Od jesieni ubiegłego roku nad PKS Żyrardów, którego częścią jest sochaczewski oddział, zawisły czarne chmury. Zła sytuacja finansowa, protesty związkowców, w końcu wniosek o upadłości, a potem zmiana prezesa. Teraz miejscowy przewoźnik próbuje wyjść na prostą, czy mu się uda, pokażą zapewne najbliższe miesiące. PKS Żyrardów zatrudnia 140 osób, z czego ponad 40 w Sochaczewie, dysponuje 60 autobusami, a 24 z nich jeżdżą w naszym oddziale. Sochaczew obsługuje 15 linii, m.in. Sochaczew – Skierniewice, Sochaczew – Żyrardów, Wyszogród – Warszawa oraz trasy do ościennych gmin – Iłów, Młodzieszyn, Rybno, Nowa Sucha. Jest to więc duży zakład pracy, z którego usług korzysta miesięcznie ponad 70 tys. osób, a ponad 20 tys. jest pasażerami sochaczewskiego zakładu. Skąd więc problemy PKS-u? Prezes Tadeusz Kowalczyk, który jest szefem spółki od marca, przyznaje, że interesował się konkursem na to stanowisko już jesienią. Wtedy sytuacja PKS-u była nieciekawa, ale nie tak zła jak to się okazało w marcu tego roku. Historia z upadłością w tle Przypomnijmy więc fakty, które prezentowaliśmy już na naszych łamach. Na początku lutego załoga podjęła strajk w związku z decyzją poprzedniego prezesa o ogłoszeniu stanu upadłości. Wniosek taki 30 stycznia wpłynął do Sądu Gospodarczego w Płocku. W odpowiedzi związki zawodowe zażądały odwołania ówczesnego prezesa. Prowadziły także rozmowy z Ministerstwem Skarbu, właścicielem PKS SA. Efektem tych działań było powołanie nowej rady nadzorczej, która odwołała prezesa i ogłosiła konkurs na nowego szefa żyrardowskiej firmy. Stanowisko w tym czasie stracił także dyrektor sochaczewskiego oddziału, jak dzisiaj mówi prezes Kowalczyk „z inicjatywy tutejszych działaczy związkowych”. Od 1 lipca funkcję kierownika sochaczewskiego PKS-u pełni Krzysztof Żyżyński, wcześniej radny i zastępca dyrektora ZUK-u, później dyrektor jednego z wydziałów w starostwie. Był jednym z trzech kandydatów, jacy zgłosili się do konkursu. W międzyczasie sąd odrzucił z przyczyn formalnych wniosek o upadłość. Czy jej widmo zostało w takim razie zażegnane? „Nie mogę tego zagwarantować – twierdzi prezes Tadeusz Kowalczyk – choć robimy wszystko, aby spółka stanęła na nogi. Nie chcę oceniać moich poprzedników, powiem tylko, że nieprawidłowości w zarządzaniu spółką były. W związku z tym powstało zadłużenie w wysokości 1 mln złotych. Od marca, kiedy pełnię swoją funkcję, podjęliśmy pewne działania, widać też poprawę finansową”. Te działania to m.in. próba komunalizacji zakładu, a więc przekazania go w zarząd samorządom. Informowaliśmy o tym w marcu. Ministerstwo Skarbu, jednoosobowy właściciel PKS, zwróciło się wtedy z zapytaniem do starostwa powiatowego w Żyrardowie i Sochaczewie o chęć przejęcia spółki. Jak można się łatwo domyślić, oba powiaty odmówiły. Dziwi się temu prezes Kowalczyk, bo „zadaniem samorządów jest zapewnienie transportu na ich terenie, a administracja lokalna unika PKS-u jak ognia, sądząc, że prywatne busy załatwią sprawę. Tymczasem znane są przykłady z Podhala, kiedy prywatne firmy przewozowe toczyły ze sobą taką walkę, że dochodziło do wzajemnego podpalania samochodów”. Trudno się jednak dziwić samorządom powiatowym, które ciągle skarżą się na brak środków, aby z otwartymi ramionami przejęły nierentowną spółkę, w której średnia wieku autobusów wynosi 17-18 lat. Jak stanąć na nogi Tadeusz Kowalczyk przyznaje, że na kondycję firmy wpływ mają głównie koszty paliw i płac dla pracowników. Na cenach paliw opiera się działalność firm przewozowych, dlatego zapewne nie uniknie ona podwyżek cen biletów, choć prezes uważa, że nie jest to najlepsze rozwiązanie, zapewne z uwagi na konkurencję. Pojawiają się też problemy kadrowe, jeśli chodzi o kierowców. Stawki proponowane przez PKS już dawno przestały być konkurencyjne. Nie da się ich jednak podnieść z uwagi na sytuację firmy. Jednym ze sposobów wyjścia spółki z kryzysu jest poszukiwanie inwestora z zewnątrz. W tym kontekście mówi się o PKS Grodzisk Mazowiecki, prezes nie zdradza jednak szczegółów ewentualnych rozmów. Wg niego, aby spłacić milionową zaległość, należałoby sprzedać jeden z terenów będących w posiadaniu spółki. Bieżące należności płacone są już regularnie, gdyby więc PKS uporał się z tym potężnym zadłużeniem, byłby na prostej. Dużym problemem dla PKS-u jest niewątpliwie konkurencja w postaci małych autobusów, które odbierają firmie sporą część klientów, dlatego PKS próbuje dodatkowo wykorzystać potencjał dużych autokarów. Krzysztof Żyżyński mówi, że sochaczewski oddział, oprócz kursów trasowych, realizuje szereg umów na jednorazowe usługi w postaci zabezpieczenia transportu na wycieczki, wyjazdy wakacyjne. Ma też umowy na przewozy stałe podpisywane głównie z firmami na dowóz osób do pracy. Czy te działania uratują PKS, który np. dla mieszkańców wsi jest jedynym środkiem transportu, pewnie przekonamy się jeszcze w tym roku. Prezes Tadeusz Kowalczyk jest dobrej myśli i zapewnia, że klienci tego największego przewoźnika mogą spać spokojnie. Przynajmniej przez najbliższe miesiące. Jolanta Śmielak-Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze