Przetwórcy płaczą, że sadownicy „niszczą cudzy biznes i własność”. A kto niszczy biznes i własność sadowników? Czy przypadkiem właśnie nie przetwórcy, którzy stosują terror cenowy? W czwartkowym wydaniu Gazety Wyborczej (28. sierpnia 2008 roku) ukazało się Wezwanie – List otwarty do Mirosława Maliszewskiego Prezesa Zarządu Związku Sadowników RP, podpisane przez Prezesów Zarządów Polskiego Ogrodu Sp. z o. o. oraz Hortex Holdingu S.A. Sadownicy wzywani są w nim do zaniechania blokad i pikiet ZPOW w Skierniewicach. Powoduje to bowiem „wielomilionowe straty w mieniu prywatnym naszym oraz rolników i innych kontrahentów z nami współpracujących”. To czysta demagogia, bowiem straty w mieniu prywatnym wywoływane są właśnie w wyniku spiskowych działań przetwórców. Dużych, liczących się zakładów jest w Polsce raptem kilka. Niestety, ktoś kiedyś dopuścił do tego, że stricte polskie przetwórstwo zamieniło się w spółki zdominowane przez kapitał zagraniczny. Ich spiskowe działania polegają na ustalaniu między sobą (w mocno kameralnym środowisku) cen, jakie łaskawie postanowią podyktować dostawcom płodów rolnych. Przetwórcy płaczą, że mają jakieś straszne zapasy koncentratu soku jabłkowego, że muszą odrobić straty z ubiegłego roku. Ciekawe skąd go wzięli, skoro były tak niskie plony owoców. I kto kazał im płacić w 2007 roku 80-90 groszy za kg jabłek przemysłowych? Krajowa Unia Producentów Soku czy Polski Ogród Sp. z o. o. Nazwy mówią w zasadzie za siebie – krajowa, polski. Tylko co z tego, jeśli nie dba się o polskiego rolnika i polskie, zdrowsze niż inne owoce. Argumentacja, że jest klęska urodzaju, to bzdura. W Polsce zbiory jabłek szacowane są w tym roku na poziomie około 2 mln ton, co stanowi raptem dwa razy tyle, ile zebrano w ubiegłym, katastrofalnym roku. Przewiduje się również, że w całej Europie zbiory jabłek będą niższe w sumie o około 10 procent niż rok temu. Ale w tym względzie przetwórcy nabierają wody w usta. Mówienie, że przetwórcy poprą starania sadowników „zmierzające do uzyskania wsparcia struktur państwowych i unijnych w celu poprawienia sytuacji ekonomicznej plantatorów jabłek”, brzmią co najmniej niepoważnie. Poza tym ta odezwa do sadowników próbuje w bałamutny sposób stwarzać rozdźwięk w środowisku rolniczym. Blokady i pikiety rozszerzają się, bowiem sadownicy nie chcą pozwolić na to, by ktoś okazywał lekceważenie dla ich własności i „zachowywał się głęboko nieetycznie” wobec nich samych i ich rodzin. Cena 35 groszy za 1 kg jabłek przemysłowych jest graniczną ceną kosztów jego wyprodukowania. (inne kraje unijne dostają za nie około 35 - 40 groszy w przeliczeniu na złotówki). Dodać należy, że tyle powinni dostać pośrednicy, a bezpośredni producenci jeszcze kilka groszy mniej. A za co mają żyć dalej sadownicy? Upokarzanie ma swoje granice.
Monika Gadzińska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze