Reklama

Rock - duch wolności

11/09/2009 11:56
W pojmowaniu muzyki – szerzej mówiąc sztuki – istnieją zasadniczo dwa nurty. Pierwszy zakłada, że sztuka jest autonomiczna, a jej idea istnieje niejako sama w sobie. Rola twórcy, artysty polega więc na odkryciu tej idei – innymi słowy – na swoistym „skomunikowaniu się” z nią. Drugi nurt uwzględnia szerszy kontekst. Co więcej, wskazuje on na kwestie znajdujące się niejako poza samym twórcą czyli: na tzw. duch czasu, uwarunkowania społeczne zarówno jej tworzenia, jak i jej recepcji.

Zwolennicy takiej koncepcji sztuki postulują jednoznacznie, że np. muzyka nie mogłaby istnieć ani trwać względnie rozwijać się autonomicznie. Właśnie z tej perspektywy chciałbym w dużym skrócie spojrzeć na fenomen muzyki rockowej. Nie będę wdawał się w omawianie dokonań poszczególnych gigantów rocka, lecz spróbuję spojrzeć na nią z perspektywy bardziej „społecznej” oraz postaram się nakreślić jej miejsce w ogólnej tradycji muzycznej.

Przyjmuje się, że rock narodził się w latach 40. XX wieku w USA z połączenia bluesa i conutry. W latach 50 zaczęto już powszechnie grywać skoczne rock&rolle w dynamicznych, często hałaśliwych aranżacjach. Podobnie jak jazz, rock&roll (być może to jest lepsza nazwa) stawał się z czasem elementem tzw. folkloru miejskiego. Od jazzu różniła go prostota rytmu oraz prostsza struktura harmoniczna. Liczyła się dynamika, głośność i ekspresja. Mniej wówczas stawiano na biegłość instrumentalną oraz zdolność improwizacji.

Grano początkowo w skromnych składach: perkusja, bas i gitara. Charakterystyczne dla rocka było to, że gitarzysta był na ogół jednocześnie wokalistą, autorem tekstów oraz kompozytorem. Jakkolwiek jazz był utożsamiany z czarną społecznością, tak rock&roll zdawał się być bardziej „zdystansowany” rasowo.

Wraz z rock&rollem na świat przychodzi pierwsza megagwiazda pop kultury - idol młodego pokolenia: Elvis Aron Presley - niekwestionowany symbol wyzwolenia obyczajowego oraz buntu. Sam wychowany na muzyce gospel – w duchu której wzrastał śpiewając jako młody chłopak w czarnych kościołach w Memphis – szybko zyskał sławę milionów fanów zyskując również uznanie u czarnych Amerykanów. Obdarzony wspaniałym głosem – który nie zawiódł go do samej śmierci – wychodził na scenę w ekstrawaganckich strojach, a podczas śpiewu wykonywał prowokujące - jak na tamte czasy - ruchy biodrami, które młodemu pokoleniu kojarzyły się jednoznacznie z rewolucją seksualną, a wśród starszych wywoływały ostrą dezaprobatę. Silne kontrowersje w konserwatywnej Ameryce dodatkowo podsycał obrazoburczy związek Króla rock&rolla z piętnastoletnią dziewczyną, co nawet z dzisiejszej perspektywy wydaje się być nader szokujące.

Lata 60. ubiegłego stulecia to bardzo burzliwy okres w historii USA – okres gwałtownych przemian społecznych. Psychoza zimnej wojny i wynikające z niej zaangażowanie USA w „brudną” wojnę w Wietnamie eskalowało postawy buntu wobec władzy. Ruch „dzieci kwiatów” staje się wyrazem tęsknoty młodego pokolenia za ideą wolności i pokoju nie tylko w Ameryce. The Doors śpiewają o „końcu – jako jedynym przyjacielu”, Jimmy Henrdrix – oprócz tego ,iż rewolucjonizuje technikę gry na gitarze - dokonuje podczas legendarnego festiwalu Woodstock spektakularnej trawestacji hymnu narodowego USA, co w kontekście silnego przywiązania społeczeństwa amerykańskiego do narodowości wartości i symboli– odebrane zostaje niemal jako profanacja i podeptanie amerykańskiego common sense. Należy chyba zgodzić się z tym, że rock&roll miał wydźwięk nieco anarchistyczny i stanowił wyraz utraty zaufania do państwa jako takiego i jego instytucji. Podobne zjawisko daje się zauważyć na naszym rodzimym podwórku – chociażby w kontekście fenomenu, jakim bez wątpienia był festiwal w Jarocinie. Myślę, że w analizach na temat erozji komunizmu w Polsce rola polskiego rocka jest nadal zdecydowanie niedoceniana. Jak bowiem w PRL-u „kraju szczęśliwości” Czesław Niemen śmiał zaśpiewać, że „dziwny jest ten świat”, a zespół Lady Pank z ironią i w nieco zakamuflowany sposób skwitował perspektywy rozwoju młodego pokolenia w słowach „jesteś wart mniej niż zero”?

W sensie muzyczno-estetycznym muzyka rockowa przeszła – podobnie jak inne gatunki - zauważalną rewolucję. W lata 60. XX wieku rodzi się fusion. Rock „zaraża się” od jazzu wirusem improwizacji. Jazzmani z kolei „zapożyczają” rockowe brzmienie. Powstają kilkunastominutowe suity z rozbudowanymi partiami solowymi. Granice gatunków zacierają się. Rock&roll staje się więc w efekcie wspólnym dziedzictwem ludzkości z uwagi na swoją kulturotwórczą rolę w życiu społeczeństw Zachodu i nie tylko.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć, iż tacy polscy artyści jak: wspomniany Cz. Niemen, SBB czy chociażby Exodus z Władysławem Komendarkiem w składzie współtworzyli z sukcesem w niełatwych czasach Rockowego Ducha Wolności wychodząc ze swoją twórczością poza granice Polski.

Jeśli chcecie jak uczestnicy legendarnego Woodstocku lat 60., czy chociażby jak filmowi bohaterowie musicalu M. Formana „Hair”, uczestniczyć w swoistej celebracji Rockowego Ducha Wolności i na chwilę wyjść ze schematów życia codziennego, to powinniście przybyć na koncert ANTYDEPRESANT. Gorąco polecam!


foto: last.fm
tekst: Szymon Maciejewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości