Reklama

Mam dobrych ludzi i dobry sprzęt

Tygodnik Echo Powiatu
18/10/2012 11:30
Rozmowa z Komendantem Powiatowym Państwowej Straży Pożarnej w Sochaczewie starszym brygadierem Pawłem Kubiakiem

Komendant Paweł Kubiak jest człowiekiem bardzo zajętym. Na rozmowę udaje nam się umówić dopiero po trzech tygodniach moich podchodów. Spotykamy się w jego gabinecie, na pierwszym piętrze liczącego sobie już około czterdziestu lat budynku straży. Front budynku jest od strony ulicy Staszica, ale o dziwo jego adres, o czym nie wszyscy wiedzą brzmi: ul. Piastowska 1. W ten sposób została uhonorowana maleńka uliczka, z której istnienia wielu sochaczewian nie zdawało sobie sprawy, a która obecnie jest ulicą „ ślepą” prowadzącą na plac sochaczewskiej straży.

Panie Komendancie! W jaki sposób trafił Pan na obecnie zajmowane stanowisko?
-Jestem rodowitym sochaczewianinem. Wychowałem się na ulicy Senatorskiej, która zresztą kiedyś nazywała się Stodólna. W 1987 roku ukończyłem Szkołę Główną Służby Pożarniczej w Warszawie, która zresztą jeszcze w 1981 roku nosiła miano Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej. To były czasy, kiedy po studiach dostawało się skierowanie do pracy. Wielu absolwentów wyższych uczelni pewnie by teraz tak chciało, ale wtedy to była pewna dolegliwość. Skierowano mnie do Skierniewic, które jeszcze były stolicą województwa. Trafiłem do Wydziału Operacyjnego, gdzie zajmowałem się inspekcjami, stanem wyszkolenia i niekończącą się papierkową robotą. Od kwietnia 1991 zostałem Komendantem Zawodowej Straży Pożarnej w Sochaczewie a zaraz potem była reorganizacja w trakcie której powstała Państwowa Straż Pożarna a ja zająłem stanowisko dowódcy sochaczewskiej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej. Od 1997 roku byłem Komendantem Rejonowym Państwowej Straży Pożarnej a od 1999 roku, w którym reforma administracyjna spowodowała przeniesienie Sochaczewa z województwa skierniewickiego do mazowieckiego jestem Komendantem Powiatowym Państwowej Straży Pożarnej w Sochaczewie.

Co zostaje w pamięci z tych lat przepracowanych w straży?
- No cóż,w pamięć zapadają te działania ratownicze przy których występują ofiary śmiertelne, są to głownie wypadki drogowe. Zdarzały się i takie w których ginęło jednocześnie pięć osób. Najgorsze są jednak te co pociągają za soba śmierć dzieci. Dorośli, często giną na własne życzenie przez nieuwagę lub zaniedbanie. Dzieci w takich przypadkach zawsze są bez winy. One całe życie mają przed sobą. Kto wie co mogłyby osiągnąć. Uczestnictwo w takich akcjach jest olbrzymią traumą, szczególnie dla strażaków którzy uczestniczą w nich osobiście. To zapada w umysł i jest potem olbrzymim bagażem, który trzeba ze sobą dźwigać. Aby choć trochę w tym pomóc powstała nawet grupa psychologów przy Mazowieckiej Komendzie Wojewódzkiej PSP, która daje strażakom wsparcie w takich przypadkach. Najgorszym chyba jednak przeżyciem jakiego doświadczyli moi ludzie i ja zresztą też była śmierć jednego z naszych kolegów. To był szok gdy strażacy wracając od pożaru zostali skierowani do wypadku w którym jak się okazało zginął ich kolega. Kolega z którym jeszcze dwie godziny temu rozmawiali. Takich przypadków na szczęście nie ma wiele.
W pamięci pozostają również duże pożary. Pamiętam jak gasiliśmy hale Agromaxu w Mizerce. W większości były one zapełnione dużymi „big bagami” z mączką rybną oraz beczkami z tranem, który rozlał się tworząc swoisty materiał palny z mączką. Trudno było się poruszać i trudno to wszystko było dogasić. Na dokładkę wytworzył się zapach, który trudno nawet opisać. Walczyliśmy z tym pożarem trzy dni i ciągle istniało niebezpieczeństwo, że znowu może się zacząć palić, a muszę dodać, że to czego strażacy najbardziej nie lubią, to wracać do pożaru, który został uznany za ugaszony.


Ile razy w tym roku strażacy musieli wyjeżdżać do akcji?
-Rok się jeszcze nie skończył, a mieliśmy już (do 3 października br) 1279 interwencji, a więc średnio kilka dziennie. Było to 685 pożarów i 552 tak zwane miejscowe zagrożenia, czyli na przykład wypadki drogowe ale również i tak błahe stosunkowo rzeczy jak usuwanie gniazd szerszeni czy wycinanie gałęzi drzew grożących budynkom w czasie silnych wiatrów. Mieliśmy również 42 fałszywe alarmy, ale muszę przyznać, że tylko trzy były złośliwe. Pozostałe były jak to się określa alarmami w dobrej wierze lub wywołanymi przez błąd instalacji przeciwpożarowej. Na marginesie należy dodać, że graniczący z nami powiat skierniewicki, a wiec nasza dawna stolica województwa ma rokrocznie mniej od nas interwencji straży pożarnej przy większej obsadzie etatowej tamtejszej jednostki PSP. To taki paradoks związany między innymi z niezbyt właściwą reorganizacją naszych struktur w1999r.

Co może Pan Naszym czytelnikom powiedzieć na temat swoich ludzi i sprzętu?
- Może to zabrzmi nieskromnie, ale mam bardzo dobrych ludzi, których ofiarność i odwagę możemy podziwiać w ich każdej akcji. Są bardzo dobrze wyszkoleni. Co trzy lata przechodzą recertyfikację z zakresu ratownictwa medycznego. W oparciu o nasze wewnętrzne harmonogramy szkoleń i ćwiczeń od poniedziałku do piątku są prowadzone zajęcia doskonalące z taktyki gaszenia pożarów, znajomości sprzętu ratowniczego czy zasad użycia właściwych środków gaśniczych . Oglądają dydaktyczne opracowania filmowe z dużych pożarów i prowadzą analizy przeprowadzonych już akcji. Bywają też na nowo wybudowanych obiektach w których w przyszłości mogą prowadzić akcje gaśnicze lub ratunkowe. Nic nie jest w stanie zastąpić dobrej znajomości terenu w którym trzeba działać. Moi ludzie mają również zajęcia sportowe i chodzą na basen a raz do roku przechodzą test sprawności fizycznej w ramach którego na przykład muszą podciągać się na drążku i przebiec 1000 metrów w określonych normach czasowych. Dzięki ich dobremu wyszkoleniu właściwie nie zdarzają się im wypadki podczas akcji. Pewnie, że któryś może sobie nabić guza czy zrobić siniak, ale na tym się kończy.
Jeśli chodzi o sprzęt, to najstarszy nasz wóz bojowy pochodzi z 2000 roku. W zeszłym roku pozbyliśmy się na rzecz OSP w Brzozowie Jelcza, który był naszym najstarszym pojazdem ratowniczo-gaśniczym. W jego miejsce w garażu stanęła nowiutka Scania za blisko 800 tys. zł.. Tego samego dnia otrzymaliśmy również wspaniały zestaw sprzętu hydraulicznego pozwalający na udzielanie pomocy w wypadkach samochodowych gdy trzeba podróżujących uwolnić z rozbitego pojazdu. Do wymiany mamy tylko busa - „Lublina” z 1998 roku. Wydaje się może mało potrzebny, ale gdy strażacy prowadzili akcję przeciwpowodziową i ratowali ludzki dobytek nieraz przez kilka dni z rzędu, okazało się, że to niezastąpione auto.


Jakim budżetem dysponuje Pańska jednostka i na co jest on przeznaczony?
- Na ten rok mam do dyspozycji 3 560 000 zł. Z tego ponad 3 000 000 zł pochłaniają płace i inne świadczenia dla pracowników. Te pieniądze przeznaczone są również na wyposażenie strażaków, które przecież ciągle się zużywa. Buty noszone przez moich ludzi do akcji i mające wszelkie niezbędne atesty kosztują około 800 zł. Całe umundurowanie z kurtką, hełmem, rękawicami, ubraniem koszarowym itp. to już koszt 6 – 7 tys. zł.. Z tego budżetu trzeba również wygospodarować pieniądze na ogrzewanie (od tego roku gaz) i bieżące remonty. Nasz budynek liczy sobie ponad 40 lat więc co chwilę trzeba w nim coś naprawiać. Od dwóch lat szukamy pieniędzy na całkowity remont instalacji centralnego ogrzewania, która jest w fatalnym stanie technicznym. Sen z powiek spędza mi nadchodzący sezon grzewczy ,chciałoby się tu powiedzieć „aby do wiosny”.

Pozostaje nam zatem życzyć Panu rozwiązania tych wszystkich problemów.
Dziękuję za rozmowę.

Piotr Gadziński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości