jak dodaje natomiast Marek Sieczkowski z biura gospodarowania nieruchomościami PKP, samorządy będą mogły liczyć na pomoc finansową. Jako właściciele dworców będą mogły bowiem występować o środki zewnętrzne potrzebne na remonty przejętych budynków, w przeciwieństwie do PKP, które mogą starać się tylko o środki na remonty linii kolejowych i taboru. Co z dworcem w Sochaczewie Jak się okazuje, PLK nie planują przejąć żadnego dworca znajdującego się na trasie Warszawa – Łowicz, a więc m.in. tego w Sochaczewie. Trwają już wstępne rozmowy PKP z samorządem w Teresinie, oferta przejęcia dworca, jak potwierdza Michał Wrzosek, trafi również do Sochaczewa. Dodaje jednak, że cały pomysł jest na razie w bardzo wczesnej fazie - nie wiadomo jeszcze m.in. czy PKP zaproponuje nam wykupienie czy dzierżawę budynku. Prosi również, aby pomysłu kolei nie traktować jako wyroku, jego realizacja wymaga w końcu zgody obu stron. W bardzo zachowawczym tonie wypowiada się też rzecznik prasowy burmistrza Daniel Wachowski. Jak mówi, sochaczewski dworzec to zabytek i każda inwestycja go dotycząca wymaga nadzoru konserwatora, a to z kolei powoduje, że prace trwają dłużej i są bardziej kosztowne. Rzecznik burmistrza wątpi również w korzyści takiego rozwiązania dla samorządów. „Jeżeli taka działalność ma przynieść aż tak wymierne efekty, to dlaczego kolej, jako właściciel obiektu, sama nie rozwinie tego rodzaju działalności?” Jaka zatem będzie odpowiedź miasta, tego na razie nie wiadomo. „Poczekamy na pismo” – mówi Daniel Wachowski. Martyna Mikulska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze