Ponieważ problem bezdomności zwierząt w Polsce interesuje mnie już od dawna - miałam okazję odwiedzać różne schroniska i przytułki dla nich. Daje mi to możliwość nie tylko oceny skali tego zjawiska w naszym kraju, ale także porównania ich standardów i warunków życia tam panujących.
Nasze, sochaczewskie schronisko, w średniej krajowej plasuje się powyżej pewnej “średniej” z kilku powodów.
Po pierwsze - tak jak pisałam ostatnio - prawie wszystkie psy mieszkają już w boksach (a niedługo, kiedy dokończone zostanie tworznie nowych boksów - pies łańcuchowy odejdzie w zapomnienie). Po drugie - w tym schronisku bardzo pilnuje się sterylizacji suk - dzięki czemu psy i suczki mogą mieszkać razem (a wiadomo, że takie pary najlepiej się ze sobą “dogadują”) i nie ma przerażającego zjawiska rozmnażania bezdomnych zwierząt, występującego w niektórych schroniskach (!). PO trzecie - dzięki staraniom władz schroniska i dobroci naszych lokalnych sponsorów - psiakom zwykle nie brakuje pożywienia, co zapewniam Państwa - wcale nie jest regułą, bo widziałam na własne oczy schronisko, w którym wynędzniałe psy zagryzały się w walce o pokarm! A po czwarte - w naszym, sochaczewskim schronisku pracują ludzie, którzy swój zawód wykonują z pasją i powołaniem. I to właśnie jest prawdziwym wyróżnikiem, którego nie sposób przecenić. Bo praca w schronisku, w którym jedna osoba opiekuje się ponad setką zwierząt, to praca bardzo ciężka, konieczność utrzymania tam ładu i czystości - jest zadaniem nie tylko trudnym, ale nie należącym do najprzyjemniejszych. Łatwo też zgadnąć, że nie jest to praca wysoko opłacana, trudno znaleźć więc argumenty przemawiające za tym, aby podjąć pracę w takim miejscu - i przyznam się Państwu, że ja osobiście, mimo całej mojej sympatii do zwierząt, nie podjęłabym się tego zadania - po prostu fizycznie i psychicznie nie podołałabym mu.
Dlatego tym bardziej doceniam ludzi, którzy tam pracują. Bo oni tę pracę wykonują przede wszystkim dla zwierzaków, dzieląc swoje serca po kawałku dla każdego z nich. A ja wiem i Państwo też łatwo możecie sobie wyobrazić, jak ważne dla każdego z tych porzuconych czy wyrzuconych stworzeń jest to, żeby oprócz miski z jedzeniem dostać od opiekuna dobre słowo i krótką pieszczotę, chwilę troskliwej uwagi, pogładzenie łebka czy podrapanie za uchem. Każda “Misia” i “Misio” czeka na to przez cały dzień. Bo u nas w schronisku każdy pies ma imię - nie każdy inne, bo głowy by zabrakło, żeby nazwać każde z nich, ale jednak każdy je ma - i zwykle brzmi ono “Misia” lub “Misio”. Dzięki tej trosce i życzliwości opiekunów - w sochaczewskim schronisku skrzywdzone i po ciężkich przeżyciach zwierzaki często odzyskują wiarę w ludzi. Wiele z nich dzięki temu wciąż potrafi człowiekowi zaufać - co jest najważniejszym warunkiem do sukcesów adopcyjnych. To dzięki temu właśnie, psiak adoptowany z naszego schroniska, gotów jest obdarzyć ufną miłością swojego nowego opiekuna i na nowo zbudować silną więź z człowiekiem. Piszę to wszystko, bo już ponad dwa lata mam okazję obserwować życie naszego schroniska i pisać o nim, a nigdy jeszcze nie poświęciłam uwagi ludziom tam pracującym, bo zawsze w centrum mojego zainteresowania leżały zwierzęta. Tym razem nadrabiam więc to zaniedbanie i dziękuję opiekunom naszych psiaków - Pani Zycie i Panu Waldemarowi - za to po prostu, że są.
Magdalena Tuszewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze