Ośmioro sochaczewskich maratończyków tym razem wybrało się na „wycieczkę” do Lichenia. 360 kilometrową trasę pokonali: Jolanta Radkowska (jedyna kobieta w tym gronie, brawo!), Piotr Muszyński (jedyny nastolatek w tym gronie – 14 lat), Jan Cebrzyński, Fabian Filipiak, Maciej Kiwerski, Zenon Muszyński, Marcin Obłoza oraz Tomasz Wenerski. Impreza ta była trzecim rowerowym maratonem zorganizowanym w tym roku przez Sochaczewski Klub Maratończyka. Start nastąpił 14 sierpnia spod kościoła w Boryszewie. Pierwsze kilometry trasy pokonał z maratończykami znany kolarz Daniel Chądzyński. Jazdę pierwszego dnia utrudnia l przeciwny wiatr oraz burze. Pogoda stała się łaskawsza w drodze powrotnej, podczas której świeciło piękne słońce. Maratończycy dotarli do Sochaczewa 15 sierpnia. Byli wyczerpani fizycznie, jednak szczęśliwi i wzbogaceni duchowo. Przez całą trasę wyprawę asekurowały dwa wozy techniczne kierowane przez Beatę Muszyńską i Halinę Kiwerską. Umożliwiły one sprawny i bezpieczny przebieg imprezy. Wyżej wymienionym Paniom uczestnicy składają serdeczne podziękowania. Wyprawę wspomogli finansowo Panowie Robert Krakowiak i Radosław Łukawski – im także uczestnicy serdecznie dziękują. Po zakończeniu imprezy wszystkich uczestników, pamiątkowymi medalami udekorował Daniel Chądzyński. Oto co powiedział po powrocie do Sochaczewa jej organizator i uczestnik Jan Cebrzyński: „Na dziewięć kilometrów przed Licheniem pojawiła się wyzłocona kopuła i strzelista wieża bazylika i już nie opuszczała horyzontu. I już wiedzieliśmy, że zwyciężyliśmy. Bo tylko tak mogę nazwać nasz wyczyn joggerów kolarstwa. A tego widoku my, a z pewnością ja, nie zapomnimy do śmierci, choć przecież tu wcześniej bywaliśmy. Nota bene dla mnie bazylika jest arcydziełem sztuki architektury powstałej w Polsce za mojego pokolenia. Dziękujemy sobie wzajemnie za udział, niezatarte wrażenia i chwile emocji. Te medale z żółto-niebieską wstążką dla jednych symbolizują sport, dla innych turystykę, a jeszcze dla innych pielgrzymkę, lub wszystko razem. Wytężyli siły jak olimpijczycy w atenach, pochylili głowy przed pomnikiem w Chełmie i wspaniałym pomnikiem AK przed bazyliką oddając cześć bohaterom Powstania Warszawskiego, przybyli do sanktuarium, jak Papiż do Lourdes i jak syn państwa Filipiaków – Karol, w pielgrzymce do Częstochowy, w przeciwnym razie jechałby z nami. A wszystkie te wydarzenia zbiegły się w czasie z naszym supermaratonem, który je razem objął i cześć im oddał”. Tomasz Ertman Tyg. "Ziemia Sochaczewska" nr 36/2004
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze