Nie jest wschodzącą gwiazdą, nie jest też zwykłą sportsmenką, dla której liczy się wyłącznie sukces i kolejne zdobyte medale. Natalia Partyka, bo o niej mowa, mimo swoich zaledwie 19 lat, już na dobre wpisała się w karty światowego sportu, zachwycając nie tylko mistrzowską grą, ale również niezwykłą dojrzałością i skromnością. Jaka na co dzień jest mistrzyni tenisa stołowego? - opowiada Natalia w specjalnym wywiadzie dla e Sochaczew.pl.
- Kiedy zaczęłaś przygodę z tenisem stołowym?
- To rodzinna pasja, jako mała dziewczynka podpatrywałam grę mojej starszej siostry. Codziennie przychodziłam razem z rodzicami do hali przyglądać się jej treningom. Gdy trochę podrosłam, trener siostry zaproponował mi, abym i ja spróbowała swoich sił, miałam wtedy 7 lat, więc dopiero zaczynałam naukę w szkole. Początkowo nie traktowałam jednak tego w kategoriach rywalizacji, raczej jako czystą zabawę. Z czasem spodobało mi się to jeszcze bardziej, okazało się też, że radzę sobie coraz lepiej. Po pewnym czasie już wiedziałam, że chcę grać.
- A kiedy nastąpił przełom, jak to się stało, że zaczęłaś profesjonalną grę?
- Mój pierwszy trener był zaprzyjaźniony z klubem dla osób niepełnosprawnych. Gdy tylko pojawiłam się na treningach zadzwonił do nich i powiedział, żeby przyjechali, ponieważ chce im przedstawić przyszłą mistrzynię Polski. Wtedy wszyscy potraktowali to jako żart. Jak się okazało, to były prorocze słowa.
- A jak zaczęła się Twoja kariera?
- Zaczęłam trenować w klubie w Gdańsku, gdzie mieszkam i grałam przez 8 lat. Potem na 2 lata przeniosłam się do klubu na Warmii i Mazurach, teraz od 2 lat gram w SKTS Sochaczew. Musiałam zmienić klub, ponieważ w Gdańsku niestety wypadłyśmy z ekstraklasy, a chciałam się rozwijać.
- Twój pierwszy, większy sukces?
- Nie pamiętam ich za bardzo, ponieważ trochę już tego jest (śmiech), ale jeśli miałabym wybierać, to za najważniejszy uznaję Mistrzostwo Europy Kadetek, które zdobyłam mając 15 lat. To był turniej, który był dla mnie swego rodzaju przełomem, bo pokazał mi, że naprawdę potrafię grać i mogę rywalizować z zawodniczkami z Europy. Ten sukces nauczył mnie też pewności siebie. Od tego momentu moja kariera nabrała większego rozmachu.
- Mieszkasz w Gdańsku, a grasz w sochaczewskiej drużynie. Jak to godzisz?
- To nic trudnego, robi tak wielu zawodników. Trenuję na co dzień w Gdańsku, na mecze do Sochaczewa przyjeżdżam w piątek, wracam do domu w niedzielę i tak na okrągło, ale wbrew pozorom nie zabiera to aż tak dużo czasu, można się przyzwyczaić.
- Jak zatem wygląda Twój zwykły dzień?
- Wstaję o godzinie 7.00 rano, jeśli nie idę na uczelnię, mam trening od godz. 8.00 do 11.00-12.00. Potem idę na wykłady, o 16.00 zaczynam kolejny trening, który trwa do przeważnie 18.30. W domu jestem po 19.00.
- Skąd bierzesz tyle siły?
- Kwestia przyzwyczajenia.
- A nie wpadasz w rutynę, nie zdarzają Ci się takie dni, że masz wszystkiego dość?
- Owszem, pojawia się zmęczenie psychiczne jeśli mam w grafiku dużo ważnych wyjazdów, turniejów. Przy zmęczeniu fizycznym wystarczy jeden dzień odpoczynku, przy psychicznym potrzebna jest już dłuższa przerwa.
- Jak więc odpoczywasz?
- Mam to szczęście, że mieszkam nad morzem, często można mnie spotkać podczas spacerów na plaży w Gdańsku. Czasami po prostu sposobem jest dla mnie nicnierobienie, zwyczajne siedzenie w domu.
- Urzekasz swoją dojrzałością psychiczną, konsekwencją, uporem w dążeniu do celu…
- Zawsze ciężko mi ustosunkować się do takich wypowiedzi. Mam 19 lat, zaczęłam studia, więc teoretycznie moje życie towarzyskie powinno kwitnąć. Ale od początku miałam świadomość czego się wyrzekam. To był mój świadomy wybór, chciałam grać, wiedziałam, ile poświęcenia będzie mnie to kosztować. Podczas zawodów przeżyłam wiele pięknych chwil, które też wiele mnie nauczyły. Od każdej napotkanej osoby staram się uczyć jak najwięcej. Oni kształtują mnie nie tylko jako zawodnika, ale również jako człowieka.
- A nie myślisz o tym, co będzie za kilka lat, czy będziesz chciała zmienić coś w swoim życiu, ustatkować się, założyć rodzinę, zrezygnować z kariery?
- Na razie o tym nie myślę, najważniejszy jest dla mnie sport, jemu się teraz w pełni poświęcam. To moje największe wyzwanie.
- Nawiązując do wyzwań. Po sukcesie podczas olimpiady jaki cel obrałaś sobie teraz, co dalej?
- Nie ukrywam, że ten rok dla mnie był bardzo udany. Zawsze marzyłam o medalu olimpijskim, po części to się udało, ponieważ zdobyłam medal w turnieju drużynowym, ale bardzo chciałabym zdobyć jeszcze medal indywidualnie. Teraz największym celem jest więc dla mnie zagranie w turnieju indywidualnym na igrzyskach w Londynie w 2012 roku. Przede mną jednak 4 lata ciężkiej pracy.
- Kto jest Twoim idolem, wzorem?
- Nie mam takiego wyimaginowanego idola, o którym się często mówi. Myślę, że miałam do tej pory naprawdę dużo szczęścia, ponieważ przez te 12 lat mojej kariery spotkałam wielu serdecznych ludzi, którzy mi dobrze życzyli, chcieli pomóc i od których wiele się nauczyłam. Od samego początku. Jako 7-letnia dziewczynka trenowałam z niepełnosprawnymi, oni mnie nauczyli, że mimo tego, że jestem niepełnosprawna mogę robić wszystko i robić coś dobrze, mogę spełniać marzenia. Jestem przekonana, że ideały są wśród nas, bo od każdej osoby można się czegoś nauczyć.
- Czego Ci życzyć?
- Chyba szczęścia, w końcu w sporcie, jak w życiu – nie wystarczą umiejętności. Szczęście jest potrzebne.
rozmawiała Martyna Mikulska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Naprawdę wielki szacunek, aż miło się czyta o sukcesach sportsmenki. Życzę powodzenia :-)
talent skromność, zdolności, umiejętności - Natalia Partyka. Sportsmence życzę wszystkiego dobrego!