Ostatnia niedzielna noc to piąta edycja festiwalu Punk nad Bzurą. W jednym ze starych sochaczewskich budynków pojawiły się załogi punkowe nie tylko z Socho. Byli tam ludzie nawet z Kujaw.
Irokezy, glany, skóry i ćwieki od razu rzucały się w oczy. Powoli zapadał zmierzch. Jako pierwsi na scenę weszły młodziaki z sochaczewskiej Fobii. Gimnazjaliści zagrali jak potrafili. Koneserów punk-rocka na kolana jednak nie rzucili. Muszą się jeszcze sporo uczyć i co najważniejsze, podjąć decyzję, co grać. Punka czy rocka?
Po nich zagrali Happy Little Boozers. Technicznie bez zarzutu. Ich heavy punk z pijackimi tekstami ma swoich fanów. Z pewnością jednak dobrze prezentują się wizualnie. Chwila przerwy i na scenę wskoczył zespół Nancy Regan. Psycho-punk w ich wykonaniu dawał niezłego kopa. Wokalistka i gitarzystka, Martyna Nancy powalała swoim głosem. Od przenikliwego pisku przechodziła w dołujący bas. O czym śpiewała? Choćby o pistoletach i szkieletach.
Drugą część festiwalu rozpoczął miejscowy Pacierz. To był punk niezłej już klasy. Młodzież oddała hołd Detonatorowi BN śpiewając ich kawałek Wszystko wokoło. Widać, że chłopaki wiedzą, co chcą grać i robią to coraz lepiej. Jako przedostatni zaprezentował się Auschwitz Rats. Kapela (tak mi się wydaje) zafascynowana The Exploited dała hardcorovego czadu. Charyzmatyczny wokalista Bandama śpiewał z szybkością karabinu maszynowego i mocą średniej wielkości bomby atomowej. Dawka energii przelała się na publiczność, która ruszyła w szaleńcze pogo. Bandama nie odmówił sobie przyjemności zatańczenia ze współbraćmi.
Finał był w wykonaniu Smalca i kolegów (Ga Ga / Zielone Żabki). Laureat Jarocina pokazał, że jest w dobrej formie. Najpierw trochę rozbujał publiczność rytmami reggae, a następnie przystąpił do ataku. Publiczność mogła wysłuchać między innymi kultowej Kultury oraz Numeru w krzaczkach. Alternatywna impreza zakończyła się późną nocą. Ci, którzy byli, z pewnością będą ją długo wspominać. Ci, którzy nie dotarli, mogą żałować. Fantastyczna atmosfera miejsca i ludzie, którzy przyszli dla tej muzyki pokazali, że poza oficjalnym obiegiem dzieją się super rzeczy. I co najważniejsze, są one bezpieczne.
Tomasz Ertman
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
koncert był w sobotę, a auschwitz rats idą raczej w casualties :)
Tak, to była sobotnia noc. "Gorączka sobotniej nocy" bym powiedział nawet. Było naprawdę zacnie. Szacunek dla organizatorów.
Konkretna, rzeczowa recenzja.
koncert był w sobotę, a auschwitz rats idą raczej w casualties :)
Tak, to była sobotnia noc. "Gorączka sobotniej nocy" bym powiedział nawet. Było naprawdę zacnie. Szacunek dla organizatorów.