Reklama

Prymusi się nie mieszczą

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
06/12/2011 10:55

W wakacje sochaczewskie Starostwo Powiatowe zafundowało Zespołowi Szkół Ogólnokształcących im. Fryderyka Chopina nowe szatnie. Mówiono wtedy, że będzie to pierwszy etap gruntownego remontu i rozbudowy placówki. Minęło kilka miesięcy. Obietnice ucichły. Słychać tylko gwar uczniów stłoczonych w zbyt ciasnym budynku.

Tego, czym jest „Chopin” nie trzeba właściwie wyjaśniać. To najstarsza, a zarazem najbardziej prestiżowa sochaczewska szkoła. Nauka w „Chopinie” jest marzeniem prawie każdego ambitnego, sochaczewskiego ucznia. Jego ukończenie daje niemal stuprocentową gwarancję dostania się na wymarzone studia.
- To prawda, od początku istnienia szkoły przykładano dużą wagę do wysokiego poziomu nauki. Tak jest i teraz. Warto ciężko pracować - mówi dyrektor Adam Radożycki. - Niektórzy z naszych gimnazjalistów wybierają znane, warszawskie licea. Dostają się do nich bez problemu. Później osiągają dobre wyniki w nauce. Wiem to z rozmów z ich rodzicami, innymi absolwentami, a także z kolegami dyrektorami. Czasami dzwonią do mnie i mówią: „Świetne te twoje dzieciaki”. To bardzo miłe uczucie. Podobnie jest z maturzystami. Kontynuują oni naukę na najlepszych polskich uczelniach: Uniwersytecie Warszawskim czy Jagiellońskim. Tylko niewielki odsetek kończących liceum osób wybiera studia zaoczne. Zwykle decydują o tym nie wyniki w nauce, ale np. względy finansowe czy rodzinne.

Do pięciu razy sztuka?
Zdolni uczniowie powinni mieć odpowiednie warunki do nauki. Stąd też pojawił się pomysł rozbudowy i modernizacji „Chopina”. Warto w tym miejscu wspomnieć, że jest to już piąte podejście do remontu. W ubiegłych latach pojawiły się już cztery projekty. Jeden sfinansowała rada rodziców. Za trzy dokumenty zapłaciło starostwo.
- Do tej pory zawsze sprawa kończyła się na etapie projektu. Jeszcze przed rokiem zapewniano mnie, że rozbudowa szatni jest tylko pierwszym etapem większego przedsięwzięcia. Nowe szatnie są naprawdę nowoczesne, za co jesteśmy bardzo wdzięczni władzom powiatowym. Zdecydowanie poprawiło się bezpieczeństwo. Pogorszeniu uległy za to warunki nauki i pracy. Straciliśmy cztery sale lekcyjne. Jest naprawdę ciężko. W ostatnich tygodniach, m.in. na ostatniej sesji powiatowej, usłyszeliśmy że starostwo wycofuje się z dalszej rozbudowy - dyrektor nie kryje zawodu.
Szkoła liczyła że w nadchodzącym roku, dzięki nadbudowie poddasza, zyska sześć nowych sal lekcyjnych z oknami dachowymi. Planowano przeznaczyć je na zajęcia językowe. W dalszej perspektywie, budynek miał być ocieplony. Zamiast odpadającego tynku, „Chopina” miała zdobić gustowna elewacja. Całość nawiązywać miała do historycznego wyglądu liceum.
- Samorząd nie ma pieniędzy i wycofuje się z tego przedsięwzięcia. Rozumiem to. O wiele lepiej przyjęlibyśmy tę decyzję, gdyby władze stwierdziły, że owszem, teraz remont jest niemożliwy, ale zrobimy go np. za rok. Uczniowie i, nauczyciele mieliby nadzieję na lepsze czasy. Wiedzielibyśmy, że teraz muszą się przemęczyć, ale potem będzie lepiej - mówi Adam Radożycki. - Dodatkowo martwi mnie fakt, że każdy projekt jest aktualny przez określony czas. Później trzeba go robić od początku. Generuje to kolejne koszty.

Nie dają rady
Tymczasem szkoła pęka w szwach. Lekcje odbywają się już w czytelni, świetlicy i innych pomieszczeniach przekształconych w klasy.
- Na korytarzach panuje ścisk. Najgorzej jest na schodach prowadzących do nowszej części szkoły. Młodzież porusza się po nich powoli, gęsiego. Nie chcę myśleć, co by się działo, gdyby wybuchła panika. Czas pracy uczniów i nauczycieli przedłużył się do godz. 17. To bardzo uciążliwe, tym bardziej, że część naszych uczniów dojeżdża z okolicznych miejscowości. Wszyscy wiemy, jak kursują pociągi i autobusy PKS. Żeby na nie zdążyć, młodzież musi zwalniać się z lekcji albo zmieniać klasy - wyjaśnia dyrektor.
Dojeżdżający uczniowie, robią wszystko, co w ich mocy, by móc dalej uczyć się w „Chopinie”. Dyrektor przyznaje, że zwyczajnie żal mu tych uczniów. Zwalnianie się z ostatnich minut lekcji, by móc wrócić do domu znacznie utrudnia naukę.
- Przecież młodzież kończąca lekcję o godz. 17 po powrocie do domu musi jeszcze odrobić lekcje i przygotować się na następny dzień. Proszę sobie wyobrazić, jakie to obciążające. Niektórzy nie dają sobie rady z takim tempem pracy. Siedem osób zrezygnowało z nauki. Przenieśli się do innych szkół, gdzie lekcje kończą się wcześniej - mówi ze smutkiem Adam Radożycki. - Problemy dotykają też maturzystów. A przecież powinni mieć możliwość spokojnego przygotowania się do jednego z najważniejszych egzaminów w życiu.


Szkoła albo most
Władze powiatowe są w kwestii modernizacji „Chopina” nieugięte. Podczas ostatniej sesji starosta Tadeusz Koryś stwierdził, że priorytetem na najbliższy czas jest budowa mostu w Kozłowie Szlacheckim. „Albo szkoła, albo most” - stwierdził.
Orędowniczką remontu ZSO jest za to radna Beata Fastyn. Podczas tej samej sesji dopytywała o m. in. o możliwość sfinansowania inwestycji z pieniędzy zewnętrznych. Nie uzyskała odpowiedzi.
Pomoc w pozyskaniu środków finansowych zadeklarowali za to absolwenci szkoły pracujący w instytucjach unijnych w Brukseli. Poszukują oni programów lub środków wspólnotowych, z których można by pozyskać pieniądze dla „Chopina”. W poszukiwania alternatywnych źródeł finansowania są zaangażowani również nauczyciele i rodzice.
- Chcielibyśmy, za pośrednictwem gazety, zaapelować do wszystkich, którym bliska jest nasza szkoła - powiedział nam Adam Radożycki. - Będziemy wdzięczni za każdą udzieloną nam pomoc.
Agnieszka Poryszewska


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości