Już ponad miesiąc trwa alarm powodziowy w trzech nadwiślańskich gminach powiatu sochaczewskiego. Poziom rzeki w Wyszogrodzie i Kępie Polskiej nadal przekracza stan alarmowy, do tego zagrażają nam wody gruntowe. Mieszkańcy gmin Iłów, Brochów i Młodzieszyn z niepokojem przyglądają się Wiśle i Bzurze, bo lokalne podtopienia to dla nich codzienność, ale co będzie dalej? Wysoka woda gruntowa Bieg wydarzeń trudno przewidzieć, bo, jak się coraz częściej okazuje, naturę trudno okiełznać, ale trzeba trzymać rękę na pulsie. Dlatego też samorządy na bieżąco monitorują wały przeciwpowodziowe i wskazania wodomierzy. Wyszogród i Kępa Polska, mimo że leżą poza terenem naszego powiatu, są miejscami, w których mierzy się poziom Wisły i odnosi do sąsiadującego z tymi miejscowościami rejonu nadwiślańskiego. W środę, 12 stycznia, w Wyszogrodzie stan alarmowy, który wynosi 550 cm, był przekroczony o ponad 70 cm. Dane z dnia na dzień się zmieniają, ale wciąż jest niebezpiecznie. W wielu miejscach doszło już do podtopień, ale głównie z powodu wysokiego poziomu wód gruntowych i opadowych. Ziemia jest tak nasiąknięta, że nie przyjmuje kolejnych opadów. Tworzą się rozlewiska, rozmoczone są także wały, którym trudno będzie zatrzymać wodę, gdyby rzeka jeszcze przybrała. W gminie Brochów najgorzej jest w miejscowości Przęsławice, gdzie doszło do zalania dróg i pól przez wody gruntowe. Jak powiedział nam Łukasz Kopka z Urzędu Gminy w Brochowie, przelała się woda w małym kanale melioracyjnym prowadzącym do Bzury. Zbyt wysoki stan wody w tej rzece nie pozwala na otwarcie śluzy, a tym samym uniemożliwia odpływ zalegającej na polach i drogach wody. Strażacy z OSP w Przęsławicach, aby umożliwić jakąkolwiek komunikację, głównie do przystanku autobusowego, w ubiegłą środę i czwartek układali worki z piaskiem. Woda podmywa też domostwa na terenie całej gminy, rzadko która piwnica nie została jeszcze podtopiona. W gminie Młodzieszyn wysoki stan dotyczy nie tylko Wisły, ale również Bzury w miejscowościach Mistrzewice i Witkowice. Duże zagrożenie stwarza też Kamion, gdzie Wisła i Bzura ma liczne zakola. Podobnie jak w Brochowie, poważnym zagrożeniem są wody gruntowe - mówią nam urzędnicy w gminie. Rozmyta odpowiedzialność Sytuację na bieżąco śledzą nie tylko gminy, ale także powiatowy sztab kryzysowy. Szef służb zespolonych w starostwie, Tadeusz Wachowski, jest zaniepokojony faktem, że lodołamacze, o których informują ogólnopolskie media, działają na terenie Wisły jedynie w okolicach Włocławka. Jak nam powiedział w minioną środę, przygotował w tej sprawie pismo w imieniu starosty sochaczewskiego do wojewody mazowieckiego. Nie wiadomo, czy odniesie ono skutek i czy w ogóle służby odpowiedzialne za działania przeciwpowodziowe planują skierowanie w nasz rejon ciężkiego sprzętu. Problemem może tu być głębokość Wisły, która od lat nie była pogłębiana. Tadeusz Wachowski uważa, że w tej dziedzinie panuje duża specjalizacja. Za stan wody i oczyszczanie rzeki odpowiada bowiem Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, za wały przeciwpowodziowe - Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych, a za bezpieczeństwo mieszkańców – samorząd. W konsekwencji to i tak władze lokalne tłumaczą się przed mieszkańcami za brak działań, które nie leżą w ich kompetencji. Ważniejsze ptaki i bobry O ile bowiem wały są co jakiś czas naprawiane, dno Wisły w naszym rejonie przez lata nie było pogłębiane. A warto dodać, że w powiecie sochaczewskim znajdują się tereny objęte programem ekologicznym Natura 2000, między innymi są to wyspy na Wiśle w gminie Iłów, gdzie znajdują się siedliska rzadkich ptaków. Ingerencja w te tereny gospodarzowi gminy jest właściwie zabroniona, tymczasem wyspy zarastają, a zimą tworzą poważne przeszkody dla spływającej kry. Problemów z obszarami nadrzecznymi jest więc wiele. Jednym z nich są bobry, o których już nie raz pisaliśmy, obwiniając je za niszczenie wałów. Już dawno minęły czasy, kiedy pojawienie się u nas tych zwierząt uznawane było za dobrodziejstwo i dowód na oczyszczanie się środowiska naturalnego. Dzisiaj głośno się mówi o potrzebie odstrzału bobrów, które chronią się w wałach, kopią ogromne korytarze, co stanowi poważne zagrożenie. Tadeusz Wachowski mówi nam, że Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych zlikwidował ostatnio 14 wielkich otworów wydrążonych przez bobry. Na ich uszczelnienie zużyto 300 worków z piachem. To w pełni pokazuje skalę problemu. Zalewowy Sochaczew Sochaczew w tej chwili nie jest zagrożony, choć i u nas dochodzi do lokalnych podtopień. Są one jednak spowodowane wysokim stanem wód gruntowych – mówi nam inspektor OC w Urzędzie Miasta – Tomasz Wasilewski. W mieście problem polega na tym, że w razie powodzi pozostaje tylko ewakuacja mieszkańców zza Bzury. Tej części Sochaczewa nie ochrania bowiem żaden wał, a okolicznością sprzyjającą powodzi jest niskie położenie tuż nad rzeką. I tu pojawia się kolejny problem – wydawanie pozwoleń na zasiedlanie terenów zalewowych. Coraz więcej mówi się o dostosowaniu przepisów do aktualnej sytuacji, w której powodzie stają się częstym zjawiskiem. Wiosną zeszłego roku przygotowano procedury i wydano instrukcje, jak postępować w przypadku nadejścia wielkiej wody. Oby nie były one potrzebne. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze