Kiedy usłyszałam od pani Marii Bąbel tę niewiarygodną i straszną historię, która przydarzyła się niczemu winnemu bezbronnemu czworonogowi, przeszył mnie dreszcz. Byłam w szoku. Jak tak można było postąpić? Przez długi czas zastanawiałam się jak to jest możliwe, że w dzisiejszym świecie takie historie mają miejsce. To nieludzkie i okrutne! Ale zacznijmy od początku. 13 sierpnia okazał się wyjątkowo pechowym dniem dla tego psa, chociaż i zarazem szczęśliwym. Ktoś w brutalny sposób chciał pozbawić go życia, na szczęście nie udało się. Ktoś go uratował. Został znaleziony na dzikim wysypisku w lesie, w Kożuszkach Parcel. Ale jakby tego było mało, został znaleziony zawiązany w worku, pozbawiony możliwości uwolnienia się. Gdyby nie przechodzący tamtędy przypadkiem ludzie, którzy powiadomili zaraz policję, pies mógłby umrzeć. Chcąc się uwolnić zaplątał się wokół szyi nitkami od sznurka wokół szyi, udusiłby się. Kiedy przywieziono go do schroniska był bardzo wystraszony i zalękniony. Zarówno pani Maria, jak i przybyły na miejsce weterynarz byli mocno zaskoczeni widokiem, jaki ujrzeli. Pies potrzebował sporo czasu, by dojść do siebie. Dziś przebywa on w schronisku. Jest ładny, spokojny i przyjazny. Nieduży, ze smutkiem patrzy na świat. Ma około 6-7 lat. Być może ktoś zechce go wziąć i pokochać. Aż strach pomyśleć, co by się z nim stało, gdyby nie znaleziono go w odpowiednim czasie. A tak niedaleko, bo zaledwie kilka, może kilkanaście metrów od miejsca jego porzucenia znajduje się schronisko "Azorek". Jeśli rzeczywiście stanowił problem dla właściciela można było zawieźć go do weterynarza i uśpić. Na szczęście skończyło się pomyślnie. Jednak, w ilu przypadkach, niestety, jest już za późno... as
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze