Reklama

Marcin Prengowski – kim jest?

16/10/2017 09:05

Pierwszy raz mam tak duży problem, by sensownie określić kilkoma wyrazami bohatera cyklu „Ludzie Sochaczewa”. To znaczy określić tak, by nazwać po imieniu to, z czym najbardziej utożsamiają go mieszkańcy. Myślałam o „lokalnym społeczniku zafascynowanym Wschodem”, ale to nie oddaje istoty roli Marcina. Myślałam o „humaniście”, i choć to właściwe słowo, zbyt rozmywa wagę czynionego przez niego dzieła. Nie jestem też pewna, czy Marcin sam już wie, kim jest w tak postawionym kontekście, i czy w ogóle chciałby usłyszeć odpowiedź na to pytanie, zwłaszcza od osoby, która zna go przecież niewiele.


Reklama

Od początku wiedziałam, że rozmowa nam sama popłynie i że będzie niezwykle przyjemna. Tak jest zawsze i to z solidnych powodów. Kultura osobista Marcina, oprawiona w szacunek dla rozmówcy, a przede wszystkim umiejętność wysłuchania go, co nie jest zjawiskiem powszechnym. Często jesteśmy uczestnikami spotkań z innymi, po których czujemy się wycieńczeni. I odwrotnie, są też tacy, którzy nawet w krótkiej rozmowie potrafią nam naładować życiowe akumulatory. Marcin należy do tych rzadkich drugich.

Marcin uważa, że licencjat z ekonomii i podobny profil w liceum Iwaszkiewicza nie był mu specjalnie w życiu potrzebny, ale na chleb zarabia jako kierownik działu finansów w dużej firmie produkcyjnej. Nie specjalnie też jest zadowolony ze studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim, ale przecież pisuje zgrabne felietony, a ostatnio sprawnie, z wdziękiem i polotem prowadzi programy video promujące historię i kulturę naszego miasta. Z błyskiem w oku wypowiada się jedynie o Studium Europy Wschodniej przy UW, które podyplomowo ukończył i które do dziś owocują podróżami i podsumowującymi te podróże artykułami, które od czasu do czasu Marcin publikuje.

Reklama

Gdy próbuje odpowiedzieć na pytanie, skąd jego zainteresowanie historią i innymi kulturami, sięga pamięcią do podstawówki w Żukowie, a zwłaszcza uczącego go małżeństwa Chlebowskich. To ich malownicze opowieści o historii i literaturze rozbudziły w nim marzenia  o dalekich podróżach i w tym marzeniu trwa do dziś. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił po ukończeniu 18 roku życia, było wyrobienie paszportu. Pamięta każdy szczegół odbytego niedługo potem, z kumplem, krótkiego wypadu na Słowację, po to tylko, by posiedzieć z nim pod przygranicznym sklepem ze szczęściem degustując, że oto właśnie nie są już w Polsce, że świat otworzył przed nimi swoje ramiona.

Gdy tylko podróże stały się możliwe, wybrał kierunek wschodni. Miał świadomość, że Zachód, włącznie z Polską, mimo różnorakiej historii, mentalności, architektury i tradycji, jest do siebie bardzo podobny, ujednolicony i uproszczony współczesną jakością codziennego życia, zalany tą samą kulturą tak zwaną masową. A on chciał poczuć życie innych nacji bardziej osadzonych w swojej odrębnej historii, tradycji i religii, życie prawdziwsze, choćby smutniejsze czy biedniejsze. W ciągu kilkunastu lat zwiedził niemal wszystkie kraje Europy Wschodniej, i to w czasach, gdy nie były one tak łatwo jak dziś dostępne turystycznie. Po podróżach przekuwa swoje obserwacje w felietony, które publikuje m. in. na eastbook.eu.

Reklama

Gdzieś na początku tej drogi, zafascynowany wielokulturowością poznawanych krajów, zaczął jej szukać w Polsce i w najbliższym regionie. Pamięta swoje zainteresowanie tabliczką w Puszczy Kampinoskiej informującą o pochowanych w tym miejscu kolonistach. Jakich kolonistach? Pamięta rozmowy z dziadkiem o lokalnych Żydach, o codziennych z nimi relacjach Polaków. Zgłębiając historię Sochaczewa i okolic, natrafił na nadwiślańskich osadników, na olendrów, poznał też ludzi o podobnych zainteresowaniach i wrażliwości, jak on pragnących przywrócić Sochaczewowi należyte, bardziej zgłębione postrzeganie przez mieszkańców, wzmocnić ich utożsamianie się z miejscem urodzenia i życia. I tak oto w 2005 roku na świat wydane zostało Stowarzyszenie, którego nazwa ewoluowała do dzisiejszego prostego „Nad Bzurą”. Przywołana Bzura łączy się z bardzo ważną misją, którą członkowie organizacji postawili sobie za cel.

By odwrócić miasto do rzeki, by świadomość jej rekreacyjnych i estetycznych walorów była obecna wśród mieszkańców, stowarzyszenie przeprowadziło szereg cyklicznych akcji jej fizycznego sprzątania. Z czasem, nawiązując ścisłą współpracę z przystanią w Plecewicach, Marcin i jego przyjaciele poprzez organizację również ogólnopolskich spływów, przystąpili do skutecznego promowania kajakarstwa. W zbudzeniu miłości i przywiązania do Bzury, pomagać też mają organizowane przez obu partnerów Sobótki, czy udział w ogólnopolskim konkursie Rzeka Roku, w którym nasza Bzura zajęła wysokie trzecie miejsce.

Reklama

A to tylko część działalności Marcina i jego kolegów ze stowarzyszenia. To dzięki nim mieszkańcy mogli wziąć udział w szeregu Spotkań z historią, odsłaniających dzieje naszego regionu, to dzięki nim wydano kilka ważnych z tych samych powodów publikacji. I wreszcie ostatnie dzieło – Kanał Historia, podzielony na zgrabne odcinki program telewizyjny, w którym Marcin jako prowadzący i autor scenariusza, uwypuklając najważniejsze atrakcje kulturalne i rekreacyjne naszego miasta i okolic, przybliża jednocześnie mieszkańcom jego historię. Cykl jest chyba najbardziej,  jak dotąd, udaną formą promocji Sochaczewa.

Żeby zrozumieć i dostatecznie docenić wagę opisanej powyżej działalności Marcina, trzeba zrozumieć, że robi to wszystko społecznie i z autentycznego powołania. Realizacja takich przedsięwzięć, jak publikacje historyczne czy filmy, wymaga nakładów finansowych, dlatego członkowie stowarzyszenia co roku zabiegają o wsparcie grantowe w samorządach. Z tym wsparciem i zrozumieniem bywa różnie, na szczęście Kanał Historia doczekał się niewielkiego dofinansowania z UM.

Reklama

Słucham go i podziwiam, jak bez robienia szumu wokół siebie, konsekwentnie, mimo że często ma pod górę, robi to, do czego większość z nas, zjedzona prozą życia, już dawno by się zniechęciła. Przecież nawet specjalnie nie dziękujemy mu za nic. Dlatego, kiedy mówi, że chciałby kiedyś móc też żyć ze swoich pasji, że myśli o rozwinięciu regionalnej turystyki, która ma ogromny potencjał, wierzę i ufam, że mu się uda, bo nikt tak dobrze jak on tego potencjału nie widzi.


tekst Monika Figut

foto Wiktor Wachowski

Reklama

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jerzyk2205 2017-10-16 22:21:30

    Pana Marcina poznałem w 2009 roku podczas realizacji projektu historycznego "Sochaczewskie dorożki". Mimo niesprzyjającej deszczowej pogody wspólnie z kolegami ze Stowarzyszenia przygotował świetną atrakcję dla mieszkańców. Zaimponował mi wówczas swoim wielkim poświęceniem. Od tamtej pory zdarzyło mi się uczestniczyć w kilku innych projektach Stowarzyszenia. Z uznaniem obserwowałem wielkie zaangażowanie p. Marcina w ich realizację i jego troskę o ich wysoki poziom. Nie wątpię, że dzięki takim społecznikom sochaczewskie NGOsy są wielkim skarbem dla lokalnej społeczności. Gratuluję pomysłu na promocję Sochaczewa i okolic. Życzę dalszych sukcesów. :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości