Reklama

Śladami sochaczewskiej sety i galarety

Był czas, gdy Sochaczew mógł się poszczycić kilkunastoma lokalami gastronomicznymi. Większość z nich to były mordownie, czyli najtańsze knajpy, z najgorszym jedzeniem, najgorszą wódką i najgorsza obsługa. Wszystko po to aby, można było się tanio sponiewierać i wydać jak najwięcej ciężko zarobionych pieniędzy.

Według „Księgi Adresowej Polski (wraz z w. m. Gdańskiem) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa” w 1929 r. na terenie Sochaczewa istniało 6 restauracji, 6 herbaciarni oraz jeden hotel. Natomiast w Chodakowie, który był wówczas odrębną jednostką administracyjną, były dwie restauracje. Z kolei „Rocznik Statystyczny Powiatu Sochaczewskiego - 1971” informuje, że na terenie naszego powiatu w 1970 roku funkcjonowało 19 zakładów gastronomicznych, w tym 10 restauracji, 1 jadłodajnia, 4 bary oraz cztery bufety, w których sprzedawano alkohol, a dokładnie wódkę.


Z tej świetności sochaczewskiej gastronomii niewiele pozostało. Część budynków, w których mieściły się sochaczewskie restauracje, uległa zniszczeniu podczas II wojny światowej, jak choćby Dom Ludowy na Placu Kościuszki. Inne - jak hotel na skrzyżowaniu ulicy 1 Maja (do wojny ulica Piłsudskiego) i Warszawskiej zostały zburzone w okresie międzywojennym, ustępując miejsca nowej zabudowie. W tym przypadku chodzi o dom Kobka.
Z krajobrazu miasta zniknął również budynek najstarszej sochaczewskiej restauracji, czyli zajazdu z 1833 roku przy ulicy Warszawskiej 31. Został on zburzony na początku lat 90 ubiegłego wieku.

Reklama

Arystokracja gastronomii

Ze starych lokali ostała się jedynie restauracja „Pod Wierzbami” w Żelazowej Woli, która mimo starań nowych właścicieli nie odzyskała swoje dawnej świetność i dobre czasy ma już za sobą. Choć mogłoby się wydawać, że ze względu na lokalizację kryzys nie powinien tu dotrzeć. Lokal miał szczęście do wielu słynnych osób, które przy okazji odwiedzania miejsca urodzenia Fryderyka Chopina spożywały tu posiłek. Restauracja zawsze dbała o dobrą markę, miała w swoim dorobku nagrody w konkursach o „Złotą Patelnię”.

Jednak najbardziej legendarnym lokalem w Sochaczewie był niewątpliwie „Wicek”, który swój najlepszy okres miał w latach 60 - 70 ubiegłego wieku. Wówczas zaglądał tu premier Józef Cyrankiewicz i inni komunistyczni dygnitarze. Nic w tym dziwnego. Restauracja słynęła z doskonałego menu, które polecały nawet francuskie przewodniki kulinarne po Europie. „Wicek” do końca, dzięki siermiężnemu wystrojowi wnętrz, zachował klimat lat PRL. W latach 90. właściciele „Wicka” usiłowali otworzyć jego filię przy ulicy Staszica. Jednak ten lokal, o niemal szpitalnym wnętrzu, nie przyjął się, nie miał klimatu.
Dodajmy, że „Wicek” oraz „Pod Wierzbami” w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, to był arystokracja sochaczewskiej gastronomii.

Western w środku miasta

Na przeciwległym biegunie w hierarchii sochaczewskich lokali znajdowały się „Dzwonki”, była to nieformalna nazwa baru „Sam” znajdującego się przy ulicy Piastowskiej w sąsiedztwie straży pożarnej. Restauracja mieściła się w tzw. domu Śliwy – Jana Śliwy, przedwojennego sochaczewskiego aptekarza. I nic nie wskazywało, że mieszcząca się tam przed wojną restauracja „U rezerwistów” - którą w 1932 roku „Informacyjno - turystyczny przewodnik po województwie warszawskim” zachwalał jako godną odwiedzenia ze względu na serwowane w niej posiłki - wraz z przejęciem władzy przez komunistów przeistoczy się w najsłynniejszą sochaczewską mordownię.

A tak właśnie się stało. Tanie wino sprzedawano na szklanki, a piwo z beczki było mocno chrzczone wodą. W powietrzu unosił się ciężki zapach siarkowanych win i najtańszych papierosów. To miejsce miało swój klimat i swoją specyficzną klientelę. Ale pewnie nie ma sochaczewianina w wieku 50 lat i więcej, który choćby raz nie był w tym przybytku. W dzień było tam w miarę spokojnie i można było zjeść tanie obiady.
Popołudniami zaczynał się prawdziwy western. Zdarzały się pojedynki i walki wszystkich ze wszystkimi.
Pewnego dnia, w dobie rozwoju wolnego rynku „Dzwonki” zniknęły, choć pewnie istniała „społeczna” potrzeba takiego przybytku. Do dziś nie znalazł się godny następca tej spelunki, chociaż kilka miejsc o ten tytuł  rywalizowało.

Reklama

Bar numer 1

Restauracją na nieco wyższym niż „Dzwonki” poziomie była „Mazowiecka” przy ulicy Staszica, stylizowana - wyposażeniem wnętrza a’la Cepelia - na lokal regionalny, jednak nie przekładało się to na menu. Królowały dania obecne pod każdą polską szerokością geograficzno-gastronomiczną, czyli śledziki, flaki, bigos. Lokal upadł, a w jego miejsce pojawił się na kilka lat pub „President”.

Do historii sochaczewskiej gastronomii wpisała się na pewno restauracja „Malinka”, mieszcząca się na ulicy Wąskiej 15. Jej protoplastą był lokal o tajemniczej nazwie „Bar nr 1”. W drugiej połowie lat 50. ubiegłego wieku bar został znacjonalizowany, a w jego miejsce, po przebudowie parteru budynku, otworzono restaurację „Malinka". Okres jej świetności przypadł na lata 60-70. Wówczas odbywały się tu dancingi, można było nie tylko dobrze zjeść, ale i pobawić się. Potem lokal tracił systematycznie prestiż, przeistaczając w typową mordownię, gdzie podobnie jak w innych tego typu sochaczewskich lokalach „głównym” daniem była „seta i galareta”, czyli setka wódki z galaretką z nóżek wieprzowych. Picie wódki w takim towarzystwie miało swoje źródło w ówczesnym prawie. W czasach PRL nie można było podawać wódki bez zakąski. Wynikało to z przekonania komunistów, że picie alkoholu na pusty żołądek prowadzi do szybkiego upojenia.  
Z krajobrazu miasta zniknął również budynek najstarszej sochaczewskiej restauracji, czyli zajazdu z 1833 roku przy ulicy Warszawskiej 31. Został on zburzony na początku lat 90 ubiegłego wieku.

Żałosny koniec


O ile „Wicek” i „Pod wierzbami” to była arystokracja sochaczewskiej gastronomii, a „Dzwonki”, „Mazowiecką” czy „Malinkę” można nazwać mordowniami, to inaczej sytuacja miała się z dwoma pozostałymi restauracjami. Choć ich koniec także był żałosny.

Pierwsza z nich to „Stylowa”, mieszcząca się naprzeciw stadionu „Orkana”. W założeniu „Stylowa” miała być miejscem „kulturalnych” spotkań, gdzie można było dobrze zjeść i pobawić się na dancingach. Ale obraz „kultury” nie trwał długo, restauracja podzieliła los innych sochaczewskich lokali gastronomicznych i została zamknięta.
Podobnie było z innym sochaczewskim przybytkiem, który miał spełniać tą samą funkcję co „Stylowa” – czyli „kulturalna” konsumpcja przy tańcu i muzyce. Chodzi o chodakowski „Relax”, który też stoczył się do poziomu mordowni, a następnie został zamknięty.

Reklama

Rock Pod Tupkiem

Mówiąc o sochaczewskich lokalach gastronomicznych nie możemy pominąć i kawiarni. Jak już wspomnieliśmy, w okresie przedwojennym było ich kilka, a najsławniejsza z nich była kawiarnia, czy raczej cukiernia, Józefa Trawińskiego. Początkowo mieściła się w budynku mleczarni przy ulicy Traugutta, a następnie została przeniesiona do budynku kramnic. Kawiarnia przetrwała wojnę i funkcjonowała, już w formie upaństwowionej, do połowy lat 60. XX wieku. To w tej kawiarni pojawił się jeden z pierwszych telewizorów w Sochaczewie, co miało niemały wpływ na frekwencję.

Do połowy lat 60. istniały dwie kawiarnie przy ulicy Traugutta. Pierwsza z nich, „Danusia”, mieściła się w budynku stojącym przy skrzyżowaniu Traugutta z ulicą Sierpniową. Druga natomiast, o dość kontrowersyjnej nazwie „Pod trupkiem”, funkcjonowała na piętrze pawilonu Społem (budynek obok hotelu Chopin). Sochaczewska młodzież chodziła tam posłuchać miejscowych zespołów muzycznych.  

Mówiąc o kawiarniach funkcjonujących w Sochaczewie nie można zapomnieć o „Rycerskiej” - mieszczącej się w budynku piekarni państwa Gzik, o „Piekiełku” czy „Stokrotce” na rogu ulic Warszawskiej i Poprzecznej. Ta ostatnia nie funkcjonowała jednak długo - została zniszczona w wyniku pożaru.

Zdjęcia zamieszczone w artykule pochodzą z:
Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą.
Archiwum Ziemi Sochaczewskiej, autor Tomasz Ertman.
Delegatura SOZ Płock „Studium historyczno-urbanistyczne tom 204”.
Z archiwum rodzinnego Wandy Derdy.
Ze zbiorów rodzinnych Hanny Kobylińskiej.
Ze zbiorów rodzinnych państwa Gzików.
Z archiwum Jerzego Szostaka.  

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2026 15:03
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    niestąd - niezalogowany 2026-05-26 21:55:11

    Kawiarnia zwana "Pod trupkiem" oficjalnie miała nazwę kwiatową - "Szarotka". A budynek, w którym się mieściła był handlowo (parter) - usługowo (część piętra) - biurowym budynkiem MHD (Miejski Handel Detaliczny).

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pislandczyk - niezalogowany 2026-05-27 07:47:14

    w Chodakowie była jeszcze knajpa u Sofulaka, była także kawiarnia, prowadzona prze Państwa Motylińskich w której obywały się wieczorki taneczne a grały Demony - w Relaksie na początku było kulturalne i miło- ale pozostały wspomnienia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jurekszostak 2026-05-27 08:26:03

    Dziękuję za informację. Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości