W minionym tygodniu do strajkujących pracowników Poczty Polskiej dołączyli listonosze z Sochaczewa. W związku z tym w czwartek i piątek budynek poczty przy ul. 1 Maja przeżywał prawdziwe oblężenie. Oprócz klientów dokonujących comiesięcznych opłat, ludzie stali w długich kolejkach po odbiór rent i emerytur. Dyrektor sochaczewskiej poczty Jan Kowalik odmówił nam komentowania tej sytuacji, tłumacząc się odgórnym zakazem udzielania informacji mediom i odesłał nas do rzecznika Poczty Polskiej. Nie pozwolono nam również wykonać zdjęcia, które zilustrowałoby to, co się działo w tych dniach w sochaczewskiej placówce. Michał Dziewulski z biura prasowego Poczty potwierdził w czwartek, że doręczyciele z Sochaczewa poparli akcję protestacyjną swoich kolegów z innych rejonów kraju i nie przystąpili do pracy. Domagają się oni, podobnie jak reszta listonoszy, podwyżki zarobków do kwoty 1500 zł brutto, zmian w pakiecie socjalnym, odmawiają również dostarczania ulotek. Jak twierdzi Michał Dziewulski, i co potwierdzają przedstawiciele Związku Zawodowego Pracowników Poczty, rozmowy dyrekcji z pracownikami utknęły w czwartek w martwym punkcie. Kierownictwo firmy proponuje protestującym pracownikom płacę w granicach 1200-1300 zł, ci jednak nie zgadzają się na tę kwotę, upierając się przy stawce bazowej 1500 zł. Rozmowy z udziałem mediatora miały zostać wznowione w poniedziałek. Tymczasem w ubiegłym tygodniu na sochaczewskiej poczcie panował ogromny ruch i dezinformacja. Czynne były wprawdzie okienka kasowe, ale zdenerwowani ludzie pytali, gdzie mają stanąć w kolejce po odbiór pieniędzy, gdzie odebrać ważną przesyłkę lub list. Dochodziło do niepotrzebnego bałaganu i pyskówek. Niektórzy, widząc tłumy oczekujące w kolejkach po prostu wychodzili z budynku. Od dyrektora sochaczewskiej placówki dowiedzieliśmy się, że listy i paczki wydawane są na piętrze, w pomieszczeniach administracji. Mieszkańcy Chodakowa mogą z kolei odebrać przesyłki w tamtejszej placówce. Chcieliśmy także porozmawiać z protestującymi listonoszami, którzy przychodzą do pracy, ale nie wykonują swoich obowiązków, tzn. nie dostarczają poczty do domów i instytucji. Niestety odmówili nam, twierdząc, że zobowiązali się do nieudzielania informacji mediom. Dowiedzieliśmy się tylko, że nie wrócą do pracy do czasu uzyskania zadowalających wyników rozmów w Warszawie. Obecnie średnia pensja listonosza wynosi około 1000 zł brutto i zależy od stażu pracy. Codziennie mają do pokonania wiele kilometrów z torbą ważącą kilkadziesiąt kilogramów, z przekazami pieniężnymi i setkami ulotek. Pewnie dlatego oczekujący w piątek na sochaczewskiej poczcie, co prawda denerwowali się tą sytuacją, w większości jednak solidaryzowali się z protestującymi, twierdząc, że to jedyna droga wywalczenia swoich praw. Jak się rozwinie akcja protestacyjna, zależeć będzie od powodzenia rozmów w Warszawie. Jeśli nie przyniosą one efektu, pocztowcy na 1 grudnia zapowiadają strajk generalny. I aż trudno sobie wyobrazić, że może być jeszcze gorzej. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze