Fakt, że udało nam się wykonać projekt i uzyskać pozwolenie w tak krótkim czasie, to było mistrzostwo świata. A że później ten pośpiech odbił nam się czkawką? Dziś już mogę to powiedzieć warto było. Kramnice wyznaczają nowe standardy wyglądu budynków w centrum miasta. Jestem dumna z tej inwestycji...
Rozmowa z Urszulą Cielniak, naczelnikiem Wydziału Inwestycji i Modernizacji w UM
Do oficjalnego terminu oddania kramnic do użytku po rewitalizacji zostało dwa tygodnie. 15 maja wciąż jest aktualny i realny?
Nic się nie zmieniło. Mamy już wymagane prawem opinie sanepidu i straży pożarnej. W ostatni piątek złożyliśmy w biurze Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego wniosek o wydanie pozwolenia na użytkowanie obiektu. Czekamy na kontrolę zapowiedzianą na szóstego maja.
Nie boi się Pani, że coś może jednak pójść nie tak, że znów pojawią się problemy i termin trzeba będzie po raz kolejny przesunąć?
Nie, bo codziennie jestem w kramnicach. Obiekt jest skończony, mamy drobne uwagi co do kilku elementów wykończenia, ale jak na taką dużą i skomplikowaną inwestycję, prowadzoną w obiekcie zabytkowym, pod kontrolą konserwatora, jest tych poprawek naprawdę niewiele. Wręcz w ogóle.
Ale tynk na elewacji się sypie
Jest kilka miejsc, gdzie rzeczywiście pojawiły się odpryski. Ale to nie tynk, a farba się odparzyła.
Bo kładziono ją na mrozie
Wykonawca się spieszył. Złapała go zima. Ale to naprawdę jest niewielki problem miejsc, w których są usterki na elewacji jest ledwie kilka. Dobrze, że wyszły teraz, a nie po zejściu wykonawcy z budowy.
A co będzie jeśli usterki pojawią się później?
Mamy trzy lata gwarancji na ich poprawienie. Główny wykonawca musiał złożyć gwarancje bankowe, na poczet ewentualnych prac związanych z gwarancją.
Mówi Pani tak, jakby roboty przy kramnicach to było pasmo nieustających sukcesów. Tymczasem budowa kończy się prawie pół roku po terminie.
To prawda, ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ze strony Urzędu Miasta, czyli inwestora, zrobiliśmy wszystko co do nas należało.
To dlaczego jest opóźnienie?
Przyczyna jest znana od wielu miesięcy. To wadliwy projekt głównie w zakresie ochrony przeciwpożarowej. Całe szczęście, że burmistrz Stanisław Wachowski jest specjalistą w tej dziedzinie i zanim przystąpiliśmy do prac dopatrzył się rażących błędów w projekcie. Gdybyśmy go nie poprawili, dziś straż pożarna nie przyjęłaby budynku do użytkowania. Trzeba by było wykonywać dodatkowe prace, kuć ściany, przestawiać drzwi. To pociągnęłoby koszty i czas.
Dlaczego nie dopatrzyliście się błędów w projekcie, gdy go przyjmowaliście?
Na projekcie były wszystkie potrzebne uzgodnienia, potwierdzone przez uprawnionych specjalistów. Dziś mogę to już powiedzieć generalnie cały projekt nie był najlepszy, a firma która go wykonała mało solidna. Ale nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy z nią pracować.
Dlaczego?
Taka już nasza dola. Urząd ogłaszając przetarg musi kierować się kryterium najniższej ceny. A potem drżeć, by firma, która wygrała przetarg, była solidna. Są oczywiście referencje, ale one nie zawsze się sprawdzają. Czasem też jest tak, że firma popada w tarapaty w trakcie wykonywania robót. My jako urzędnicy nie mamy na to wpływu. Na dodatek konkurs, z którego pozyskaliśmy pieniądze na rewitalizację kramnic, był tak ogłoszony, że mieliśmy ledwie pięć miesięcy na wykonanie całej dokumentacji i uzyskanie prawomocnego pozwolenia na budowę. Kto ma choć trochę pojęcia o procedurach, jakie trzeba przejść przy takiej inwestycji, wie, że to prawie nic. Tylko uzyskanie decyzji lokalizacyjnej trwa dwa miesiące. Fakt, że udało nam się wykonać projekt i uzyskać pozwolenie w tak krótkim czasie, to było mistrzostwo świata. A że później ten pośpiech odbił nam się czkawką? Dziś już mogę to powiedzieć warto było. Kramnice wyznaczają nowe standardy wyglądu budynków w centrum miasta. Jestem dumna z tej inwestycji.
Dlaczego błędy w projekcie opóźniły budowę?
Trzeba było ją wstrzymać do czasu poprawienia projektu. Potem musieliśmy uzyskać nowe, zastępcze pozwolenie na budowę. To trwało ponad dwa miesiące. Na taki okres wykonawca dostał od nas przedłużenie terminu zakończenia budowy.
Ale potem przed sądem przedłużyliście ten termin z końca lutego na 15 maja. Dlaczego?
Wykonawca poprosił nas o kolejne przedłużenie. Argumenty miał słuszne przerwa w budowie spowodowała, że prace przeciągnęły się do zimy. W związku z tym wielu z nich nie mógł wykonywać, albo tak jak z tynkiem, musiał je przerwać, lub wykonać jeszcze raz, po tym jak zniszczył je mróz.
Dlaczego zatem sprawa musiała oprzeć się o sąd?
Bo to inwestycja unijna. Chcieliśmy mieć w rękach decyzję sądu potwierdzającą słuszność zawarcia przez nas ugody z wykonawcą i kolejnego przedłużenia terminu.
Pojawiły się opinie zwłaszcza opozycyjnych radnych miejskich, że przez przedłużenia terminów oddania budynku do użytkowania, miasto traci pieniądze, bo kramnice nie pracują, nie można wynajmować w nich powierzchni.
Ja nie jestem od polityki, ale trudno mi się oprzeć wrażeniu, że osoby, które wypowiadają takie opinie albo nie wiedzą o czym mówią, albo chcą wprowadzić opinię publiczną w błąd. Przecież miasto nie może w ogóle zarabiać na kramnicach. Takie są warunki wsparcia finansowego, jakie dostaliśmy na tę inwestycję z UE. Dlatego teraz musimy wyłonić zarządcę i tak sporządzić umowę i wykorzystać ten budynek, by nie można było zarzucić miastu, że wykorzystuje go komercyjnie. Tego nie możemy zmienić.
Naprawdę nie ma Pani sobie nic do zarzucenia przy tej inwestycji?
(Długie milczenie) Staram się coś znaleźć, ale naprawdę nie widzę z naszej strony czyli UM żadnego zaniedbania.
A sprawa podwykonawców?
Zbadaliśmy ją dogłębnie i w moim przekonaniu w sporze z podwykonawcami pan Gromski, czyli właściciel firmy, która jest głównym wykonawcą rewitalizacji kramnic, ma dużo racji. Ba, jeśli chodzi o spór z firmą, która wykonywała instalacje, to my jako inwestor, zgłaszaliśmy od początku, że prace są wykonywane źle, niezgodnie z projektem i normami.
Macie to udokumentowane?
Tak. Firma, która przejęła wykonanie instalacji, najpierw udokumentowała cały szereg nieprawidłowości poprzedniego wykonawcy.
Miasto nie będzie musiało płacić odszkodowań podwykonawcom, jeśli ci pójdą do sądu z głównym wykonawcą?
Te firmy, które dziś są w sporze z głównym wykonawcą nie były do nas zgłoszone jako podwykonawcy. W związku z tym miasto, jako inwestor, nie ponosi odpowiedzialności wobec nich, nawet gdyby wygrały w sądzie. Ja zresztą bardzo chciałabym, aby ta sprawa zakończyła się na wokandzie wówczas okaże się, kto naprawdę ma rację, a kto tylko robi zamieszanie, bo wcześniej nie był w stanie wywiązać się z umowy.
Czy miastu grozi utrata części dofinansowania w związku z kłopotami z podwykonawcami?
O takich sprawach decyduje Mazowiecka Jednostka Wdrażania Projektów Unijnych, która poprosiła nas o wyjaśnienie tej sprawy, bo podwykonawcy napisali do tej instytucji skargi. Ale moim zdaniem nie powinno być problemów. No chyba, że ktoś postara się o to, by one się pojawiły.
Dużo w Pani słowach goryczy
Bo żal mi, gdy słyszę, jak tę inwestycję wykorzystuje się do bieżącej walki politycznej. Jak próbuje się deprecjonować nasz sukces. Bo rewitalizacja kramnic to naprawdę wielki sukces. Przecież na ten konkurs wpłynęło 114 wniosków, a dofinansowanie dostało tylko 18. Potem te kłopoty z projektem, przedłużająca się zima. Niezawinione przez nas kłopoty z podwykonawcami. A trzeba też dodać, że w trakcie budowy zmarł brat właściciela firmy budującej kramnice, który był jego prawą ręką i rzeczywistym kierownikiem prac w Sochaczewie. Jak na jedną budowę, to chyba naprawdę dużo.
Rozmawiała Jolanta Sosnowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze