Reklama

Najbardziej emocjonująca - Marcin Kruczyk opowiada o swej podróży

Tygodnik Echo Powiatu
05/09/2007 13:53

Był w Mongolii, Argentynie, Meksyku, teraz przyszedł czas na Indie i Pakistan. Marcin Kruczyk opowiada nam o podróży pełnej niespodzianek. Tym razem to Karakorum było celem wakacyjnej, 5-tygodniowej wyprawy Marcina i jego kolegów: Wojtka Chaładaja i Jakuba Gałki. Ich zamiarem było zdobycie nie zbadanej jeszcze i nie eksplorowanej do tej pory doliny Satmaro i wejście na dwa nie zdobyte sześciotysięczniki w pakistańskim Karakorum. Jak przyznał Marcin, to najtrudniejsze góry, jakie kiedykolwiek widział w życiu.

- Było naprawdę ciekawie - opowiada Marcin. - Była to zdecydowanie najbardziej emocjonująca wyprawa z dotychczasowych. Ciągle byliśmy w stanie zagrożenia.
Najpierw Marcin pojechał z Kubą do stolicy Indii Delhi, gdzie wykorzystał dzień na wycieczkę do Agry. Tam zobaczył Tadż Mahal i Czerwony Fort - ogromną budowlę z czerwonego piaskowca. Jeszcze tego samego dnia udało im się wyjechać do Amritsaru. Tam spędzili również jeden dzień. Zobaczyli Złotą Świątynię, święte miejsce Sikhów. Następnego dnia przekroczyli granicę pakistańską i udali się do Lahor.
- Islamska Republika Pakistanu to państwo religijne. A my spotkaliśmy tam mniejszość chrześcijańską, której udało się założyć szkołę dla dzieci niepełnosprawnych. To niezwykli i zarazem bardzo mili ludzie. Mają tam trudne życie, gdyż prawo jest oparte głównie na Koranie. Bardzo ciepło nas przyjęli i sporo pomogli - mówi Marcin.
Z Lahor udali się do Islamabadu i tu zaczęły się problemy ze zdrowiem, głównie żołądkowe związane ze zmianą flory bakteryjnej, i jak się okazało, miały one jeszcze potrwać przez najbliższe dwa tygodnie.
Następnego dnia po przyjeździe Marcin i Kuba odebrali z lotniska Wojtka. Okazało się jednak, że bagaż, który leciał z nim - cały sprzęt górski - nie dotarł. W związku z tym spędzili w Islamabadzie pięć dni, czekając na sprzęt. - W tym czasie rozpoczęła się okupacja Czerwonego Meczetu. 500 metrów od nas rozgrywała się regularna wojna - opowiada nam Marcin.
Gdy okazało się, że bagaż jednak nie doleciał, cała trójka zakupiła bilety i pojechała autobusem do Gilgit - bardzo znaną drogą Karakorum Highway - łączącą Pakistan, Kazachstan i Chiny. - Tam, dla odmiany mieliśmy trochę więcej szczęścia. Spotkaliśmy polską wyprawę - Kampire Diore Expedition 2007. Okazało się, że wśród nich mamy znajomych - wspomina Marcin. Otóż jednego z nich spotkał pod Pikiem Lenina w 2005 roku. Uczestnicy tej wyprawy użyczyli naszej trójce trochę sprzętu alpejskiego. - Nie było co prawda sprzętu wspinaczkowego, ale każdy z nas dostał po czekanie i parze raków. Dostaliśmy też linę, śruby lodowe, karabinki. Z tym sprzętem można było próbować wyjść w góry.
Spotkali też drugą wyprawę z Polski. Oni z kolei pomogli naszym załatwić dużo taniej jeepa w góry. - Wiedzieliśmy, że mamy marne szanse, aby z tym sprzętem zdobyć szczyt, bo bez wspinaczki iść w Karakorum jest trudno, ale stwierdziliśmy, że zobaczymy chociaż dolinę. Załatwiliśmy jeepa i chcieliśmy dojechać do miejscowości Bar, by wynająć tragarzy i wyjść w góry, ale lawina błotna zasypała nam drogę i uniemożliwiła dalszą podróż autem. Niestety, dalsza droga odbyła się pieszo.
O tym co jeszcze się wydarzyło podczas podróży - już w następnym numerze „Echa”.

A. Syperek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości