Jak odebrał pan wiadomość, że głosami czytelników to właśnie pan wybrany został w sposób niekwestionowany Sochaczewianinem Roku 2012? - Nie będę udawał, że jestem bardzo zaskoczony, ale też traktuję ten tytuł jako wyróżnienie dla wszystkich członków Komitetu Inicjatywy Obywatelskiej. Odbieram więc to co się zdarzyło jako nagrodę zbiorową (...).
Z Sochaczewianinem Roku 2012, mecenasem Wojciechem Błaszczykiem, rozmawia Sławomir Burzyński.
Jak odebrał pan wiadomość, że głosami czytelników to właśnie pan wybrany został w sposób niekwestionowany Sochaczewianinem Roku 2012?
Nie będę udawał, że jestem bardzo zaskoczony, ale też traktuję ten tytuł jako wyróżnienie dla wszystkich członków Komitetu Inicjatywy Obywatelskiej. Odbieram więc to co się zdarzyło jako nagrodę zbiorową. Bez zaangażowania i pomocy innych idea obrony sądu w Sochaczewie nie byłaby możliwa.
Oczywiście, jasne jest, że ludzie głosowali na pana, doceniając pańską działalność właśnie na tym polu. Chciałbym więc zapytać, jak to się stało, że pan się w to zaangażował.
Gdy usłyszałem o projekcie ministra Gowina z ust prezesa sądu Jacka Woźnicy, który w bardzo emocjonalnych słowach informował o tym w mojej obecności prokurator rejonową Beatę Sobieraj-Skonieczną, oboje z panią prokurator postanowiliśmy coś w tej sprawie zrobić. I wówczas, na gorąco, we dwójkę, ułożyliśmy tekst apelu do ministra sprawiedliwości, pod którym potem zostało zebranych w mieście i powiecie 20 tysięcy podpisów.
Jednak na tym się nie skończyło.
Tak, bo pomyślałem, że trzeba by powołać jakieś ciało społeczne, które skoordynowałoby te nasze działania. Z tym, że od początku stawiałem jeden warunek, aby było to ponad wszelkimi politycznymi podziałami. Wiele osób bowiem, z którymi rozmawiałem zachęcając do udziału w komitecie, na początku obawiało się, że będzie to jakaś rozgrywka polityczna. W końcu, trochę z zaskoczenia, zaprosiłem pewną grupę ludzi do sali w urzędzie miasta i zakomunikowałem, że powstał Komitet Inicjatywy Obywatelskiej, a ich zapraszam do pracy w tym komitecie. Zrobiłem to, mimo iż bałem się, że zostanie to poczytane jako budowanie przeze mnie jakiejś własnej pozycji politycznej.
Jednak mimo to podjął się pan czegoś, co na początku wydawało się niemożliwe do zrealizowania.
Tak, bo uważałem, że brak w takiej społeczności, jak nasza, sądu czy na przykład szpitala powiatowego stawia nas w bardzo słabej pozycji w ewentualnej rozgrywce o istnienie powiatu. A przecież mówiło się też głośno o likwidacji powiatowych stacji sanepidu, były rozważania co do powiatowych lekarzy weterynarii. Ja zaś uważam, że utrata statusu miasta powiatowego byłaby dla Sochaczewa degradacją społeczną, cywilizacyjną, a nawet kulturową, bo instytucje samorządowe zawsze tworzą wokół siebie rozmaite ośrodki kulturotwórcze.
Rozpoczęła się więc walka na petycje i pikiety - najpierw pod naszym sądem, później pod Ministerstwem Sprawiedliwości, Sejmem i Urzędem Rady Ministrów, zakończona tym, że Sochaczew zniknął z listy ministra Gowina. Co jednak dla pana było w tym wszystkim momentem najbardziej przełomowym?
Dla mnie takim dniem był 16 marca ubiegłego roku, czyli utworzenie w Sochaczewie, na spotkaniu w hotelu Chopin, stowarzyszenia Amici Curiae, bo nasze działania zostały sformalizowane na poziomie kraju. Do stowarzyszenia przystąpiło wiele samorządów zagrożonych likwidacją sądów. To już była siła, z którą władze musiały się liczyć.
Mimo że sąd w Sochaczewie jest chwilowo bezpieczny, to walka trwa nadal, w Sejmie jest bowiem projekt obywatelski, który pan pilotuje, mający odebrać ministrowi sprawiedliwości prawo do manipulowania przy sądach.
Tak, w najbliższą środę odbędzie się posiedzenie Komisji Sprawiedliwości i myślę, że na kolejnym posiedzeniu Sejmu może nastąpić głosowanie nad naszym projektem. Jest to tym ważniejsze, że kilka dni temu minister Gowin zapowiedział w mediach, że powołał zespół, który ma pracować nad likwidacją wszystkich sądów rejonowych w kraju. Jest to dla mnie niedorzeczne, bo przecież właśnie te sądy rozpatrują 90 proc. wszystkich spraw w Polsce.
Adwokat broniący sadów to bardzo oryginalna sytuacja. A pan uprawia ten zawód od
od 1988 roku, czyli już 25 lat.
I jest pan właścicielem kancelarii adwokackiej w Warszawie.
Wspólnikiem w kancelarii Błaszczyk i partnerzy, którą prowadzę razem z żoną Grażyną i synem Pawłem. Syn w wieku 31 lat jest doktorem prawa, adwokatem i zamierza otworzyć przewód profesorski. Oczywiście jesteśmy z niego bardzo dumni. Mam jeszcze córkę Martę, która skończyła geografię, ale też pracuje w tej naszej rodzinnej, rzec można, kancelarii. Nasze hasło to: Mała kancelaria do wielkich spraw, bo często staramy się tam walczyć o zasady.
Kancelaria mieści się w stolicy, ale pan mieszka na stałe w niewielkim Sochaczewie i mówi pan w wywiadach, że lubi to miasto.
Bo mam poczucie zakorzenienia w tym środowisku i uważam, że człowiek bez korzeni jest jałowy. Nie mam duszy kosmopolity, nie czuję się obywatelem świata. Przeciwnie, właśnie patriotyzm lokalny, idea małej ojczyzny to są dla mnie wartości, które warto pielęgnować. Tu się urodziłem, chodziłem do jedynki, potem do Chopina, oczywiście była przerwa na studia, ale chciałbym, aby moje centrum życiowe pozostało w Sochaczewie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gratuluję Panu Wojciechowi tytułu Sochaczewianin 2012 Roku. Gratuluję też pozostałym osobom, które zostały nominowane przez społeczność lokalną - czytelników "Ziemi Sochaczewskiej", dostrzegających oraz doceniających rzetelną pracę dla dobra mieszkańców. Lokalna demokracja mająca coraz większy wpływ na nasze codzienne sprawy potrzebuje ludzi sprawnych i zaangażowanych w sprawy Sochaczewa.
Gratuluję Panu Wojciechowi tytułu Sochaczewianin 2012 Roku. Gratuluję też pozostałym osobom, które zostały nominowane przez społeczność lokalną - czytelników "Ziemi Sochaczewskiej", dostrzegających oraz doceniających rzetelną pracę dla dobra mieszkańców. Lokalna demokracja mająca coraz większy wpływ na nasze codzienne sprawy potrzebuje ludzi sprawnych i zaangażowanych w sprawy Sochaczewa.
Szczere gratulacje Panie mecenasie!