Drugi dzień obozu zimowego pokazał mi, że dwa treningi dziennie uczą przełamywać wszelkie bariery, akumulują w organizmie moc tak przydatną do późniejszych startów. Walczę drodzy ,,Aktywni", z zaciśniętymi zębami, z grymasem na twarzy podobnym do tego jaki miewał Emil Zatopek, aby utrzymać się w grupie dla ,,orłów", czyli zaawansowanych,. Dopiero w drugim dniu pobytu zasmakowałem profesjonalnego treningu, wcześniej mi nieznanego, to znaczy poczynając od porannego rozruchu o godzinie 7 rano, a skończywszy na basenie i saunie, która jak wcześniej wspominałem też jest ważnym elementem treningu każdego rasowego biegacza.
Tuż po odżywczym i lekko węglowodanowym śniadaniu truchtem udaliśmy się na trening biegowo-sprawnościowy. Na zewnątrz 11 stopni mrozu, a tu trzeba ,,zasuwać" po dziewiczej pagórkowatej trasie przez godzinę. Utrzymałem tempo zaawansowanej i już ,,ukształtowanej" w bojach ośmioosobowej grupy. Łącznie przebiegaliśmy około 10 km. Niby niedużo, ale śnieg po kolana i niska temperatura nie były naszymi sprzymierzeńcami. Po zakończonej jednostce treningowej przeszliśmy do ćwiczeń rozciągających, często przez nas lekceważonych. Po nich nastąpiło ćwiczenie siły biegowej. Gajdus zaserwował nam prawie dwa kilometry skipów, wieloskoków, podbiegów i energetycznych przebieżek. Uff, następnie powrót truchcikiem z treningu biegowego do hotelu na zasłużony obiad. Te 14 km to dawka dopiero pierwszego z trzech dzisiejszych treningów. Bardzo ważnym elementem są też wykłady mistrza Gajdusa. Oglądaliśmy na nich zarejestrowaną dzień wcześniej technikę naszego biegu. Gajdus należy do ludzi szczerych aż do bólu. Każdemu przypinał żartobliwą ocenę postawy w biegu. Mnie przypadła szczególnie wesoła, a mianowicie ,,miami-boy"", ze względu na wybitnie wyprostowaną sylwetkę.
Prawdziwa rzeźnia czekała mnie w sali gimnastycznej. Godzina mozolnych i uwierzcie mi bardzo wyczerpujących ćwiczeń stretchingowo-rozciągających. Te ćwiczenia miały na celu wzmocnić nasze górne partie mięśni. Jednak dopiero następna godzina ćwiczeń z 3 kg piłką lekarską wylewała z nas siódme poty. Zestaw aż 20 zróżnicowanych ćwiczeń opartych na piłce zrobił swoje. Mięśnie brzucha zostały rozgrzane na maksa. Po szybkim przebraniu się, 2 km truchtu prosto do hotelu, gdzie czekała nas kolacja i jeszcze godzina zmagań na basenie i saunie.
Prawdziwym smaczkiem i zarazem spełnionym marzeniem, była wieczorna wizyta w moim pokoju samego Grzegorza Gajdusa. Podarowałem mu książkę o Emilu Zatopku, innym wielkim z wielkich. Długa rozmowa skupiła się na historii startów Grzegorza w wielkich maratonach. Ma ich na koncie 2o i do dziś jest rekordzistą Polski z Eidhowen. Uściskałem mocno Mistrza i wzruszony pogratulowałem mu rekordowego biegu oraz życzyłem sukcesów w prowadzeniu kadry polskich maratończyków. Na samym końcu Mistrz gorąco pozdrowił wszystkich ,,Aktywnych". Więcej z obozowego życia uczestników
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze