Reklama

Podzielniki ciepła – za i przeciw

07/02/2008 14:27
Podzielniki kosztów ciepła czy tzw. opłaty liczone od powierzchni mieszkania? Wielu z nas z pewnością zastanawia się nad tym, który ze sposobów rozliczania ciepła wybrać. Zima w tym roku co prawda nie dała się nam jeszcze we znaki, ale rachunki i tak nie należą do najniższych. Czy istnieje złoty środek na obniżenie kosztów ciepła i czy sochaczewianie mogą wreszcie zacząć płacić mniej?
O problemie ciepła mówią członkowie największych sochaczewskich mieszkaniówek.



Ciepło wędruje między mieszkaniami
Problem wysokich rachunków generalnie sprowadza się do istoty ciepła, które najzwyczajniej w świecie się rozprzestrzenia. Skutecznym rozwiązaniem jest izolowanie ścian między lokalami styropianem lub wełną mineralną, ale rzadko który blok w Sochaczewie, a nawet w Polsce, może się pochwalić taką izolacją. Beton jest natomiast całkiem niezłym przewodnikiem ciepła - na 1 metr grubości przepuszcza 1 wat ciepła, a jeśli mamy 20 cm, bo tyle mamy w ściankach działowych, to z mieszkania ucieka już 5 watów na m2. W efekcie, jeśli różnica między dwoma mieszkaniami wynosi 5 stopni, to z jednego do drugiego mieszkania ucieka 500 watów, czyli taka ilość ciepła, jaką daje nam jeden grzejnik! - mówi członek zarządu jednej z sochaczewskich mieszkaniówek. - Nie ma znaczenia czy zastosuje pani podzielnik kosztów ciepła czy ciepłomierz, różnica polega tylko na tym, że ciepłomierz jest urządzeniem pomiarowym ilości ciepła wpływającego do lokalu, natomiast podzielnik ciepła opiera się o wyniki zbiorczego ciepłomierza dla całego bloku, które potem są dzielone między mieszkańców. Z tego względu nie można powiedzieć, że któryś z tych systemów jest gorszy, ponieważ zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku nie wiemy, ile ciepła uciekło do sąsiada. Ciepło, jak wiadomo, wędruje w kierunku niższej temperatury, więc ci którzy mają chłodniej w mieszkaniu będą mieć zwroty, a ci którzy bardziej odkręcają grzejniki będą musieli jeszcze dopłacać. I nie ma tu znaczenia położenie lokalu. Jeśli przykładowo sąsiad będzie miał w lokalu o 5 stopni mniej niż pani, albo w ogóle będzie miał zakręcone grzejniki, to pani, będąc jego sąsiadką, funduje mu całkiem duże pieniądze. Podam przykład. Jeśli mój sąsiad będzie miał w mieszkaniu 22 stopnie, a ja 16, to dostanę od niego ponad 210 watów ciepła i właściwie nie ma sposobu, żeby w takim przypadku mi pośrednio nie dopłacał, musiałby bowiem albo zmusić mnie do tego, żebym więcej grzał, albo ocieplić ścianę działową między lokalami.
Czy jest lepszy sposób na rozwiązanie problemu? – zdaniem naszego rozmówcy stała temperatura w mieszkaniu na poziomie minimum 18 stopni. Na Zachodzie ten problem rozwiązano właśnie w ten sposób - na grzejnikach zamontowano zawory ze stałą temperaturą otwarcia 18 stopni. Dzięki temu ciepło nie wędruje między mieszkaniami.

Prawie jak na giełdzie
Czy zatem opłaca się mieć podzielniki czy lepiej z nich zrezygnować?
Podejmując taką decyzję warto uważnie przeczytać regulamin rozliczania kosztów ciepła i sprawdzić czy bardziej premiuje tych, którzy mają podzielniki czy wręcz przeciwnie. Przykładowo jeśli ktoś zrezygnował z podzielnika, to wówczas rozlicza się z ciepła w zależności od metrażu swojego mieszkania, a wtedy w większości już się tak nie kontroluje i zużywa zwykle więcej ciepła, niż gdyby miał urządzenie pomiarowe. Jeśli wobec takich osób nie zastosuje się dodatkowego współczynnika, nakazującego płacić im np. 10 proc. więcej od średniej reszty, to lepiej wybrać rozliczenie bez podzielnika. Jeśli z kolei regulamin premiuje zachowania prooszczędne, wtedy należy wybrać podzielniki, ale i tak trzeba to sobie dokładnie przekalkulować, patrząc przy okazji na zachowana sąsiadów. Jeśli np. zrezygnowali z niego ci, którzy musieli wcześniej dopłacać, a ja wówczas nie dopłacałem, to teraz na pewno będę musiał płacić więcej, gdyż nie zrezygnowali ci, którzy mieli zwroty. Z kolei jeśli dopłacało 10 osób, a 10 miało zwroty i zrezygnowało 9-ciu dopłacających, to zostaje jeden dopłacający – ja, bo przejmę całą sumę od tych 9 dotychczasowych dopłacających, którą będę musiał zapłacić tym, którzy mają zwroty. To prawie tak jak na giełdzie i trudno tu mówić o sprawiedliwości. Trzeba po prostu znać się na mechanizmach rządzących tym rozliczeniem i wczytać się w regulamin - to jest jedyny sposób na uchronienie się przed dużymi dopłatami.
Inna kwestia budząca duże emocje wśród mieszkańców to opłaty za ciepłą wodę i niewyjaśnione do dziś pytanie, skąd biorą się tak duże różnice w kosztach ciepłej wody między różnymi blokami?
Są dwa powody. Po pierwsze okres uśpienia danego bloku - chodzi o to, ile trwa w nim noc, po drugie – wbrew pozorom, zbyt nadmierne oszczędzanie. Wyjaśnię to na przykładzie. Jeśli w jednym bloku pierwsza osoba, która korzysta z ciepłej wody wstaje o 3 nad ranem, a w innym budynku ciepła woda zaczyna być używana o godzinie 6 rano, to wiadomo, że pompa cyrkulacyjna zaczyna pracować w tym pierwszym wcześniej, a licznik bije. Podobnie jest z godziną zasypiania - w jednym bloku mieszkańcy kończą używać ciepłą wodę o 22, w innym o 1 w nocy. Wbrew pozorom także nadmierne oszczędzanie całego bloku powoduje, że cena podgrzania 1 metra sześciennego wody staje się wyższa, gdyż udział upuszczanej chłodnej wody w stosunku do zużywanej ciepłej jest wyższy. Osobny problem to jakość wykonania starych instalacji, a zwłaszcza brak izolacji na przewodach ciepłej wody i przewodach cyrkulacyjnych. Warto byłoby, aby mieszkańcy i zarządcy wspólnie zastanowili się czy nie ponieść jednorazowego wydatku na zaizolowanie tych rur , aby nie tracić niepotrzebnie pieniędzy jeszcze nie wiadomo jak długo.

Za ceny ciepła odpowiadają administratorzy
Zupełnie inaczej problemy ciepła widzi Andrzej Wach, przewodniczący rady nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Victoria”, w której wszyscy mieszkańcy korzystają z podzielników kosztów ciepła.
Jestem zwolennikiem podzielników od początku, choć taki sposób rozliczania ciepła nie zawsze się wszystkim podobał. Pamiętam, że parę lat temu w naszej spółdzielni również rozgorzała dyskusja na temat tego czy z nich zrezygnować. Pomysł popierały zwłaszcza osoby starsze, które pamiętają jak w latach 70. podzielniki nie istniały, a koszty ciepła były niskie. – Nie brały jednak pod uwagę tego, ile wówczas generalnie kosztowało ciepło i ile faktycznie dopłacało do niego państwo, które było właścicielem przedsiębiorstw, takich jak nasz PEC.
Moim zdaniem główna odpowiedzialność za ceny ciepła spoczywa na administratorach spółdzielni, a nie na PEC-u, który dostosowuje się jedynie do taryfy URE, a nie ustala sposobu dzielenia kosztów między mieszkańcami. Inna kwesta to tzw. straty ciepła, które, jak słyszę, w niektórych blokach wynoszą nawet 30 procent. Faktycznie mogą one być tak wysokie, ponieważ w wielu budynkach nadal nie rozwiązana jest kwestia kaloryferów na klatkach schodowych, odległości między blokami, a kotłownią czy izolacji rur ciepłowniczych i tych w łazienkach, które wydzielają ciepło, a przecież nie są opomiarowane.
W naszej spółdzielni każdy lokator wie, ile ciepła zużył. To bardzo proste rozliczenie. Jeśli przykładowo w zeszłym sezonie ciepło kosztowało mnie 1500 zł na 150 m2 powierzchni mieszkania, to wiadomo, że 1 m2 kosztował mnie 10 zł. Jeżeli podzielimy to na rok, to wiemy dodatkowo, że za 1 m2 miesięcznie płaciłem 80 groszy. Na podstawie takich kalkulacji ustalamy dla każdego mieszkania w spółdzielni taryfę na nowy sezon grzewczy. Jeżeli w ubiegłym roku płaciłem przykładowo 80 gr za m2, to w tym rezerwowo stawka wyniesie 90 gr, a jeśli okaże się, że była za wysoka, to w następnym roku zapłacę 70 gr za m2.


Dopłaty nieuniknione
Taki system wprowadziliśmy w „Victorii” po raz pierwszy. Dzięki temu, że do każdego lokatora traktujemy indywidualnie, nie ma takiej sytuacji, że cały blok płaci tyle samo za ciepło – naszym wyznacznikiem jest ilość ciepła zużytego w poszczególnych mieszkaniach. Zdarza się więc tak, że w jednym bloku właściciel mieszkania na tej samej klatce będzie płacił 2 zł za m2, a drugi 3 zł, ponieważ przez ostatnie 3 lata zużywał większą ilość ciepła, a tamten miał zwroty, więc trzeba mu obniżyć stawkę. Naszym celem jest po prostu nie doprowadzać do tak dużych różnic finansowych, że jedni mają zwroty, a drudzy dopłaty. Moim zdaniem, mimo wielu odmiennych zdań na ten temat, ważne jest także położenie mieszkania – to czy znajduje się ono na parterze, ostatnim piętrze czy jest szczytowe i uwzględniamy to ustalając dla każdego mieszkania współczynnik wspomnianej wyżej opłaty za ciepło. Jeżeli np. płacę 3 zł z m2 za mieszkanie środkowe na pierwszym piętrze, to sąsiad na parterze, który ma np. opłatę o 5 proc. niższą ze względu na położenie mieszkania, zapłaci 2,85 zł za m2, podobnie jak ten na ostatnim piętrze, a znajomy, który ma mieszkanie szczytowe na ostatnim piętrze zapłaci jeszcze mniej. Oczywiście są tacy, którzy mimo tego systemu mają dopłaty, ponieważ nie da się ich zlikwidować całkowicie, chyba, że wprowadzimy stawkę wysoką dla każdego mieszkania i wtedy wszyscy będą mieli zwroty, ale chodzi przecież o to, żeby ludzie ponosili koszty jak najbardziej zbliżone to faktycznej ilości zużytego ciepła. Dopłat nie zlikwidujemy również choćby z tego względu, że nigdy nie wiemy, jaka będzie zima. W październiku ustalimy stawkę, która po nadejściu dużego mrozu okaże się za mała i koszty wzrosną i odwrotnie – ciepła zima spowoduje natomiast zwroty. Jak ten system, który udało nam się wypracować, sprawdzi się w tym, roku, okaże się już niedługo.
A jakie Państwo macie spostrzeżenia dotyczące sposobu rozliczania ciepła i argumentów przytoczonych przez naszych rozmówców? Zachęcamy do dyskusji i dzielenia się swoimi uwagami.
Martyna Mikulska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    maciej41 2008-02-29 16:57:02

    Rachunki za ogrzewanie i ciepłą wodę są ogromne! pytanie co możemy zrobić by było taniej ... jak ten problem rozwiązać ...

    To pytanie postawione przez "agaikasia11" jest całkiem zasadne i nawet są na nie odpowiedzi.
    Istnieją dwa kierunki obniżenia kosztów: jeden to zmniejszenie ceny jednostkowej, drugi - zmniejszenie zużycia.
    O cenie jednostkowej nie wypowiadam się, bo skoro jest te 90zł za 1GJ to widocznie tak wynika z kalkulacji.
    Zostaje zmniejszenie zużycia ciepła przez racjonalne jego wykorzystanie. Najtańszy sposób to wrócić do podzielników ciepła jednocześnie zmieniając sposób rozliczeń. Są również droższe w realizacji sposoby.
    Mogę takie rozwiązania poddać pod dyskusję, temat jednak wymaga szerszego omówienia więc pytanie; czy leży to w Państwa zainteresowaniach?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    karol997 2008-02-28 15:38:59

    Cieszę się z powrotu do tego tematu. Mam jednak prośbę aby do dyskusji dołączył prezes Zbigniew Starzyński zasiadający obecnie we władzach Spółdzielni Mieszkaniowej.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    agaikasia11 2008-02-28 15:08:18

    małe sprostowanie ...
    życie w stolicy często jest tańsze niż w Sochaczewie a w szczególności opłaty za ciepłą wodę i CO.

    Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości