Historia biegów po Puszczy Kampinoskiej ze startem w Dziekanowie Leśnym jest krótka. To zaledwie trzy imprezy, ale na tyle lubię biegać w terenie i jest to na tyle, blisko że jak na razie nie opuściłem żadnej z tych imprez. W zeszłym roku przebiegłem maraton, wiosną tego roku Bieg Łosia na 17 kilometrów. Tej jesieni przyszedł czas na półmaraton.
Puszcza powitała nas tym, co w niej jesienią najpiękniejsze - słońcem i wszystkimi odcieniami czerwieni i żółci zarówno na drzewach jak i pod stopami. Po tych właśnie liściach w towarzystwie nieodłącznego szelestu kilkuset zawodników pokonywało maraton i półmaraton.
Dla mnie Maraton Kampinoski już drugi rok z rzędu jest zamknięciem sezonu. Ostatnim biegiem, kiedy z jednej strony muszę się jeszcze trochę wysilić a z drugiej wiem, że to, co miałem w tym roku przebiec to już przebiegłem i mogę biec dla funu.
Tak też biegłem. Z początku asekuracyjnie. Może aż za asekuracyjnie, bo w początkowej części trasa prowadzi wąską groblą, na której nieco utknąłem wśród wolniejszych. Potem jest szerzej a kolorytu trasie dodają lekkie górki i czasami bardzo piaszczysta nawierzchnia. Nie jest to łatwa trasa. W każdym razie powoli i sukcesywnie przesuwałem się do przodu. Takie wyprzedzanie to fajna sprawa, bo dodaje skrzydeł. Nawet na ostatniej prostej jeszcze miałem siłę przyspieszać i przeganiać kolejnych. To dawało satysfakcję, fun i dzięki temu było to piękne zakończenie długiego sezonu biegowego.
Dodać jeszcze można, że ma mecie na każdego czeka bardzo oryginalny medal. Jest na nim łoś z porożem w kształcie, a jakże, butów do biegania :)
Wyniki:
36. Paweł Matysiak 1:43:23
Paweł Matysiak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze