Reklama

Rozmowa z położną Jeannette Kalyta, która odwiedziła oddział położniczo-ginekologiczny w Szpitalu Po

Zespół Opieki Zdrowotnej Szpitala Powiatowego w Sochaczewie
03/03/2014 12:09

Czy zawsze chciała pani zostać położną?

– Pomysł zrodził się w klasie maturalnej. Ale nie chciałam być taką położną jakie często spotykałam podczas szkolnych praktyk i na początku mojej pracy. Często zachowanie położnych i lekarzy w stosunku do pacjentek wydawało mi się nieludzkie.  Zdaję sobie sprawę, że od tamtych czasów dużo się zmieniło i nadal zmienia,  kobieta rodząca coraz rzadziej  traktowana jest przedmiotowo. Niestety są jeszcze w Polsce szpitale, gdzie kobieta rodzi leżąc płasko na plecach. Scenariusz każdego porodu, pod dyktando personelu medycznego, wygląda tak samo. Podczas parcia przygina się rodzącej głowę do klatki piersiowej a zgięte nogi wciska niemal pod pachy i każe się jej przeć wbrew sile grawitacji. Bywają też miejsca, gdzie kobieta nadal nogi ma przywiązywane do podnóżków łóżka. O porodzie w innej pozycji; na boku, w kucki, czy takiej gdy rodząca klęczy na kolanach, nie ma mowy. Położne i lekarze twierdzą, że nie mają wtedy kontroli nad sytuacją. A tak naprawdę, wynika to po prostu z braku doświadczenia i niechęci  otwierania się na inne możliwości. O porodzie do wody nawet nie ma co wspominać, dla personelu nieobeznanego z tematem, brzmi to jak herezja. Dlatego uważam, że nadszedł czas na zmiany.

Jak ocenia pani przygotowanie oddziału położniczego w sochaczewskim szpitalu?

– Cieszę się, że wasz szpital chce brać udział w tych  zmianach. Widziałam nowoczesny sprzęt. Sale porodowe  są piękne, duże, funkcjonalne i przede wszystkim pojedyncze, co zapewnia komfort i intymność rodzącej. Zainteresowało mnie pomieszczenie z napisem na drzwiach „Pokój laktacyjny”, to rzadkość w naszych szpitalach. Niektóre kobiety krępują się przy  odwiedzających  karmić piersią, czy korzystać z laktatora. Wolą  pozostać w bardziej intymnych warunkach i należy im to ułatwić. Pozostaje jeszcze przeszkolenie personelu i zapoznanie z nowoczesnymi  technikami przyjmowania porodów wg standardów opieki okołoporodowej, to moim zdaniem  kolejny niezbędny krok w trakcie dokonywania zmian.


O czym jest pani książka „Położna. 3550 cudów narodzin”?

Reklama


 Od początku miałam pomysł, by książka była przeplatana moją biografią zawodową. Chciałam pokazać co zmieniło się w położnictwie przez ostatnie ćwierć wieku, ale też bardzo zależało mi na przekazaniu rzetelnej wiedzy o porodzie, nie tylko tej medycznej. Chciałam uchwycić tą niezwykłą atmosferę panującą w trakcie jego trwania, ten koktajl emocjonalny w którym kąpią się wszyscy uczestnicy (położna również). Mam nadzieję, że czytelnik pozna nasz zawód z zupełnie innej strony, przez pryzmat emocji. Liczę na to, że zainteresuje także położne i lekarzy.

Na polskim rynku nie ma takiej pozycji. Chciałabym, żeby przeczytały ją kobiety, które rodziły w trudnych czasach PRL-u, rodzące na przełomie wieków, kobiety w ciąży a także te, które potomstwo mają dopiero w planach. Jestem przekonana, że sięgną po nią także panowie, poświęciłam im w mojej książce sporo miejsca, gdyż nie mają żadnych wzorców, są pierwszym pokoleniem mężczyzn towarzyszących przy porodzie. Niejednokrotnie nie wiedzą jak reagować, w trakcie dynamicznie zmieniającej się akcji porodowej. Wspólny poród nie jest modą, to szansa  na umacnianie nowo powstających więzi pomiędzy dzieckiem i rodzicami.

Reklama

 

Które porody utkwiły pani najbardziej w pamięci?

– Najwspanialsze są te porody, które zapisują się w pamięci rodzącej jak wspaniała podróż prowadząca do spotkania z dzieckiem. Mam wtedy satysfakcję, że moja praca w szkole narodzin zaowocowała. Oczywiście trudno wymazać ze wspomnień sytuacje, które z różnych powodów były dla mnie przełomowe, ale nie uchylę rąbka tajemnicy. Odsyłam państwa do przeczytania mojej książki.  

 

Jak odniesie się pani do mody na cesarskie cięcie?

– Według mojej wiedzy i praktyki decyzja o takim rozwiązaniu ciąży najczęściej podyktowana jest lękiem ciężarnej. Strach przed bólem porodowym popycha kobiety do szukania dróg na skróty. Wolą poddać się operacji, niż uwierzyć w to, że od początku istnienia ludzkości ich ciała są  zaprogramowane na poród siłami natury. Szkoła rodzenia to świetne miejsce, aby oswoić lęk,  można porozmawiać  z położną i zmierzyć się z tym, czego się boimy.

Reklama

Dwa lata temu, na kongresie dla położnych "Nowoczesne praktyki w położnictwie i neonatologii" we Wrocławiu zobaczyłam wielki slajd: „Kobieta ma prawo wyboru, ale dziecko ma prawo do zdrowia.” Prof. R. Lauterbach powiedział: "Cięcie cesarskie jest tą cudowną metodą, która pozwala ratować życie i zdrowie rodzącego się dziecka. Jednakże nadużywanie tej metody porodu, niezgodnej z naturą i fizjologią człowieka, może powodować pewne komplikacje, które w sposób istotny wpływają na stan naszego zdrowia w ciągu całego życia."Z tymi słowami trudno dyskutować. Najnowsza wiedza mówi, że stres, jaki w tym momencie przeżywa dziecko, jest w stanie zmienić mu immunologię. Najwięcej silnych alergii występuje u dzieci po cięciu cesarskim! Czyli wyjście łatwe i wygodne dla matki wcale nie jest bezpieczne dla malucha.

Dzieci, które przyszły na świat drogami natury lepiej reagują na stresy, w dorosłym życiu łatwiej podejmują decyzje, są bardziej konsekwentne w działaniu, mają lepszy kontakt ze swoim ciałem,  nie boją się dotyku, wchodzą bez problemu w relacje z otoczeniem. Rodzice powinni zdawać sobie sprawę, że opieka nad noworodkiem po cięciu cesarskim na życzenie, polega na odpowiedniej stymulacji dziecka, by nadrobić deficyty wynikające z braku  bodźców którym dziecko podlega w trakcie porodu.              

Reklama


Czy zapracowane mamy nie mają czasu na rodzenie?

– Tak, to prawda. Kobiety obciążone są w dzisiejszych czasach wieloma obowiązkami. Dom, praca, kariera, szybkie tempo życia. Ciężarnym często trudno jest zwolnić to zabieganie, a tu nagle ktoś każe im rodzić przez kilkanaście bolesnych godzin. Ludzie żyjący w XXI wieku są przyzwyczajeni do tego, że każdy rodzaj bólu likwidowany jest tabletką lub zastrzykiem. W dobie lotów kosmicznych i przeszczepów różnych organów, czasem trudno zaakceptować bolesny poród.

 
Czy powróciła moda na porody w domu?

– Przez wiele lat przyjmowałam porody w domach, lecz ze względów logistycznych, od czterech  lat tego nie robię. Przyznaję, jest wiele kobiet zdecydowanych wręcz  zdeterminowanych, aby urodzić w swoim domu. Jeśli decyzja jest gruntownie przemyślana a przyszłą mamą opiekuje się doświadczona  położna, to taki poród zapewnia rodzącej duże poczucie bezpieczeństwa. Żałuję, że zlikwidowano tzw. izby porodowe, które były prowadzone przez położne. Zasady kwalifikacji były proste; zdrowa kobieta, zdrowa ciąża, zdrowe dziecko.

Reklama

Niestety po ich likwidacji, cud narodzin przeniesiono do szpitali, które wszystkim kojarzą się z chorobą i cierpieniem, rodzącym także. Już od wejścia pacjentce  rodzącej zakłada się historię choroby, i wprowadza się ja do zimnej, nieprzytulnej sali zabiegowej,  co natychmiast działa niekorzystnie na jej podświadomość i generuje powikłania. Dlatego tak ważne są warunki w jakich przychodzą na świat nasze dzieci. Udomowienie sal porodowych to dopiero pierwszy krok w kierunku poprawienia samopoczucia  naszych rodzących, jeszcze długa droga przed nami, najtrudniej zmienić ludzkie nawyki.

– Korzystając z okazji chciałam podziękować panu Przemysławowi Gaikowi. To dzięki jego uprzejmości miałam możliwość odwiedzić  sochaczewski  szpital. Usłyszałam o dalszych planach Starostwa Powiatowego dotyczących rozwoju nie tylko oddziału ginekologiczno-położniczego, ale także całego szpitala. Dziękuję także za możliwość rozmowy z położnymi pełniącymi tego dnia dyżur.

Reklama

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości