Prawo nakazuje utylizację zmarłych zwierząt domowych. Właściciele jednak nie potrafią często po prostu oddać swojego pupila do gabinetu i stracić z oczu. Jak radzimy sobie z pożegnaniami z ulubionymi psami i kotami?
Zwierzęta domowe są coraz częściej traktowane jako pełnoprawni członkowie rodziny. Kiedy odchodzi człowiek, pozostaje po nim nagrobek, miejsce pochówku, prochy. Zwierzęta, zgodnie z prawem, powinniśmy oddać do utylizacji. To dla wielu osób bardzo trudne, szukają więc różnych możliwości pochówku. A tych nie ma wiele. Często grzebiemy naszych pupili w ogródkach, w lesie czy innym miejscu, w którym będzie można ich „odwiedzić”. W niektórych miastach, szczególnie większych, powstają cmentarze dla zwierząt, oficjalnie nazywane grzebowiskami.
Anna Świętochowska-Binienda, Powiatowy lekarz Weterynarii, powiedziała nam, że zmarłe zwierzę należy przekazać do gabinetu weterynaryjnego, który ma podpisaną umowę z zakładem utylizacyjnym i ten zakład zwierzęce zwłoki odbiera, a następnie utylizuje. Tak mówi prawo. A jaka jest praktyka? Często, chcąc mieć możliwość odwiedzenia swojego pupila, zakopujemy ciało w ogródku, parku czy lesie. Jest to zagrożone karą nawet do tysiąca złotych. Można także skorzystać z usług firm, które zajmują się kremacją zwierząt i prowadzeniem zwierzęcych cmentarzy. To jednak wiąże się z kosztami – jedna z warszawskich firm za kremację pojedynczego zwierzęcia liczy sobie od 390 do nawet ponad tysiąca złotych. Koszt kremacji zbiorowej jest nieco niższy i wynosi od 120 do 600 zł. W cenie dla kremacji indywidualnej jest dostarczenie urny z prochami zwierzęcia do jego właściciela.
Coraz częściej powstają też cmentarze dla zwierząt, czyli grzebowiska. W Sochaczewie nie ma takiego miejsca i – jak mówi Anna Świętochowska-Binienda, Powiatowy Inspektorat Weterynarii nie otrzymał zgłoszeń o zamiarze utworzenia takiego miejsca. Na Mazowszu cmentarze dla zwierząt znajdują się m.in. w Halinowie i Nowym Koniku. Spoczywają tam prochy psów, kotów, fretek, papug i wielu innych zwierząt.
Jak radzimy sobie z pożegnaniem ze swoimi ulubionymi zwierzakami?
Ewa: Mam własny smętarz dla zwierząt. Sochaczewska lokalizacja jest tajna. Nad brzegiem strumyczka, pod kamieniami spoczęły chomiki Rambo I, Rambo II , Rambo III oraz wiekowy szczur Darwin. Jednego psa, który zmarł w latach 80., pochowaliśmy nad jeziorem, na terenie ośrodka wypoczynkowego do którego pojechaliśmy na wczasy pracownicze. Ale to były inne czasy, sanepidem i takimi tam nikt się nie przejmował. Co ciekawe byliśmy w tym miejscu kilka lat temu i grób naszego pudla jest nadal zaznaczony tak jak go zostawiliśmy. Pudel ma pomnik trwalszy niż że spiżu. Obecnie, gdy zmarł nam kot, po prostu skorzystaliśmy z utylizacji w lecznicy.
Monika: Nasza Sara była z nami prawie 16 lat. Zachorowała z dnia na dzień. Nie mogła chodzić. Nie miała siły jeść ani pić na koniec. Decyzję o skróceniu jej cierpienia podjęliśmy szybko, ponieważ kochaliśmy ja tak bardzo, że nie chcieliśmy żeby cierpiała. Kiedy przyjechał weterynarz mama została w domu. Ja i tata poszliśmy razem z nim. Ja położyłam się obok Sary przytuliłam ją i poczekałam aż uśnie. Potem już mnie wygonili. Została z nami (bo ciężko mi napisać zakopaliśmy ją) na działce. Od 2 lat nie mamy odwagi żeby kupić/adoptować nowego psa.
Adam: Gdy musiałem uśpić psa z powodu kleszcza jakieś 9 lat temu to płakałem kilka dni. Pochowany w ogródku, na którym przeżył swoje 15 lat i gdzieś mam to czy to się komuś podobało czy nie... czy to było ok względem sąsiadów.
Tomasz: Nasze zwierzaki leżą obok siebie pod modrzewiem w ogrodzie, razem z materacykami, nie wyobrażam sobie „utylizacji”.
Monika: Moje kochane zwierzaki, które odeszły za tęczowy most są oczywiście pochowane u mnie w ogrodzie. Nie zakopane, tak, są pochowane. Dla mnie pies to na równi członek rodziny, więc nie zdycha tylko umiera i nie zakopuje się go gdzie popadnie. Nie wyobrażam sobie pochowania przyjaciela gdzieś w obcym miejscu - lesie, łące itp. Ten ogród to był też jego albo jej ogród, tu się bawił odpoczywał, tego miejsca pilnował. No z tym pilnowaniem to żart, bo od tego jest
ochrona i Pańcio. Absolutnie nie wyobrażam sobie oddania do utylizacji, ponieważ samo słowo jest dla mnie okropne. Zutylizować można stare szmaty ale nie przyjaciela. Rozumiem jednak osoby, które muszą wybrać takie rozwiązanie, bo nie mają możliwości pochowania przyjaciela blisko siebie. Dwa razy żegnałam się z przyjacielem i za każdym razem była to dla mnie olbrzymia trauma. Serce pęka na milion kawałków, których w moim przypadku czas nie skleja... Zwierzaki są pochowane obok siebie, bo razem spędziły kawał życia. Każde z nich ma posadzone swoje drzewko.
Pamiętam kiedy odeszły i w każdą rocznicę palę im świeczki i rozmawiam z nimi. Pewnie większość osób popuka się na takie zachowanie w czoło i powie, że jestem wariatka. Tak jestem wariatką, która kocha swoje zwierzęta i traktuje je z szacunkiem za życia jak i po ich śmierci.
Robert: Działka w lesie stała się psim i kocim cmentarzem. Pochówek w takim miejscu nie jest jednak zbyt oczywistym rozwiązaniem - nie każdy coś takiego pochwala - istnieje ryzyko, że zwłoki wygrzebią jakieś inne zwierzęta. Nigdy na naszej działce tak się nie stało, ale wykop musi być głęboki. Taka forma pożegnania ze zwierzęciem ma wymiar emocjonalny - zajmujemy się bowiem nim do końca, a nie oddajemy komuś by się nim zajął.
Asia: Zawsze pod domem i zawsze z honorami.
A Wy jak wspominacie swoich ulubieńców? Jak poradziliście sobie z pożegnaniem? Czy zwierzaki są w Waszej pamięci, czy też fizycznie blisko Was? Zapraszamy do rozmowy na ten temat.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze