Zwykła lekcja muzyki, lekcja jakich wiele, lekcja, którą można by sobie odpuścić, gdyby nie to, że odbywała się 4 czerwca, dwadzieścia lat po obaleniu przez nasz kraj komunizmu. Z przejęciem starała się to wtłoczyć w głowy swoich uczniów nauczycielka muzyki, przypominając, że właśnie wtedy runął mur.
I usłyszeliśmy jedną z najwspanialszych ballad Jacka Kaczmarskiego „A mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat”. Potem przyszedł czas na wspomnienia w miarę normalnego życia lat 80. Mimo ucisku, cenzury, jedynej słusznej linii, kiedy to właśnie muzyka pozwalała przetrwać te trudne czasy. Młodzi z rocznika 89 śpiewali to, czego słuchała wtedy cała Polska „Józek, nie daruję ci tej nocy”, „Oddział już zamknięty jest”, „Nie płacz Ewka”.
I nagle syreny obwieściły koniec beztroskiej zabawy, z głośników rozbrzmiał głos gen. Jaruzelskiego, ogłaszający stan wojenny. I młodzi zaśpiewali przejmujące pieśni tego okresu – „Stanął w ogniu wielki dom”, a potem „Obławę”. Słowa „obława, obława, na młode wilki obława” przypomniały czasy aresztowań, wyciągania z domów, inwigilacji. Wtedy jeszcze jedni brali życie bez emocji, inni próbowali przeżyć to sami, tak jak w znanej piosence, i narastał nastrój grozy i niepewności, aż w końcu rozbrzmiała kolejna pieśń – hymn, kiedy to „za chleb i wolność, za nową Polskę, Janek Wiśniewski padł”. Przelała się czara goryczy, Polacy powiedzieli „dość”.
I nagle z głośnika znowu słyszymy głos. Tym razem Joanny Szczepkowskiej, która ogłasza światu, że „4 czerwca w Polsce skończył się komunizm”. A młodzi zaśpiewali piosenkę „Chłopców z Placu Broni” – „Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”, a potem „Tango na jeden głos” Maryli Rodowicz, oddające sedno nowej wolności „Ja to mam szczęście, bo żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą. Mój kraj szczęśliwy, piękny, prawdziwy, ludzie uczynni, w sercach niewinni”. To także nasze wielkie marzenie, więc ze sceny rozległo się „Ludzie, nie sprzedawajcie marzeń”.
I to był już koniec lekcji muzyki, cudnej lekcji, która metaforą poprowadziła nas przez lata historii i wspomnienie czasów dla wielu z nas najważniejszych. Lekcji tej udzielili nam młodzi wykonawcy z sekcji muzycznej Teresińskiego Ośrodka Kultury, pod kierunkiem Joanny Cieśniewskiej i Leszka Lewickiego. Śpiewali w przenikliwym zimnie, w wietrze, nie zważając na to, że słucha ich zaledwie garstka sochaczewian. Dali taki koncert, jakby występowali przed najwspanialszą publicznością świata i za to należą im się wielkie dzięki. Podziękowanie w imieniu wszystkich, którzy wytrwali do ostatniej piosenki, złożył burmistrz Bogumił Czubacki.
Nam pozostaje dodać, że takiego spektaklu, jak ten czwartkowy na placu Kościuszki, dawno w Sochaczewie nie było i niech żałują ci, którym zabrakło determinacji, aby marznąć wraz z wykonawcami.
Jolanta Sosnowskaa
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze