Reklama

Rajd Rowerowy na Litwę - dzień 7

Klub Maratończyka Aktywni
12/06/2013 23:29
.Podczas burzy śpi się wyśmienicie, rześkie powietrze, szybka pobudka, pakowanie i... jeszcze czekamy na Kubę i... czekamy. Wyjeżdżamy z Alytus. Rozglądamy się za sklepem bo prowiant się kończy ale dopiero na wyjeździe z miasta wstępujemy na stację paliw i wciągamy lekkie śniadanie. Gdy przeżuwam ostatni kęs kątem oka zauważyłem że tylna opona jakoś dziwnie płaska jest. No ktoś w końcu na tyle kilometrów musiał złapać gumę, a na mnie wypadło bo tylko ja miałem zapasową dętkę, łatki, klucze i pompkę(niesprawną). No właśnie. Szczęście w nieszczęściu że jest na stacji kompresor. Ustalamy, że Kuba z Krzyśkiem będą jechać swoim tempem, a ja szybko wymienię dętkę i zaraz ich dogonię. Pojechali. Nie minęło 10 min jak od strony w którą się udali nadeszła czarna chmura po której można się było tylko jednego spodziewać, zmoczyło ich konkretnie. Po zmontowaniu koła zamierzam skorzystać z kompresora, ale niestety pożytek z niego taki jak z mojej popsutej pompki, nie działa. Dopiero po paru minutach z pomocą przybywa miły pan wożący pompkę w bagażniku samochodu, yes. Wstępują we mnie nowe siły i gonię uciekinierów bo opóźnienia mam prawie godzinę. Radość z jazdy nie trwa jednak zbyt długo, nie jest mi pisane ich dogonić a zdążyć na pociąg w Trakiszkach też będzie ciężko. Tym razem raptem 5 km od startu z przedniego koła zeszło powietrze. Kleję szybką łatkę, naprawiam pompkę przy pomocy zastruganego patyka ;-) i dalej w drogę. Kuba i Krzysiek postanowili skierować się na stację kolejową w Sestokai po Litewskiej stronie i mieli tam spore kłopoty z kupnem biletów bo w kasach nie mogli sczytać kart kredytowych, dopiero miła, oj bardzo miła pani z kasy przyjęła część polskiej gotówki i sprzedała 3 bilety. Ja postanowiłem odbić z miasta Lazdijaj na polskie Trakiszki, pojawił się nowy kłopot, zębatka wykazuje dość spore zużycie i na podjazdach łańcuch przeskakuje co nie pozwalało na rozwinięcie jakiejkolwiek przyzwoitej prędkości. Do kraju wjechałem wąską nieuczęszczaną drogą, a o tym że tu właśnie jest granica informował mały przydrożny słupek z orzełkiem. Czas się dłużył, sklepu od dawna nie widziałem, nawet gdybym widział na nic by się zdał bo z gotówki byłem spłukany. Jak przygoda to przygoda, postanowiłem wstąpić do pierwszej lepszej zagrody w wiosce Sankury i poprosiłem o coś do jedzenia, chociaż kawałek chleba. Miła i zaskoczona pani podarowała pół chleba, pomidory, ogórki i coś specjalnego dla wegetarian, kilogram wędzonki własnej roboty. Full wypas. Życząc zdrowia wielce wdzięczny udałem się w dalszą drogę. Nie wiedziałem o której dokładnie będę miał pociąg bo w rejonach przygranicznych kontaktu telefonicznego od kilku godzin z chłopakami nie miałem, ale szczęście tego dnia miałem ogromne mimo pechowego początku. Na peron dojechałem w tej samej chwili gdy wjeżdżał pociąg z Sastokai, a z pierwszego wagonu machają Kuba i Krzysiek. Ale fart. Pakuję się do wagonu, całego przeznaczonego dla rowerzystów a chyba największą radość sprawiłem im nie własną osobą i tym że zdążyłem ale wędzonką. W przedziale zasłużony odpoczynek i drzemka, do stolicy docieramy o 21, na śródmieściu rozstajemy się z Kubą który nocuje w Warszawie, a w Sochaczewie czeka na nas Damian, by na placu Kościuszki wspólną fotką oficjalnie zakończyć wyprawę. Dusza Droga Frajda Przygoda Przyjaźń Bieganie ..........
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    luna 2013-06-14 17:17:04

    Oj, szkoda że autor tekstu się nie podpisał. :(

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości