Najstarsza sochaczewska pielgrzymka - do Miedniewic
Po raz pierwszy od 74 lat uczestniczył w niej przedstawiciel władz miasta Sochaczewa
Wakacje, a w szczególności sierpień
to dla wyznawców Kościoła rzymskokatolickiego czas licznych pielgrzymek. Jedna
z takich pielgrzymek, już przynajmniej po raz 203 wyruszyła 1 sierpnia z
Sochaczewa do Miedniewic. W dwudziestokilkukilometrową
drogę w tym roku wyruszyło blisko 200 osób, znacznie więcej niż w ubiegłym
roku. Ogłoszenia zapraszające do udziału w niej można było usłyszeć w
okolicznych kościołach.
Cieszy, że ponad 80% uczestników pielgrzymki to młodzież.
Autor blogu uczestniczy w niej od dzieciństwa, w tym roku był to już przynajmniej 26 raz. I chyba w tym roku – co mnie mimo wszystko zasmuciło – byłem uczestnikiem, który był nieprzerwanie największą ilość razy na tej pielgrzymce. Smuci mnie to, bowiem w tym roku nie było z nami Pana Stanisława, który zmarł przed ubiegłoroczną pielgrzymką. Zawsze niósł chorągiew sochaczewskiej parafii, a był 36 razy na pielgrzymce do Miedniewic. Nie było Pana Zbyszka (26 razy), który jako porządkowy dbał o bezpieczeństwo pielgrzymów, ponoć ma problemy z nogą. Nie było również jednej z najstarszych osób pielgrzymujących (kobieta), której imienia niestety nie pamiętam (20 razy). Ta ostatnia, jak przyznała zaczęła chodzić na pielgrzymki do Miedniewic, od czasu gdy przeszła na emeryturę. Zabrakło w tym roku również wielu innych starszych osób. Pielgrzymom tradycyjnie towarzyszyli księża – od samego początku swojego pobytu w Sochaczewie ks. Andrzej Kita (kapelan Szpitala Powiatowego w Sochaczewie) i ks. Mariusz Makowski z parafii św. Wawrzyńca. W pielgrzymce uczestniczyły również siostry Misjonarki Krwi Chrystusa z Sochaczewa.
TRASA
Lubię tą pielgrzymkę, gdyż mogę się na nią wybrać niemal w ostatniej chwili. Ostateczną decyzję podejmuję zawsze o świcie 1 sierpnia. Na tą pielgrzymkę nie ma bowiem zapisów, nie ma opłat. Chyba, że ktoś chce przekazać bagaż na samochód, to uiszcza opłatę zaprzyjaźnionym od lat kierowcom, którzy towarzyszą pielgrzymce. Ja od lat cały ekwipunek niosę ze sobą (śpiwór, karimatę, płaszcz, plecak, stołek, czasem namiot, żywność, inne mniej lub bardziej potrzebne przedmioty), według zasad greckiego przysłowia – Omnia mea mecum porto, czyli Wszystko co mam niosę ze sobą. Jeszcze mam siłę. Pielgrzymka wyrusza 1 sierpnia po Mszy św. w kościele Matki Bożej Różańcowej w Sochaczewie, podąża przez Boryszew. Tutaj dołączają pielgrzymi z tej parafii. Dalej pielgrzymi podążają przez Rokotów, Kościelną Górę, Kurdwanów.
W tej ostatniej miejscowości tradycyjnie od lat miejscowy proboszcz – w tym roku ks. Jacek Warzecha, z pochodzenia sochaczewianin – wraz z parafianami przygotował królewski poczęstunek. Słodkiego wszelkiego pysznego jadła i napitku było pod dostatkiem. Muszę przyznać, że mnie aż zdziwiło, że w tym naszym bardzo już skomercjalizowanym, konsumpcyjnym, zepsutym moralnie w części, wrogim sobie - gdzie liczą się znajomości, przynależność partyjna, pozycja społeczna -polskim piekiełku są jeszcze tacy ludzie, którzy przygotowują coś dla innych bezinteresownie i są radośni. A poczęstować blisko 200 osób w bardzo małej i nie bogatej wiejskiej miejscowości to nie lada wyczyn. Dziękuję Tobie księże Jacku i Wam wspaniali parafianie z Kurdwanowa. Dziękuję nie tylko za poczęstunek, ale i za bezinteresowną i radosną postawę. Przywracacie mi wiarę w człowieka. Wiarę bardzo potrzebną, kiedy z mediów wszelakich, w tym z internetu wciąż sączy się anonimowo – to znaczy bez wzięcia na siebie odpowiedzialności za wypowiadane słowa – krytyka wszystkiego i wszystkich. Z Kurdwanowa, po godzinnym odpoczynku wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Miedniewic, gdzie dotarliśmy na godz. 15. Tam każdy znalazł sobie lokum na noc, w tzw. krużgankach, w swoich namiotach, czy w kwaterach prywatnych.
PIELGRZYMKA A WŁADZE MIASTA
Sam jestem ciekaw, czy lokalne media o sochaczewskich pielgrzymach podążających do Miedniewic coś napiszą. A mogli by napisać lub powiedzieć choćby to, że po raz pierwszy od ponad 74 lat, w pielgrzymce wziął udział przedstawiciel władz miasta Sochaczewa w osobie Przewodniczącej Rady Miasta Sochaczewa Pani Jolanty Gonty, która często idąc na czele pielgrzymki „dźwigała” flagę Miasta Sochaczewa z jego herbem. Tym samym nawiązała – zapewne nie wiedzą o tym – do przedwojennej tradycji – jak mi mówili przed laty starsi mieszkańcy miasta i uczestnicy pielgrzymki - kiedy to przedstawiciel władz miasta nieraz żegnał sochaczewskich pielgrzymów i po powrocie ich witał. Przedstawiciele władz miejskich przez cały ten okres nie tylko nie brali w niej udziału, ale i przeszkadzali w latach 50-tych XX wieku jak mogli. Funkcjonariusze miejscowej bezpieki lub milicji nomem omen zwanej obywatelską zastraszali mieszkańców miejscowości, przez które przechodzili pielgrzymi. Zabraniali wychodzenia z domów i częstowania czymkolwiek pielgrzymów. W 1960, 1961, 1962, 1963 i 1964 roku miejscowe władze nie wydały zezwolenia na wyruszenie pielgrzymki. W następnych latach jedynie tolerowały jej istnienie, jako „krajoznawczy indywidualny spacer prywatnych osób”. W latach 70 i 80-tych XX-wieku, aż do końca PRL-u pielgrzymce zazwyczaj towarzyszył „cichy opiekun”, który wszystko notował, kto uczestniczy, liczbę pielgrzymów, co mówił ksiądz, treść kazań w Miedniewicach. Dzięki tajnym wówczas sprawozdaniom bezpieki i milicji, lub anonimowym informatorom, można określić liczbę pielgrzymów w poszczególnych latach.
RENESANS SANKTUARIUM
O Sanktuarium Miedniewickim warto jeszcze przy okazji pielgrzymki powiedzieć, że zmienił się tam proboszcz parafii, gwardian franciszkańskiego klasztoru i kustosz sanktuarium w jednej osobie. Został nim człowiek z pomysłami, energiczny, z charyzmą o. Krzysztof Oniszczuk, m.in. były dyrektor „Radia Niepokalanów”. Ma on wizję rozwoju tego kiedyś największego mazowieckiego sanktuarium, obecnie mającego charakter jedynie lokalny, o którym przedwojenny tygodnik „Światowid”, pisał, że na uroczystości odpustowe 2 sierpnia przybywało od 40 do 50 tysięcy osób. Obecnie zaledwie 2 do 3 tysięcy.
W tym roku już widać było liczne zmiany w przebiegu odpustu, m.in. Msza święta o północy z 1 na 2 sierpnia, piknik rodzinny, z możliwością zakupu i skonsumowania pysznych wiejskich ciast, wiejski grill, występy muzyczne, pokazy jazdy konnej szwoleżerów. Można było zakupić liczne pamiątki związane z tym miejscem. Te ostatnie po raz pierwszy pojawiły się w takiej ilości i różnorodności. Miejscowe Siostry Klaryski częstowały kawą, herbatą, smaczną zupą pomidorową i równie pysznym krupnikiem. Niżej podpisany bloger próbował, więc wie co mówi. Na odpust w Miedniewicach tradycyjnie przybyły piesze pielgrzymki z Skierniewic, Sochaczewa, Łowicza, Mszczonowa, Żyrardowa, Błonia, Wiskitek, liczące po sto kilkadziesiąt osób każda. 1 sierpnia centralnym punktem uroczystości była Msza święta o godz. 18.00 odprawiana przez biskupa łowickiego Józefa Zawitkowskiego w intencji poległych powstańców warszawskich. Następnego dnia 2 sierpnia, po sumie odpustowej celebrowanej przez biskupa łowickiego Józefa Zawitkowskiego, pielgrzymi piesi wyruszyli w drogę powrotną. Do centrum Sochaczewa dotarli około godz. 21.
Warto pójść na taką pielgrzymkę, choćby by oderwać się od codziennych trudności, od politycznych i samorządowych sporów, czy licznych utyskiwań internautów, którzy ukrywając się pod maską coraz dziwniejszych pseudonimów krytykują wszystko wokół i wszystkich.
Na zakończenie warto przypomnieć krótko genezę powstania tego miejsca, od XVII wieku szczególnie związanego z ziemią sochaczewską. Na jedną z zbliżających się uroczystości jubileuszowych autor niniejszego blogu przygotowuje blisko 400-stronicową publikację monograficzną poświęconą temu sanktuarium. Stąd też apel do sochaczewskich Czytelników o zdjęcia z tej pielgrzymki lub samych Miedniewic sprzed 1980 roku. Może ktoś z Czytelników takowe posiada, to zapraszam do skontaktowania się z autorem publikacji za pośrednictwem strony www.bkwiatkowski.pl. Zdjęcia takowe byłyby za zgodą autorów umieszczone w książce.
GENEZA SANKTUARIUM
Do Miedniewic warto się wybrać w czasie letnich wędrówek po ziemi sochaczewskiej i jej „kresach”. Sama wieś Miedniewice, której znana przeszłość sięga połowy XIV wieku położona jest niemal pośrodku drogi między Żyrardowem a Sochaczewem. Każdy kto tu dotrze, jest zauroczony ciszą i błogim spokojem. To bardzo piękny kawałek ziemi, jeszcze nie zatruty odpryskami tego, co zbyt często mylnie uważamy za przejawy wspaniałego ducha współczesnej cywilizacji.
Wieś leży niemal na skraju dawnej Puszczy Bolimowskiej. Kiedyś tonęła wśród borów, dzięki czemu jej mieszkańcy zbierali obficie miód z puszczańskich barci. Ponoć właśnie od tego pochodzi jej nazwa. Obecnie jest to po Niepokalanowie najsłynniejsze miejsce pielgrzymkowe w tej części ziemi mazowieckiej. Z większością sanktuariów związane są jakieś legendy lub podania ludowe, które przekazywane z pokolenia na pokolenie, przetrwały do czasów nam współczesnych. Podobnie jest również z obrazem Matki Bożej Miedniewickiej, znajdującym się w tutejszej świątyni. Miejscowa tradycja ludowa podaje, że pierwsza kaplica powstała w miejscu stodoły gospodarza dworskiego Jakuba Trojańczyka. W 1674 roku udał się on na odpust Zesłania Ducha Świętego do Studzianny koło Tomaszowa Mazowieckiego. Tam kupił papierowy drzeworyt przedstawiający małego Jezusa, Najświętszą Marię Pannę i św. Józefa.
Po powrocie ze Studzianny gospodarz umieścił drzeworyt na dębowym słupie wspierającym dach stodoły i często podczas pracy modlił się przed nim. Rychło zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. Pewnego dnia wieśniak zauważył na umiecionym klepisku ślady stóp dziecka i dwojga dorosłych ludzi. Z kolei sąsiedzi dostrzegli bijące nad stodołą Trojańczyka dziwne światło, pojawiające się rano i wieczorem. Niektórym się zdawało, że to pożar i śpieszyli udzielić pomocy. Z dnia na dzień coraz więcej ludzi przybywało, aby podziwiać to niecodzienne zjawisko. Wieść bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Odtąd obraz doznawał coraz większej czci, a ludzie chętnie gromadzili się w stodole na modlitwie, polecając się opiece Świętej Rodziny. Codziennie grupa była coraz większa, gdyż dołączali mieszkańcy okolicznych wsi. Tyle na ten temat mówi nam miejscowa tradycja, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Więcej informacji w przygotowywanej publikacji autora o Sanktuarium.
PODZIEMIA
Z ciekawostek warto dodać, że pod powierzchnią świątyni znajdują się sklepione kolebkowo i wsparte na ceglanych filarach krypty - w połowie lat 90-tych XX wieku odnowione. W ostatnich latach zamknięte dla zwiedzających. Krypty te kryją wiele tajemnic i nie wszystkie udało się dotąd odsłonić. Panuje tu specyficzny klimat, który powoduje, że zwłoki są częściowo zmumifikowane. W starych, otwartych trumnach, bez górnych wiek, przykrytych jedynie szkłem, leżą szczątki zakonników i miejscowych ziemian. W niektórych trumnach zachowały się resztki strojów, ozdób i religijnych akcesoriów. Pewne młode małżeństwo, za życia połączone małżeńskim węzłem miłości, po tragicznej śmierci, zostało razem pochowane w dużej szerokiej trumnie. Oboje byli prawdopodobnie ofiarami epidemii, panującej w tych okolicach w 1678 roku. Skóra z ciał dawno już znikła. Niejedna szczęka leży wyzywająco, ukazując zdekompletowane zęby. Niektóre szkielety są przeżarte przez pleśń szkaradną, co jeszcze bardziej deformuje żuchwy i kości, inne zachowały włosy. Miejsce to nastraja do refleksji o kruchości ludzkiej egzystencji i zmienności losu.
Został tutaj 24 października 1787 roku pochowany także (zm. 12 października 1787) książę Andrzej Ogiński, wojewoda trocki i starosta guzowski. Niegdyś w miedniewickich podziemiach było wiele trumien, lecz większość z nich została zniszczona podczas I wojny światowej przez grasujących w kryptach żołnierzy niemieckich i rosyjskich. Do dziś ocalało jedynie piętnaście z nich. Tożsamość pochowanych tu zmarłych okryta jest tajemnicą; jedyną wskazówką dotyczącą ich pochodzenia mogą być zapisy w kościelnych księgach zmarłych, jednakże nie jesteśmy w stanie, w oparciu o nie ustalić tożsamości tych piętnastu zmarłych.
W innej części krypt znajduje się urna z kośćmi żołnierzy niemieckich, którzy zginęli od gazu w 1915 roku, w czasie działań I wojny światowej. W jednej z trumien, przykrytej taflą szkła, spoczywa wraz ze swoją trzecią żoną, Lukrecją Katarzyną, fundator klasztoru Mikołaj Wiktoryn Grudziński. Pochowano go po szlachecku w kontuszu; niestety ktoś zabrał mu karabelę. Prawdopodobnie wśród ciał spoczywających w kryptach znajduje się Jakub Trojańczyk. Być może jego ciało spoczywa razem z fundatorem klasztoru w tzw. krypcie fundatorów w przykrytej taflą szkła trumnie. Tego z całą pewnością nie wiemy.
Bogusław Kwiatkowski
P.S. Fotoreportaż z miedniewickich podziemi Czytelnik będzie mógł zobaczyć na stronie historycznej autora: www.bkwiatkowski.pl Ścieżka dostępu: Ślady Sochaczewa/Atrakcje turystyczne/Miedniewickie podziemia w obiektywie Bogusława Kwiatkowskiego
Dla miedniewickich pielgrzymów zamieszczam do ściągnięcia do celów prywatnych (nie do publikacji) wykonane przezemnie zdjęcia z tegorocznej pielgrzymki. Z ponad 100 zdjęć na stronie umieściłem kilka, pozostałe po wakacjach na stronie www.bkwiatkowski.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze