Reklama

Pożegnanie ze spółdzielnią?

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
14/02/2013 09:48

Wspólnoty mieszkaniowe zastąpią spółdzielnie, a mieszkanie będzie można wykupić bez aktu notarialnego . Nad takimi zmianami w prawie pracuje Sejm. Jeżeli posłowie je poprą, w praktyce oznaczać będzie to, że Sochaczew, tak jak wszystkie polskie miasta,  pożegna się ze spółdzielniami mieszkaniowymi.

Projektów spółdzielczych jest aż cztery. Dwa autorstwa PO oraz po jednym PiS i SLD. Nad połączeniem ich w całość pracuje specjalnie powołana w tym celu komisja sejmowa. Najwięcej emocji budzi mocno promowana  propozycja Platformy, zgodnie z którą spółdzielnie mają zostać zastąpione przez wspólnoty mieszkaniowe. Według pomysłodawców tego rozwiązania, obecnie właściciel mieszkania w spółdzielni, który nie jest jej członkiem, nie ma żadnego wpływu na zarządzanie budynkiem. Dlatego też w bloku lub kilku budynkach na jednej działce, w których co najmniej jeden lokal został wykupiony na własność, automatycznie powstawać ma  wspólnota mieszkaniowa. Zmienić mają się zasady wykupu lokali. Trzeba będzie oczywiście, tak jak obecnie, złożyć wniosek do spółdzielni. Ta wyda zaświadczenie z notarialnie poświadczonymi podpisami członków zarządu i to z nim, a nie z notarialną umową przeniesienia własności lokalu, wykupujący uda się do sądu wieczysto- księgowego, który założy księgę wieczystą i wpisze do niej nowego właściciela.

Reklama

 

Wystarczy jeden 

Pomysłodawcy nowych regulacji forsują je jako prostszą i tańszą alternatywę dla spółdzielczości. Fakty są jednak takie, że wspólnoty będą powstawać z mocy prawa, nawet jeżeli mieszkańcy nie będą zainteresowani ich zawiązaniem. Tymczasem wiele osób świadomie wybiera funkcjonowanie w strukturach spółdzielni.

- Od czterech lat z naszych struktur nie wyodrębniła się żadna wspólnota. Ludzie po prostu potrafią liczyć pieniądze  - mówi prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej Stanisław Dziekoński. - Jeżeli odejdą ze spółdzielni, przepadną ich wpłaty na fundusz remontowy. Często w ten sposób gromadzone są pokaźne kwoty. Co roku na remonty i modernizacje SM L-W przeznacza od 800 tys. do miliona złotych.

Reklama

Przeciwnicy nowych regulacji podnoszą także inną kwestię. Twierdzą, że masowe przekształcanie bloków we wspólnoty prowadzić będzie do powstawania całych osiedli slumsów.

- W niewielkiej wspólnocie, liczącej załóżmy 10 mieszkań, czasem wystarczy jeden niepłacący lokator, by pogrążyć finansowo pozostałych. Ci ludzie będą musieli płacić za niego należności czynszowe, te, zwłaszcza w sezonie grzewczym, momentalnie szybują w górę. Jeżeli rodzina będzie liczna, pogrążą ich też rachunki za wodę. Cała wspólnota będzie się zadłużać - mówi prezes Dziekoński. - Niestety prawa ekonomii są nieubłagane. Zasada: duży może więcej, dotyczy też bloków.  Jeżeli wspólnota zarządza setką  mieszkań, łatwiej jest jej wybrnąć z trudnej sytuacji. Po prostu odpowiedzialność finansowa rozkłada się na więcej osób. 

Reklama

Absurdy

Niesolidnego lokatora można oczywiście eksmitować. Należy jednak pamiętać, że procedury, łącznie z licytacją mieszkania, trwają bardzo długo. Wiążą się też z dodatkowymi kosztami.

- W takich sprawach chodzi też o zasady współżycia społecznego i o zwykłe relacje międzyludzkie. Wspomniany przykład dotyczyć może ludzi, którzy są sąsiadami od kilkudziesięciu lat. Jeden z nich traci pracę i nie może znaleźć nowej. Nie stać go na płacenie za mieszkanie. Pozostali stoją wtedy przed trudnym wyborem moralnym - dodaje Stanisław Dziekoński.

Reklama

W zasobach SM L-W 68 proc. mieszkań jest wykupionych. Nie ma ani jednego bloku, który byłby w 100 proc. spółdzielczy. W strukturach spółdzielni Victoria nie ma z kolei ani jednego mieszkania lokatorskiego.

- Mamy około 350 mieszkań własnościowych i 150 z tzw. wyodrębnioną własnością - mówi przewodniczący rady nadzorczej SM Victoria Andrzej Wach. - Według mnie to absurd, żeby zmuszać ludzi do zawiązywania wspólnot. Jeżeli mieszkańcy tego chcą, nie widzę przeszkód. Mam jednak wrażenie, że zapisy ustawy uszczęśliwiają ludzi na siłę. Przecież zawiązanie wspólnoty wiąże się z kosztami, oznacza także konieczność zatrudnienia zarządcy.

Reklama

- Poza tym, każdy remont wymagałby uzgodnień między spółdzielnią a właścicielami mieszkania. Czy taka wspólnota w ogóle byłaby w stanie wziąć na siebie jakikolwiek ciężar finansowy, nawet jeżeli byłaby to np. 1/10 kosztów ocieplenia budynku czy wymiany dachu -  dodaje prezes Dziekoński.

Bez kontroli

Nie tylko nasi rozmówcy mają wątpliwości dotyczące nowych przepisów. Sejm pracuje nad ustawą od długiego czasu. Gdy miała być już głosowana, skierowano ją pod obrady komisji. Wiele wskazuje na to, że prace jeszcze potrwają.

Reklama

- Faktycznie są w Polsce  spółdzielnie molochy, w których mieszka np. 30 tys. osób. Podejrzewam, że ustawa miała zapobiegać sytuacjom, w których stają się one państwem w państwie. Inaczej jednak sprawa przedstawia się w przypadku mniejszych jednostek. Tam taka rewolucja spowodować może tylko niepotrzebny chaos - mówi Andrzej Wach.

- Pomysłodawcy ustawy nie zadbali o elementarną sprawę, jaką jest nadzór nad mającymi powstać wspólnotami. Przecież stanowić mogą one olbrzymie pole do nadużyć. Ktoś powinien kontrolować to jak będą zarządzane - dodaje Dziekoński. 

Reklama

Będziemy śledzić dalsze losy tej kontrowersyjnej ustawy.

 

Agnieszka Poryszewska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama