Reklama

Początek

Klub Maratończyka Aktywni
29/12/2012 21:18

Jest 1939 rok. Wybucha wojna. Niemiecka armia wkracza na teren obecnych Moraw. W tym jednym momencie w gruzach leg

ły marzenia niemal wszystkich obywateli Świata. Gdzieś pośród tych gruzów otrzepawszy się z popiołów rodzi się legenda wybitnego człowieka. Bez błysków fleszy, bez obecności wszędobylskich gazet, wścibskich gryzipiórków. Na pewnej morawskiej stacji swój bieg zaczyna najsłynniejsza czeska lokomotywa.

Pierwsze Zatopkowe krople potu spływają przy ciężkiej pracy w słynnej ostrawskiej firmie produkującej obuwie. To Bata. Z taśm ludzkich rąk spływa dziennie aż dwa tysiące i jeszcze dwieście par butów przeznaczonych do gry w tenisa. Emil ciężko pracuje nie skarżąc się na znój i nie zawsze komfortowe warunki pracy i życia. Jest jak maszyna - jak jeden z trybów tej potężnej fabryki. Karbuje podeszwy kołem zębatym. Praca jest utopijnie ciężka i zaczyna go "pokonywać". Emil na zapomina o nauce. Przydzielono go do Instytutu Chemicznego. Teraz przygotowuje celulozę w lodowatym magazynie pełnym butli z kwasem. Propagandowe działania tego konglomeratu sięgają daleko. Zakład pragnie chwalić się swoimi produktami. Organizuje rozgrywki przyzakładowej drużyny futbolowej. Emila nie ciągnie jakoś do piłki. Zakład w Zlinie organizuje też coroczny bieg w którym muszą uczestniczyć wszyscy uczniowie. Na koszulkach startowych widnieje znak firmowy Baty. Emil nie cierpi biegać. Widać to po jego zachowaniu. Nie kocha sportu. Biega bo musi, próbując się wymigać udaje przewlekłą kontuzję kostki lub jakieś paskudne skręcenie nogi. Lekarze nie są głupcami i widząc jego wykręty posyłają go i z impetem na szutrowo -ziemisto-błotnistą przyzakładową bieżnię. Sportu nie lubił od zawsze. Ojciec Zatopka uważał, że sport to licha rozrywka, strata uposażenia i cennego czasu.

Reklama

Lokomotywa nabiera rozpędu. Mimo łamliwych wichrów wojny ambitny Czech nie ustępuje ciężkiemu losowi. Kształci się sumiennie, zalicza egzaminy i powraca na produkcję. Biegać wciąż nienawidzi.

Wojna zaciska mosiężną pętlę na szyi całego narodu. Mordy, wybuchy i gruzy zasypują i tych najtwardszych. Przetrwać mogą nieliczni. Emil o dziwo ma czas . Ma pieniądze. Żyje, ogląda pasjami kroniki filmowe obserwując romantyczne i pełne harmonii obrazy. Propagandowe filmy rozpalają iskierkę nadziei. W głowie Zatopka zaczyna płonąć wiara , nadzieja i miłość.

Reklama

Emil ma dobre serce. Nieco naiwne ale przepełnione ciepłem.

Błysk lokomotywy jest coraz szybszy. Zatopek startuje w pierwszym wyścigu . Jest to ciężki przełaj w Brnie. Odcinek liczy dziewięć kilometrów. Impreza pod patronatem Wehrmachtu. Słynna niemiecka tężyzna fizyczna wypełnia bieżnie okupowanych krajów. Dostojne kostiumy szwabskich sportowców na tle "głodnych" łachmanów czeskich niby sportowców- Cel-upodlenie. Emil biegnie. Dosypując węgla do pieca pędzi jak w obłędzie. Aryjczyk pokonuje Emila. Jest szybszy o włos. Mimo tego Zatopek jest poklepywany i chwalony. Nie zna jeszcze tego uczucia. Medale i fanfary a potem głód i upodlenie.

Reklama

I taki bywa los człowieka.

cdn...

Rafał Milczarek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości