Reklama

Konflikt z kapliczką w tle

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
24/09/2012 13:32

 


W ubiegłym tygodniu na ul. Torowej stawiano płot. W tym  na pozór banalnym wydarzeniu brali udział pracownicy Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej z dyrektorem  Tomaszem Myślińskim na czele, przedstawiciele Urzędu Miejskiego, a także policja. Cała historia zaczyna się kilkanaście lat temu.


 


Wtedy to do Sochaczewa sprowadziła się rodzina repatriantów ze wschodu: potomkini polskich przesiedleńców Natalia Łagoda z mężem Wiaczesławem Krupinem i dwójką dzieci. Już w Polsce dochowali się kolejnej trójki potomstwa.

Reklama

Początkowo pomoc im zadeklarowała fundacja powołana w celu opieki nad repatryianckimi rodzinami. Nie była ona jednak zbyt skuteczna, bo szybko okazało się że Krupinowie mogą liczyć właściwie tylko na lokalny samorząd. Miasto przyznało im mieszkanie w nieistniejącym już budynku przy al. 600-lecia. Długo trwała też batalia o formalne przyznanie rodzinie statusu repatriantów. Latami przebywali w kraju, jak wszyscy inni cudzoziemcy,  w oparciu o kartę pobytu. W międzyczasie, próbując urządzić się w Polsce,  zmierzali się z najróżniejszymi trudnościami. Duża ich część dotyczyła spraw lokalowych.


 

Reklama

Z 600-lecia na Torową


Kiedy okazało się, że zajmowane przez nich mieszkanie znajduje się w budynku przeznaczonym do rozbiórki, pracownicy ratusza rozpoczęli poszukiwania dla nich domu. Krupinowie utrzymywali, że ze względu na liczną rodzinę, tylko wolno stojący budynek z działką jest w stanie zaspokoić ich potrzeby mieszkaniowe. Ostatecznie padło na nieruchomość przy ul. Torowej 96. Parterowy domek wymagał remontu, który wykonał ZGM. Potem rodzina podpisał umowę najmu na zasadach lokalu mieszkalnego. Płacić miała wyłącznie czynsz za zajmowane pomieszczenia. Nie naliczano opłat za korzystanie z gruntów.  Był rok  2005 r.

Reklama

Od tego momentu zaczęły się schody. Wiaczesław Krupin utrzymywał, że remont wykonany przez ZGM został przeprowadzony w niewłaściwy sposób. Miał zastrzeżenia do stanu całego budynku, dotyczyły one np. zawilgoconych fundamentów. Na miejsce sprowadził Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który nakazał remont obiektu. Do przeprowadzenia kompleksowych prac nigdy nie doszło. W lipcu 2011 r., kierując się chęcią pomocy rodzinie repatriantów, Rada Miasta podjęła uchwałę, umożliwiająca sprzedaż im nieruchomości przy ul. Torowej za 10 proc. wartości.


 

Reklama

Obiekt sakralny


Wszystko było na dobrej drodze, do momentu przedstawienia przez biegłego wyceny domu wraz z działką. W dokumencie pojawił się zapis, że na terenie znajduje się obiekt sakralny w postaci około stuletniej, zabytkowej  kapliczki.


- Prawo zabrania sprzedaży takich obiektów. Jeżeli sprzedalibyśmy działkę wraz z kapliczką, złamalibyśmy przepisy - powiedziała nam naczelnik wydziału gospodarki lokalowej UM Agnieszka Kupryjaniuk.


Działkę należało podzielić na dwie części: mniejszą z kapliczką i większą z domem. Nie było to łatwe zadanie. Obydwie powinny mieć dostęp do drogi. Większa musiała mieć odpowiednie wymiary, tak by nadal spełniała standardy działki budowlanej. Jak ustaliliśmy w wydziale gospodarki gruntami, formalnego podziału dokonano w lipcu. Tymczasem, dokładnie 63 mkw. wokół kapliczki stały się zarzewiem konfliktu na linii Wiaczesław Krupin - ratusz.

Reklama

Zdaniem Krupina działkę zmniejszono bezprawnie. Jeżeli Urząd Miejski chciał wydzielić kapliczkę, mógł zrobić to na mniejszej powierzchni. Utrzymywał, że władze chcą narazić go na straty i popełnić przestępstwo.


 - ZGM kilkakrotnie próbował przeprowadzić prace przy ul. Torowej. Wiaczesław Krupin nie wpuszczał ich na posesję, która stanowiła przecież teren będący własnością miasta - mówi Agnieszka Kupryjaniuk. - W końcu udało się tam wejść 19 września. Odbyło się to  w asyście policji. Funkcjonariusze obserwowali przebieg robót. Obyło się bez żadnych zakłóceń.

Reklama

Pracownicy ZGM zdemontowali ogrodzenie i postawili płot między działką zamieszkiwaną  przez Krupinów, a działką, na której stoi kapliczka.


- Chcemy zagospodarować przestrzeń tak, by była dostępna dla wszystkich mieszkańców. Uporządkujemy teren i zadbamy o to, by można było swobodnie pomodlić się przy kapliczce, np. podczas nabożeństw majowych - przekazał nam wiceburmistrz Stanisław Wachowski.  - Do tej pory znajdowała się ona za szczelnym płotem i była praktycznie niewidoczna. Teraz będzie własnością publiczną. Wszystko odbędzie się nie tylko w zgodzie z literą prawa, ale  i z korzyścią dla okolicznych mieszkańców.

Reklama

 


Notariusz-mediator


Nie jest to jeszcze koniec dobrych wiadomości. 21 września, mimo wcześniejszych  obaw, udało się podpisać akt notarialny i Krupinowie są teraz właścicielami domu i działki przy Torowej. Nieruchomość zakupili zgodnie z intencją władz miasta z 90 proc. bonifikatą za niecałe 13 tys. zł.


- Duże podziękowania należą się notariusz Jolancie Demczyszyn. Poświęciła ona sporo czasu na wyjaśnienie państwu Krupinom tej transakcji od prawnej strony. To dzięki jej mediacjom udało się rozwiać wszelkie wątpliwości Wiaczesława Krupina - mówi Agnieszka Kupryjaniuk.  - Poza tym pani notariusz zrezygnowała ze swojego wynagrodzenia z tytułu podpisania aktu. W dużej mierze to dzięki niej Krupinowie są teraz właścicielami i mogą dowolnie inwestować i rozbudowywać swój dom. 

Reklama

Pełen tekst w najnowszym numerze.


Agnieszka Poryszewska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości