Dla wielu młyn jest jedynie budynkiem wypełnionym maszynami służącymi do mielenia zboża. W rzeczywistości dawne młyny były czymś znacznie więcej niż zwykłymi zakładami przemysłowymi. Dla rodziny Repszów oraz młynarzy pracujących w tym miejscu młyn był żywym organizmem – mającym własny rytm, charakter i historię. W jego stalowym sercu, ukrytym wśród trybów, walców i przekładni, zapisana została historia całej okolicy.
Historia chodakowskiego młyna sięga bardzo odległych czasów. Najstarsze znane zapisy świadczące o jego istnieniu pochodzą z XVI wieku. Już wtedy nad Utratą funkcjonował młyn wodny.
Z kolei w „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” z 1880 roku wspomina się o chodakowskim młynie wodnym działającym w systemie amerykańskim. Była to nowoczesna jak na owe czasy technologia, która pozwalała zautomatyzować wiele etapów produkcji. Młyn taki wykorzystywał zazwyczaj duże koło nasiębierne, na które woda spływała od góry, zwiększając wydajność urządzenia. System umożliwiał automatyczne transportowanie ziarna, jego czyszczenie oraz mielenie na mąkę i kaszę.
Mechanizmy tego typu stanowiły prawdziwy przełom technologiczny XIX wieku. Dzięki systemowi przekładni, wałów i kół zębatych energia z koła wodnego mogła być rozprowadzana po całym budynku i napędzać wiele urządzeń jednocześnie. Produkowano w ten sposób zarówno mąkę pszenną, jak i kaszę mannę czy śrutę.
Na początku XX wieku obiekt trafił w ręce rodziny Repszów. W 1906 roku zakupił go Karol Repsz. Rodzina szybko związała się z Chodakowem i odegrała bardzo ważną rolę w życiu lokalnej społeczności.
Młyn był systematycznie modernizowany i rozwijany. Repszowie nie ograniczali się jednak wyłącznie do prowadzenia przedsiębiorstwa. Angażowali się również w rozwój miasta i działalność społeczną.
W 1926 roku w Sochaczewie powstała pierwsza szkoła średnia na terenie ówczesnego powiatu. Pomysł jej utworzenia narodził się dwa lata wcześniej z inicjatywy lokalnych działaczy społecznych i przedstawicieli inteligencji. Wśród współzałożycieli znalazł się Zygmunt Repsz – właściciel chodakowskiego młyna.
Rodzina Repszów uczestniczyła również w wielu innych przedsięwzięciach. Zygmunt Repsz był inżynierem mostu w Wyszogrodzie oraz mostu na Utracie, znajdującego się tuż obok młyna. Alfred Repsz aktywnie wspierał budowę szkoły podstawowej w Chodakowie. Repszowie angażowali się także w działalność dobroczynną oraz tworzenie struktur pomocy społecznej zarówno w Sochaczewie, jak i w Warszawie.
Chodakowski młyn zawsze miał szczęście do młynarzy. Według miejscowej legendy, to chodakowski młyn szuka młynarza, a nie młynarz młyna. I to on wybrał Repszów i oddał się im we władanie, każdym kamieniem, każdą cegłą.
Młyn może, być nie wiem jak nowoczesny, ale do tego, aby powstała w nim dobra mąka, potrzebny jest człowiek. Jeżeli poczuje on dusze młyna, ten mu się odwdzięczy najlepszą mąką, jaką tylko sobie można wyobrazić. I tak jest w przypadku młyna Repszów, który zawsze miał szczęście do dobrych młynarzy. - Ten młyn ma duszę. Żyje nie tylko wtedy, gdy mieli zboże, ale nawet wtedy, gdy odpoczywa. Wtedy można odnieść wrażenie, że mówi każdą swoją cząstką, w której zawarta jest nie tylko historia samego młyna, ale i wszystkich młynarzy, którzy tu pracowali - powiedział nam kilka lat temu Kazimierz Maślanka, ostatni młynarz chodakowskiego młyna.
A ta historia zapisana w jego sercu. Jest im mlewnik, to od niego zależy jakości wytwarzanych produktów. A mlewnik – to maszyna do rozdrabniania ziarna na mąkę, kaszę, śrutę. Jego sercem są walce. Można powiedzieć, że to właśnie one są sercem młyna.
A młyn Repsza ma dobre, stare serce - pamiętające jeszcze carską Rosję. Mlewnik, na którym produkowana była mąka, tak zachwalana przez mieszkańców Chodakowa i piekarzy, pochodzi sprzed I Wojny Światowej.
Walce, czyli żarna, można ustawiać w kilku pozycjach, co pozwala uzyskać różne produkty. Mimo że mają ponad sto lat są dużo lepsze niż te produkowane obecnie. Po prostu są z bardzo dobrej stali. W dodatku ich środek wypełniony jest kamieniem, który odbiera ciepło. Jest to bardzo ważne, ponieważ podczas mielenia walce rozgrzewają się do bardzo wysokiej temperatury. Niektóre współczesne żarna mogą się rozgrzać do czerwoności, co z kolei grozi pożarem. W takim młynie jak ten, gdzie podczas mielenia wydobywają się kłęby pyłu, w razie pożaru budynek wyleciałby w kilka sekund w powietrze. Ale ponieważ ma dobre serce nic takiego do tej pory się nie stało.
Być może to dobre serce pomogło przetrwać młynowi wszystkie zawieruchy jakie nawiedziły Chodaków.
I Wojna Światowa przyniosła ogromne zniszczenia. Młyn oraz sąsiadujące zabudowania zostały poważnie uszkodzone. Zniszczony został dach, a dwie kondygnacje wymagały gruntownej odbudowy. Na szczęście parter oraz podpiwniczenie przetrwały niemal bez zmian. Ich układ architektoniczny zachował charakter dawnych czasów i do dziś można w nich odnaleźć elementy liczące kilkaset lat.
Po zakończeniu wojny rodzina Repszów przystąpiła do odbudowy obiektu. Młyn odzyskał dawną sprawność.
Potem przyszła II Wojna Światowa i budynek był pierwszym w regionie punktem kontaktowym żołnierzy Armii Krajowej i miejscem odpraw dowództwa. W części mieszkalnej schronienie otrzymywali goście i osoby ukrywające się. W latach 1942-44 mieszkał tu wybitny pisarz okresu międzywojennego Juliusz Kaden-Bandrowski. Wielokrotnie przebywał też aktor Aleksander Zelwerowicz, który po Powstaniu Warszawskim, dzięki pomocy Repszów, opiekował się uchodźcami z Warszawy w pobliskim Mokasie.
Na zapleczu młyna znajdowały się zamaskowane pomieszczenia, w których chronili się Żydzi, później partyzanci i ranni żołnierze. Tu także produkowano amunicję dla partyzantów z Puszczy Kampinoskiej.
Po zakończeniu wojny młyn – podobnie jak wiele prywatnych przedsiębiorstw – został skonfiskowały przez komunistyczne władze i przeszedł na własność Skarbu Państwa. Najpierw użytkował go Zarząd Młynów, później Gminna Spółdzielnia. Dopiero w 1980 roku rodzinie Repszów udało się odkupić budynek i odzyskać go po latach państwowego zarządzania. Komuniści zabrali jednak większość maszyn i Repszowie, aby uruchomić młyn musieli szukać urządzeń po całej Polsce.
A potem je ze sobą zestroić, aby stały się jednym organizmem. A do tego potrzebne są nie tylko umiejętności technicznych.
W starym młynie trzeba słuchać maszyn, rozpoznawać ich rytm i reagować na każdy niepokojący dźwięk. Musisz wsłuchiwać się w pracę urządzeń. Po ich odgłosach wiesz, czy wszystko działa prawidłowo. Musisz wsłuchiwać się jak pracują poszczególne maszyny. Po dźwiękach, jakie wydają młynarz wie czy jest dobrze, czy też za chwilę nastąpi awaria.
W chodakowskim młynie rzadko dochodziło do awarii. Często jednak przerywał pracę. Działo się tak, gdy mieszkańcy Chodakowa wyruszali w ostatnią drogą.
W tamtych czasach, za nieboszczki komuny, były przydziały prądu i nie dla wszystkich go starczało. A ponieważ młyn miał swój transformator pani Irena Repsz, mama obecnej właścicielki, zgodziła się na podłączenie do niego chodakowskiego kościoła, aby ten miał dostateczną ilość prądu. Jednak kiedy młyn pracował to prądu nie starczało już dla kościoła. Dlatego pani Irena zdecydowała, że gdy będą odbywały się pogrzeby, to młyn przestanie pracować, aby podczas mszy mogły grać ograny. Młyn był też z tego zadowolony, bo i on mógł w ciszy pożegnać ludzi, którym przez całe życie dostarczał mąkę.
Obecna właścicielka, pani Urszula Repsz marzy o utworzeniu w młynie muzeum, aby go uratować. A budynek młyna wymaga ratunku. Wszystko przez błąd popełniony podczas budowy nowego mostu na Utracie. Powstał on w miejsce tego, który został wybudowany przez Zygmunta Repsza.
Na czym polega błąd, który może doprowadzić do zniszczenia zabytkowego obiektu? Otóż są nim betonowe murki wybudowane nad przepustami od strony młyna oraz od strony pętli autobusowej. Dodajmy, że do czasu budowy nowego mostu ich nie było. To pozwalało wodzie spływającej podczas ulew ulicą Podgórną i Młynarską swobodnie wpadać do Utraty. Teraz jest to niemożliwe i wody opadowe nie mając ujścia wsiąkają w grunt pomiędzy murem oporowym przepustu a fundamentami młyna. Efekt? - poszczególne budynki młyna zaczynają się od siebie odklejać.
Co prawda podczas budowy nowego mostu od strony młyna wykonano tak zwaną studnię chłonną. Nie ma ona jednak odprowadzenia do rzeki i tym samym nie spełnia swojej roli.
Bez rozwiązanie tych dwóch problemów, czyli likwidacji murków i bez wykonaniu połączenia studni z rzeką dalszy los jednego z najstarszych młynów na Mazowszu może być wkrótce przesądzony. A prace te powinien wykonać właściciel mostu, czyli Starostwo Powiatowe w Sochaczewie.
Mamy nadzieję, że tak się stanie. A odwiedzający młyn będą mogli usłyszeć, że były takie noce, kiedy na górze, obok filtrów pojawia się duch pana Alfreda, który sprawdzał, czy stalowe serce młyna nadal się obraca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No p. Jerzy, tym razem bardzo dobry artykuł, który z chęcią się czyta, ucząc się czegoś np. historii lokalnej.
A czy ci Repsze mieli tylko ten młyn ? Koło Wiskitek czasem też nie mieli młyna?
,,W Relaksie wódka jest U Repsza piwo jest Gdy chcesz nawalić się To idziesz tam Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/nemesis/chodakow''
No p. Jerzy, tym razem bardzo dobry artykuł, który z chęcią się czyta, ucząc się czegoś np. historii lokalnej.
A czy ci Repsze mieli tylko ten młyn ? Koło Wiskitek czasem też nie mieli młyna?
,,W Relaksie wódka jest U Repsza piwo jest Gdy chcesz nawalić się To idziesz tam Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/nemesis/chodakow''