Reklama

Ktoś to musi przecież organizować

Urząd Miasta w Sochaczewie
08/01/2014 12:32

MOK Chopina 101 to nie tylko szefowa i instruktorzy. By wymienieni mogli działać, ktoś musi jeszcze zapanować nad resztą. Musi być ktoś, kto zawsze wie, gdzie jest to, co akurat potrzebne. Musi być ktoś, kto zawsze pomoże. Kto wie jak i co załatwić. Tym kimś jest tu Beata Pisarek.

 

Beata Pisarek

Urodziła się w Sochaczewie. Tu skończyła Szkołę Podstawową nr 4, a potem Liceum Chopina. Potem skończyła też Studium Policealne i teraz jest technikiem ekonomistą ze specjalnością finanse i rachunkowość. Dziś ma dwóch synów. Obaj wiążą swoje życie ze sportem. Starszy, 19-latek już pracuje, a w listopadzie idzie na kurs trenerski. Potem planuje AWF. Młodszy 13-latek jest w szkole sportowej i chce iść w ślady brata.

Reklama

W MOK Chopina 101 Pani Beata zaczęła pracować 14 lat temu. Najpierw na stażu. Potem została na zawsze. Szefową była wtedy Teresa Mazipus, od której Beata bardzo wiele się nauczyła. Przede wszystkim organizacji pracy. To w pewien sposób dzięki Pani Teresie dziś wszystko jest rozpisane na kartki i dopięte na ostatni guzik. Nie bez znaczenia jest również charakter Pani Beaty, która po trosze jest chyba pedantką. Świadczą o tym równiutko poustawiane segregatory, z których każdy jest przypisany do jakiegoś ważnego wydarzenia czy sprawy związanej z działalnością MOK-u.

Pani Beata dopina wszystkie sprawy związane z finansami, fakturami i bankami. Nic nie jest zostawiane na ostatnią chwilę. Tak jest zawsze, a szczególnie przed imprezami, gdy na ogół całość papierkologii gotowa jest trzy czy cztery dni wcześniej. Czasem roboty jest więcej. Niektóre wystawy wymagają przygotowania katalogów, plakatów czy zaproszeń. Projekty Pani Beata przygotowuje ze swoją szefową, która doskonale posługuje się służącym do tego programem komputerowym.

Reklama

To, co w tym MOK-u najważniejsze i podkreślane przez wszystkich z nim związanych, to to, że gdy trzeba, wszyscy pracują razem, niezależnie od codziennej pracy. Nie ma znaczenia jaka to impreza. Zawsze przy jej organizacji wspólnota się zacieśnia.

Pani Beata wspomina organizowane przez te lata imprezy. Plastek, Sochaczew Rozśpiewany, festiwale filmowe, wystawy, biennale, a nawet Wybory Miss Sochaczewa, które po raz ostatni odbyły się w 2007 roku. Wszystkie mają swoją dokumentację. Gdyby była taka potrzeba wystarczy tylko sięgnąć na półkę i zajrzeć do odpowiedniego segregatora. Porządek musi być. Tak samo zresztą jak w finansach.

Reklama

Przez te lata poznała wiele fajnych dzieciaków. Szczególnie polubiła te z Open Day. Niektóre wpadają do tej pory i mówią do niej ciociu. Czasem dostanie kwiatki od rodziców, którzy docenią jej wkład w opiekę nad dziećmi. Zna ją bardzo wielu ludzi. To przyjemne, gdy idzie się ulicą i co chwilę ktoś mówi dzień dobry. Kocha swoją pracę i nie wyobraża sobie, by mogła robić coś innego.

 

Mirosław Hymon

Pan Mirek również urodził się w Sochaczewie. W lipcu 1955 roku. Na początku mieszkał przy placu Armii Ludowej, toteż najbliżej było do Szkoły Podstawowej nr 1. Potem była szkoła zawodowa i już za chwilę trzeba było iść do pracy. Najpierw w Chemitexie, gdzie pracował jako plastyk zdobnik wykonując w pracowni plastycznej wszystkie niezbędne dekoracje. Pasowało to i jemu, i zakładowi, bo już w szkole podstawowej nauczycielka rysunków stwierdziła, że Mirek musiał się chyba urodzić z ołówkiem w ręku. Czasy były takie, że pracownia plastyczna miała co robić. Wszystkie święta zakładowe, miejskie, narodowe, robotnicze. Do każdego coś było potrzebne.

Reklama

Gdzieś w międzyczasie Mirek, razem z Maćkiem Szusteckim, który uczył się grać u ojca Władysława Komendarka, założyli zespół. Po dwóch latach zespół był już na tyle dobry, że zajął się nim klub Chemik działający przy zakładach w Boryszewie. Instruktorem był tam wtedy Henryk Miłek. Zespół Nokturn, bo tak go nazwali, grał na wszystkich imprezach, jakie tylko się odbywały. Akademie, święta, wianki, a nawet święto Trybuny Ludu. Okazji nie brakowało. Żeby zarobić trochę grosza, grali także na weselach. W tym okresie konkurowali nieco z zespołem Demony, który grał w chodakowskim MOK-u. Po pięciu latach zespół się rozsypał i każdy poszedł swoją drogą. Zabrakło werwy do wspólnego grania, trzeba było zarabiać na życie, a ze świąt i akademii kasy nie było.

Po pracy w Chemitexie Pan Mirek na dwa lata zagościł w zawodowej Straży Pożarnej. Praca tam była wybawieniem od wojska, które w owym czasie nie należało na pewno do przyjemności. Zaraz potem powrót do Chemitexu. Trochę do pracowni plastycznej, a trochę do tokarni i pracy tokarza. Czasy się zmieniały i Chemitex w pewnym momencie zaczął się rozsypywać, aż wreszcie zakłady zostały zamknięte. Kolejnym przystankiem, co prawda tylko na dwa lata, stało się Radio Fama, w którym Pan Mirek nie tylko zajmował się studiem nagrań, ale także wszystkim co techniczne.

Reklama

Tu na chwilę musimy wrócić do czasów wcześniejszych. Mirek już w szkole zaczął się interesować elektroniką. Pierwszą rzeczą, jaką sam zbudował było radio na słuchawki. Cała jego elektronika została umieszczona w niewielkim, plastikowym pudełku po Akronie (wtedy lek na ból gardła). Po radiu zaczęły się poważniejsze rzeczy. Mirek sam budował wzmacniacze i miksery. Zawsze też grał na gitarze elektrycznej własnej produkcji. To, jak się wkrótce okazało, stało się jego zawodem. Właściwie to jednym z zawodów, które wykonuje do dziś.

Nietaktem byłoby nie wspomnieć o jeszcze jednej pasji Mirka. To modelarstwo. Właściwie od zawsze, bo trudno teraz dojść kiedy był początek. W każdym razie Mirek zawsze robił jakieś modele. Kiedyś prostsze, dziś coraz bardziej złożone. Ostatnio buduje model HMS Victory, który jest bardzo skomplikowany i pracochłonny. Przedtem był model pancernika Bismarck, który mogłem obejrzeć na miejscu w MOK-u.

Reklama

Po dwóch latach pracy w Radiu Fama Pan Mirek dojrzał do tego, by coś w swym życiu zmienić. Okazja spadła jak z nieba. W tym czasie w radiu, bajki dla dzieci nagrywała Teresa Mazippus, ówczesna szefowa chodakowskiego MOK-u. Wiedząc, czym zajmuje się Mirek Hymon, zaproponowała mu pracę u siebie. Akurat odchodził człowiek, który się podobnymi rzeczami zajmował. I w ten sposób Pan Mirek od 1 maja 1995 roku pracuje już w tym samym miejscu 18 lat.

W angażu ma zapisane starszy operator urządzeń audiowizualnych, ale ten zwrot nie oddaje całości pracy. Pan Mirek zajmuje się właściwie wszystkim. Poczynając od elektroakustyki, co w tym przypadku oznacza nagłośnienie wszystkich imprez miejskich i oczywiście tych organizowanych przez Miejskie Ośrodki Kultury, poprzez elektrykę, do której posiada stosowne uprawnienia, do klimatyzacji i hydrauliki na końcu. Większość pracowników MOK to artystyczne dusze. On twardo stąpa po ziemi i nic, co techniczne nie jest mu obce. Choć przecież sam też po trosze jest artystą.

Reklama

 Dwoje zupełnie różnych ludzi. Beata Pisarek i Mirosław Hymon. Łączy ich to, że obydwoje pracują w tym samym miejscu i to, że obydwoje biorą udział w przygotowywaniu różnych imprez. No i jeszcze jedno. Bez nich, ten skomplikowany mechanizm nazywany Miejskim Ośrodkiem Kultury, raczej by nie chciał działać.

Piotr Gadziński Echo Powiatu

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama