Z Adamem Radożyckim, dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego im. F. Chopina oraz gimnazjum powiatowego, o przyczynach jego odejścia ze stanowiska, kondycji i przyszłości szkoły rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska.
Złożył pan rezygnację z zajmowanego stanowiska przed upływem kadencji. Dlaczego?
To był dla mnie bardzo trudny rok. Szkoła przeszła szereg kontroli, od sanepidu poczynając, poprzez kuratorium, na organie prowadzącym kończąc. Czuję się bardzo zmęczony i szczerze mówiąc zniechęcony.
Kto zlecił te kontrole?
Z mojej wiedzy wynika, że kontrola z kuratorium odbyła się na zlecenie organu prowadzącego.
Czyli starostwa?
Tak.
Na ostatniej sesji rady powiatu poinformowano radnych, że kontrola była wynikiem anonimu, jaki wpłynął do starostwa.
Mnie też tak powiedziano. Ale szczerze mówiąc uważam, że od czasu kiedy ludzie posiedli taką umiejętność, piszą różne rzeczy, także anonimy i donosy, ale one najczęściej niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, gdyż piszą je ludzie o niskiej samoocenie, którzy w ten sposób chcą się dowartościować.
A czego dotyczył ten anonim, bo radnym nie przedstawiono jego treści.
Proszę zrozumieć, że nie mogę się odnieść do treści anonimu czy też donosu na forum publicznym. Nie pozwala mi na to poczucie przyzwoitości. Należę do grona nauczycieli, którzy wychowują młodzież wpajając jej podstawowe wartości etyczne, a dla mnie autor donosu, szczególnie, kiedy ma na względzie własne korzyści, a nie dobro szkoły, przekracza wszelkie zasady, co jest moralnie naganne. Wobec tego taka osoba nie jest dla mnie żadnym partnerem w dyskusji, szczególnie na łamach prasy.
To co badała kontrola z kuratorium?
Kontrola dotyczyła nauczania, promowania i klasyfikowania w latach 2009-2013.
A tak po ludzku?
Wszystkie dokumenty były w porządku. Zwrócono jednak uwagę na drobne uchybienia w zapisach dotyczących np. frekwencji. Życzyłbym sobie i innym dyrektorom tylko takich uchybień w nawale pracy.
A jakie zarzuty postawiono panu?
Zarzutów dotyczących bezpośrednio mnie nie było.
Potem była kolejna kontrola, tym razem ze starostwa. Kto pana kontrolował?
Uchwałę o kontroli podjął zarząd powiatu.
Ale mnie chodzi o to, kto personalnie ze starostwa znajdował się w komisji.
Pan dyrektor B. Bęzel, pani J. Kulpa-Szczepaniak i pan P. Gaik.
I co sprawdzali.
Różne rzeczy, np. organizację wycieczek szkolnych, kronikę szkolną, grafik dyżurów, zakres obowiązków wicedyrektorów i czynności dodatkowych nauczycieli, apteczki pierwszej pomocy itp.
A jakieś wnioski pokontrolne?
Zarzucono mi brak widocznych informacji o zakazie palenia papierosów w szkole, co jest nieprawdą. Wskazano na jedno wyjście ewakuacyjne, które nie było otwarte, choć takich wyjść jest osiem. Odniesiono się także do kontroli sanepidu, która wniosła swoje zastrzeżenia, a przecież uchybienia zostały dawno usunięte.
Dopytuję dlatego, że na sesji nie przedstawiono radnym wniosków pokontrolnych. Dyrektor Bęzel powiedział, że zarząd czeka na pana ustosunkowanie się do przedstawionych zarzutów.
Powiem tak. Kontrola organu założycielskiego odbyła się prawie cztery miesiące temu. Protokół pokontrolny otrzymałem 12 czerwca. Swoje wyjaśnienia przekazałem w poniedziałek 17 czerwca rano. A wiec w dniu sesji.
Czy nie ma pan wrażenia, że to co się ostatnio dzieje wokół szkoły, to kara za niesubordynację Rady Pedagogicznej, która odważyła się zabrać głos w ważnych dla placówki sprawach? Czytelnikom przypomnijmy, że chodzi o list otwarty wystosowany w listopadzie przez nauczycieli „Chopina” do Rady Powiatu Sochaczewskiego w sprawie fatalnej sytuacji w szkole i późniejsze publikacje na ten temat.
Takie wrażenie to sprawia. I tak to odbieram ja oraz nauczyciele.
A czy coś się zmieniło w szkole pod względem finansowym?
Niestety nic. Projekt budżetu, który otrzymałem w listopadzie i który przedstawiłem Radzie Pedagogicznej oraz obowiązujący plan finansowy są takie same.
A więc wkrótce zabraknie pieniędzy na przykład na środki utrzymania czystości w szkole.
To są dokuczliwe problemy, ale nie najważniejsze. Dużo bardziej potrzebna jest szkole obiecana nadbudowa i pomoce dydaktyczne.
Przypomnijmy, że na potrzeby szatni szkolnej przeznaczono cztery sale lekcyjne na parterze. Teraz ich brak jest bardzo odczuwalny. Miała go zrekompensować nadbudowa piętra, którą starostwo odłożyło na bliżej nieokreślony termin. Chyba że ostatnio coś się zmieniło?
Nic mi nie wiadomo na ten temat. A warunki lokalowe, mówiąc delikatnie, mamy bardzo skromne. Cała kadra liczyła na to, że rozwiąże je zaniechana rozbudowa szkoły. Biorąc pod uwagę fakt, że w jednym budynku znajdują się dwie szkoły – liceum i gimnazjum, jest nam naprawdę bardzo ciasno. Słyszałem natomiast o planowanej termomodernizacji szkoły, ale nie wiem, kiedy się odbędzie. Przypuszczam, że ocieplenie budynku w obecnym kształcie oznacza zupełne zaniechanie rozbudowy.
Mówiąc o pomocach dydaktycznych, co pan miał na myśli?
Marzył mi się dziennik elektroniczny, który w dzisiejszych czasach nie jest niczym wyjątkowym. To bardzo usprawniłoby pracę nauczycieli, kontakty z rodzicami. Ułatwiłoby także wypisywanie świadectw. Do tego potrzeba około 30 laptopów. Licząc, że za jeden trzeba zapłacić 1,5 tys. zł, nie są to duże pieniądze, ale nam brakuje nawet na wspomniane przez panią środki czystości, więc nie ma co marzyć o laptopach, czy tablicach interaktywnych.
Ja z kolei słyszałam o przestarzałym sprzęcie i systemie operacyjnym w pracowni komputerowej. Uczniowie w domach pracują na dużo nowocześniejszym oprogramowaniu i sprzęcie.
To prawda. My także słyszymy takie uwagi. Pracownie komputerowe były modernizowane ze środków unijnych ponad pięć lat temu. Technologie w tej dziedzinie tak szybko się rozwijają, że nasz sprzęt jest już mocno przestarzały.
Mimo tych wszystkich problemów szkoła i jej uczniowie odnoszą coraz lepsze wyniki.
Jestem z tego bardzo dumny. Egzamin gimnazjalny, którego wyniki właśnie otrzymaliśmy, wypadł lepiej niż w ubiegłym roku. Średnia szkoły wyniosła 83,5 proc. Maturę też uczniowie napisali bardzo dobrze. Jak co roku wszyscy zdali. W corocznym rankingu „Perspektyw” przesunęliśmy się z 350 miejsca w Polsce na 132, a na Mazowszu na 36.
Jednym słowem zostawia pan szkołę w doskonałej kondycji dydaktycznej. Nie szkoda panu?
Szkoda, ale tak jak powiedziałem na początku, to był bardzo trudny rok. Nie chciałbym problemów zawodowych przypłacić zdrowiem. Nie jest tajemnicą, że podczas 4-letniego dyrektorowania w „Chopinie” przeszedłem zawał. Nie chciałbym, aby się powtórzył.
Czyli definitywnie pan odchodzi.
Tak. To jest już sprawa przesądzona. 29 maja złożyłem rezygnację, wiem, że został ogłoszony konkurs na to stanowisko, a 17 lipca poznamy nowego dyrektora, który rozpocznie urzędowanie 1 września.
Czy ktoś ze starostwa rozmawiał z panem. Pytał o powody rezygnacji, zachęcał do pozostania na stanowisku do końca kadencji, czyli jeszcze rok? W końcu nieczęsto zdarza się, że dyrektor odchodzi przed upływem kadencji.
Nie było takiej rozmowy. W krótkim czasie po złożeniu rezygnacji otrzymałem pismo informujące, że starosta ją przyjął.
Słyszy się o różnych kandydatach na pana miejsce spoza szkoły, czy ktoś z grona pedagogicznego „Chopina” stanie do konkursu?
Tego nie wiem, choć byłbym bardzo zadowolony, gdyby tak się stało. Uważam, że najlepsza droga do dyrektorskiego stanowiska prowadzi przez wszystkie szczeble – od nauczyciela, poprzez wicedyrektora do szefa placówki. Ja również taką drogę przeszedłem, poznałem tę szkołę od podszewki, bo spędziłem w niej 20 lat.
Czy zostanie pan w szkole jako nauczyciel?
Przechodzę na emeryturę. Dalszych decyzji nie podjąłem. Muszę uspokoić emocje i nabrać dystansu. Być może w przyszłości, jeśli szkoła będzie odczuwać taką potrzebę. Póki co życzę przyszłemu dyrektorowi dalszego podnoszenia wyników edukacyjnych i rozwiązania problemów lokalowych, których mnie się nie udało rozwiązać z przyczyn ode mnie niezależnych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Powiatowa PO czyści sobie przedpole...Pan przewodniczący PO i pani skarbnik PO pozbywają się dyrektora, który nie chciałby zatrudniać krewnych i znajomych królika. Chciał za to młodzież wychowywać, a nie tylko wyhodować...Tylko patrzeć jak krewni i znajomi królika, któremu grunt zaczyna palić się pod nogami, a sondaże spadać, masowo odkryją w sobie powołanie pedagogiczne...
Powiatowa PO czyści sobie przedpole...Pan przewodniczący PO i pani skarbnik PO pozbywają się dyrektora, który nie chciałby zatrudniać krewnych i znajomych królika. Chciał za to młodzież wychowywać, a nie tylko wyhodować...Tylko patrzeć jak krewni i znajomi królika, któremu grunt zaczyna palić się pod nogami, a sondaże spadać, masowo odkryją w sobie powołanie pedagogiczne...