Reklama

Kolorowe Ołówki

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
26/08/2004 10:32
Zawsze baliśmy się fizyki. Nasz nauczyciel nie należał do lubianych. Tak było od pokoleń, bo uczył jeszcze nasze starsze rodzeństwo, a nawet rodziców. Był surowy, wymagający i sztywno trzymał się reguł panujących w szkole. Uczeń nie ma prawa mówić nie pytany, uczeń ma siedzieć cicho i spełniać polecenia nauczyciela. Wszystkie lekcje były takie same, przygotowane według jednego schematu: definicja, wzór, zadania, definicja, wzór, zadania, sprawdzian itd. Zero własnej inicjatywy, ciekawostek, po prostu tradycyjna nuda.
Jednak któregoś dnia to się zmieniło. Do klasy, zamiast siwego pana wszedł długowłosy, młody chłopak z kolczykiem w nosie. Spojrzał nam głęboko w oczy. Nie wiem, jak można spojrzeć w oczy trzydziestu osobom naraz, ale on spojrzał. Potem usiadł na stole i powiedział.
- Cześć! Jestem Maciek. Kto nie lubi fizyki?
Milczeliśmy. Podchwytliwe pytania były ulubioną zabawą naszego nauczyciela, który zachorował na grypę. Milczenie było zresztą jedyną rozsądną formą reakcji wobec potęgi fizyki. Siedząc w równych rzędach ławek, czuliśmy się jak duchowe zera w obliczu wielkiej religii. Mizerny stół, za którym stawał nauczyciel, urastał do wymiaru Katedry, a my nudziliśmy się tak, jak wszyscy się nudzą przed każdą Katedrą.
Teraz na stole siedział długowłosy mężczyzna i machając nogami, patrzył na nas z uśmiechem.
- Odsuńcie ławki pod ścianę – powiedział, zeskakując ze stołu, sam dźwignął pierwszą i szurnął ją w kąt klasy. To był początek rewolucji. Wrzeszcząc, wyjąc i piszcząc, burzyliśmy rzędy ławek, rozrzucając je po klasie. Maciek patrzył na nas z rękami w kieszeniach, a kiedy wszystkie ławki stały pod ścianami, powiedział:
- Siadamy na ziemi.
Tak od tej pory wyglądały nasze zajęcia. Siadaliśmy w wielkim kole na podłodze, a fizyk mówił cicho, jak by prowadził jakieś konspiracyjne zebrania. W końcu tajemnice prądu zmiennego nie były dla wszystkich. Nie wiadomo, kiedy minęła godzina lekcyjna, po której z żalem ustawialiśmy ławki z powrotem. Odtąd czas liczył się tylko od fizyki do fizyki. Tego nie dało się nie zauważyć i nawet niektórzy nauczyciele próbowali naśladować sposób prowadzenia lekcji przez Maćka. Nauczycielka biologii jako pierwsza pozwoliła siedzieć nam na podłodze. Po pół godzinie wszystkich bolały kości.
- Zostawcie ławki jak są – powiedział historyk widząc, że porządkujemy klasę. Nie zwracając uwagi na garnitur, usiadł z nami na podłodze. Matematykę też przeleżeliśmy na gołej ziemi. Nasza nauczycielka przyniosła sobie kocyk, ale my trzymaliśmy się już za nerki, bo coraz bardziej ciągnęło do podłogi. Powoli zaczynaliśmy mieć tego dosyć. Lekcje fizyki z Maćkiem przestały nam się podobać. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy nasz stary nauczyciel od fizyki wrócił i kazał posprzątać ławki. Z niebywałą ulgą usiedliśmy na krzesłach. Po chwili co prawda poczuliśmy się jak duchowe zera wobec wielkiej religii, ale życie wróciło do normy i nie bolały nas już plecy. Cieszyliśmy się jak dzieci z powrotu starego fizyka. Gnębił nas jeszcze bardziej niż przed chorobą, ale przynajmniej było nam wygodnie.
Tak to już jest, że punkt widzenia zmienia się zależnie od punktu siedzenia. I na nic zdała się charyzma Maćka. Woleliśmy tradycyjną nudę ze starym nauczycielem. Bo człowiek wiele zniesie, aby tylko miał wygodną ku temu pozycję.
Dorota Izydorek
kl. 2 d LO
"Cichacz" - gazetka szkolna ZSCKP
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości