Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad kwestią związków, dlaczego są, a raczej dlaczego tak szybko się rozpadają….?
Dlaczego ludzie, kiedyś wiązali się na całe życie – na dobre i złe, a dziś rozstają się po paru miesiącach/latach?
Wystarczy rozejrzeć się po znajomych, czy rodzinie, żeby rzec, że coraz mniej wokół nas par z długim stażem, zwłaszcza tych ze średniego i młodego pokolenia. Małżonkowie długodystansowi, to dzisiaj ginący gatunek. Czy taki model związku jest jeszcze dla ludzi atrakcyjny? Czy w ogóle możliwy?
Kiedyś zapytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą ponad 50 lat? Odpowiedzieli: „…urodziliśmy się w czasach, kiedy, jak się cos psuło, to się naprawiło, a nie wyrzucało do kosza”. Starsza Pani, na pytanie: „jakie wady ma Pani mąż” , odpowiada: ‘mój mąż ma tylko jedną, najgorszą wadę – wadę wzroku”.
50 lat? To niemożliwe! W naszych czasach, w dobie facebooka, twittera i innych portali – nie da rady! Kiedyś dzieciństwo i wiek dorastania, to był czas na spędzanie z dziećmi, przyjaciółmi na dworze, w plenerze, na wycieczkach rowerowych i innych niezliczonych rzeczach, które robiło się razem, wspólnie. Łatwość i dostępność towaru w XXI wieku spowodowała, w ludzkiej świadomości, to, że nikomu nie chce się walczyć o tę jedyną osobę, mimo problemów. Po co się męczyć, jak można zaraz mieć coś nowego, bez starania się i naprawiania… Świat stanął na progu przepaści. Media i nasz rząd, każdego dnia prześcigają się w czarnych diagnozach, które ukazują powszechny upadek społecznych norm. Słowem – nie ma pracy - nie ma miłości, tak więc niczego nie będzie…
Rozstanie, to już chyba największy paradoks naszych czasów. A przecież żyjemy teoretycznie w świecie, w którym nie cierpimy z głodu i zaspokojenia podstawowych potrzeb, a jednak mimo tego, jak nigdy dotąd, czujemy się samotni i nieszczęśliwi. Codziennie mamy nieskończenie wiele możliwości zainicjowania znajomości, a mimo to, utrzymanie kontaktu staje się nie lada wyzwaniem. Przeskakujemy „z jednego kwiatka na drugi”, szukając odpowiedniego partnera, lub partnerki. Coraz trudniej nam jest żyć w bliskich relacjach, dlaczego tak jest? Przecież bardzo pragniemy miłości, aż po grób. Dziś drobne sprawy, drobne problemy rozwalają związki i małżeństwa, pary nie potrafią w ogóle ze sobą szczerze rozmawiać. Coraz częściej obserwuje wśród swoich bliskich i znajomych zjawisko jakim jest rozwód, czy separacja………
W każdym zdrowym związku potrzebne są kłótnie, wtedy poznajemy się najlepiej, w końcu kłótnia to też rozmowa. Ważne jest, by na końcu każdego nieporozumienia i wymiany zdań dojść do jakiegoś sensownego kompromisu, nie dla „świętego spokoju”, nie „dla zasady”, że kobiecie się ustępuje, tylko dla dobra obydwu stron. Rozstanie jest dla mnie ucieczką od problemu, to typowy akt tchórzostwa. Faktem, jest, że nie każde relacje i sprawy da się naprawić i posklejać do kupy, nie wszystkie wyrządzone krzywdy da się zapomnieć, ale to akurat oddzielny temat do debaty, tu w grę wchodziłyby, mówiąc otwarcie – patologie.
Nie twierdzę, że tak (źle), jest w każdym związku. Wśród nas, znajdą się i tacy, którzy od samego początku dbają o spójne relacje, ulepszają swój związek każdego dnia, wychodząc wszelkim problemom naprzeciw, nie patrzą na to, co powiedzą inni, po prostu żyją dla siebie, ale takich „danych statystycznych” jest bardzo mało….
Czasami naprawdę żałuję, że żyję w tej epoce, w czasach braku poszanowania dla drugiego człowieka, poszanowania godności, braku współczucia i ZAUFANIA, kłamstwa, obłudy i materializmu, które zalewają nas jak lawina z każdej strony. Kiedyś nie było tak rozwiniętej technologii medialnej, nie było smartfonów i tabletów, życie toczyło się wolniejszym tempem, nie było tylu pokus. Ludziom wówczas żyło się zdecydowanie lepiej, mieli czas DLA SIEBIE, szanowali się nawzajem, potrafili też docenić każda sekundę bycia razem. Szkoda, że te czasy już nie wrócą……
Większość naszego społeczeństwa, to typowi indywidualiści, którzy żyli, żyją i będą żyć według własnego schematu i własnych zasad. Jesteśmy przekonani, że nasz obraz rzeczywistości jest jedyny, nie dopuszczamy nawet myśli, by coś zmienić i przejść na kompromis. W ten sposób nie widzimy miejsca dla swojego partnera/ partnerki oraz jego przyzwyczajeń i sposobu na życie. Dlatego też tak często dochodzi do kłótni. Kłócimy się o rzeczy błahe, a potem nie potrafimy przebaczyć, przyznać się do błędu. Lepiej machnąć ręką na wszystko, ale czy to jest jakieś wyjście? Zagłębiamy się tylko w poczucie niezadowolenia, i na tym się kończy.
Czy naprawdę tak trudno poświecić się dla drugiej osoby?
Związek wymaga poświeceń. Nie należy tylko brać, trzeba również dawać. Przecież „do tanga trzeba dwojga”. Związek zawsze tworzą dwie osoby, a każda ze stron jest równie ważna. Jeżeli zapomnimy o sobie, o własnych wartościach - pokażemy, że nie szanujemy siebie, a jeśli tak jest, to znaczy, że nie będziemy potrafili też kochać drugiej ze stron.
Przeglądając facebooka, widzę, że dużo mówimy o miłości i o tych wartościach, które nadają życiu sens. Wielu z nas, pisze i udostępnia mądre życiowe posty, ale ilu z Was wyrzucało do kosza czyjeś łzy, poczucie winy, cierpienie drugiej osoby…? Łatwo jest lajkować słowa, które niosą ciepło, słowa, niosące jakieś przesłanie, czy aforyzm. Pięknie cytować złotą myśl…a we własnym domowym ognisku odtrącamy partnera/partnerkę, bo przestał się starać, bo nie naprawił cieknącego kranu, bo przestał nas wspierać, bo…………………… no właśnie, takich „bo” znalazło by się bardzo dużo. Nasi rodzicie, czy dziadkowie, takie słowo „bo” wrzucali do kosza, „bo mimo burz, z woli dusz, ja Cię kocham, no i już” (cyt. Adrianna Biedrzyńska – „Z woli dusz”).
Może mało jeszcze wiem, może za mało jeszcze przeżyłam, ale wydaje mi się, że miłość wymaga DORZUCENIA DO PIECA. Trzeba ciągle się nawzajem zaskakiwać, zmieniać się dla siebie i rozwijać, bo w przeciwnym razie wszystko wygaśnie…. Takiej miłości, pełnej wzajemnego ciepła i wsparcia życzę Wszystkim, którzy w tym momencie czytają ten artykuł (również i sobie).
Jeśli macie ochotę, to zapraszam do dyskusji w tym temacie. Jestem ciekawa Waszej opinii…. :-)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
dokladnie. albo sytuacja z zycia wzieta: "- no co ty chajtasz sie??? - taaa laska chece a w czym porblem zawsze mozna sie rozwiezc nie?" "fajny ma samochod, ojciec bogaty to sie ochajtam" - a pozniej przychodzi proza zycia. ablo: znaja sie od 4 lat, oni w wieku 24-25... chlopak lubi poimprezowac i nie kryje sie z tym... chajtają sie... mija 5 lat .. wiadomo on lubi sobie wyjsc, ona o tym wiedzialas przeciez, nie kryl tego... w koncu pęka... i awantura, on nie wie o co chodzi ona sie czepia... spotykamy sie w sądzie... oczywiscie od poczatku to jej sie nie podobalo ale byl przystoiny,., jajkos to bedzie...
Kacperskyy - pewnie, że każdy marzy o takiej miłości, ale takiej nigdy już nie będzie. Prawda jest taka,że idziemy na łatwiznę z każdej strony i tego uczymy naszych dzieci. Nie potrafimy ze sobą porozmawiać "face to face", nawet 5 minut. Najprościej napisać smsa i pogadać przez telefon itp. Nigdy nie będzie już tak jak było - zgadzam się z tym i o tym też napisałam w powyższym artykule. Nie ma sensu cofać się 50 lat wstecz, bo prawdziwej miłości po prostu nie ma i nie będzie.... czasy się zmieniły to i ludzie się zmienili.... wiadomo!
Gdyby to było takie proste, że porozmawiamy, wypracujemy kompromis i sprawa załatwiona. Nikt nie rozwodzi się dla kaprysu, z powodu przysłowiowej notorycznie nie opuszczanej klapy od sedesu. Rozwód nie jest ani miły, ani tani, nie da też się przeprowadzić go szybko, jeżeli jest konflikt. Kto to przeżył, wie najlepiej. Wie, jakich środków użył, żeby w jego małżeństwie było dobrze i żeby nie dopuścić do rozwodu. Wie także, gdzie przechodzą granice, po których przekroczeniu nie może być mowy o istnieniu związku, małżeństwa. Nie zawsze zostawanie ze sobą ze względu na dzieci jest rzeczywiście dla nich korzystne. Kiedyś ludzie przeżywali w małżeństwach całe życie nie dlatego, że im było ze sobą dobrze, że się kochali do przysłowiowej grobowej deski, czy że ze sobą dużo rozmawiali (aczkolwiek takie sytuacje pewnie się zdarzały, jak i teraz maja miejsce). Kiedyś kobietom (często wielodzietnym, niewykształconym i niepracującym) było trudniej odejść od męża, często jedynego żywiciela rodziny, nawet jeżeli je zdradzał czy znęcał się nad rodziną, bo to on był panem sytuacji. Rozwód też był nieakceptowany społecznie, a kobieta często nie otrzymywała wsparcia we własnej rodzinie (a wprost przeciwnie, była napiętnowana). Nie można stawiać znaku równości pomiędzy związkiem długoletnim a szczęśliwym.
jak to dlaczego? konsumpcyjny tryb zycia, wszystko dązy do upraszczania sobie zycia, tak ucza w szkole, testy, wybor a albo b albo c... technologia jednego klikniecia i masz wszsytko,, samochody co same jezdza, co pokazuja same co jest z nimi nie tak... kur... ludzie! oduczyliscie dzieci rozwiazywania problemow, wskazaliscie kierunek "łatwo szybko i przyjemnie" tindery, randki.pl i inne gdzie co godzine mozesz miec nowa jak ci nie wyjdzie z poprzednia lub troche marudzila.... ŁATWOSC ZMIAN, WYBORÓW, OGOLNA DOSTEPNOSC DO WSZYSTKIEGO.... sami na to sobie zapracowaliscie.. a ty dziwisz sie jak nasze matki ze corka zalozyla mini... takie czasy nadeszly i takie typy zwiazkow... mazysz o milosci az do grobowej deski.. cofnij sie 50 lat wstecz.
Smutne to...Ja tez niestety widzę coraz więcej rozbitych małżeństw, ludzie odchodzą od siebie tak szybko. Przysięgę składają przy ponad 100 osobach a później okazuje się że to nic nie warte słowa. Znam też małżeństwa które przetrwały bardzo poważne kryzysy, ale większość z nich to ludzie mający wyższe wartości dlatego potrafili wzbić się ponad swoją rację, przyjąć cierpienie. Podziwiam te osoby, sama nie wiem czy byłabym do tego zdolna. Ale podziwiam bo wiem jak cenna taka postawa ojca czy matki jest dla dzieci które często o tych kryzysach nie wiedzą, ale mają przy sobie oboje rodziców i w mniejszym stopniu są narażone na rozwód czy porzucenie drugiej osoby.
dokladnie. albo sytuacja z zycia wzieta: "- no co ty chajtasz sie??? - taaa laska chece a w czym porblem zawsze mozna sie rozwiezc nie?" "fajny ma samochod, ojciec bogaty to sie ochajtam" - a pozniej przychodzi proza zycia. ablo: znaja sie od 4 lat, oni w wieku 24-25... chlopak lubi poimprezowac i nie kryje sie z tym... chajtają sie... mija 5 lat .. wiadomo on lubi sobie wyjsc, ona o tym wiedzialas przeciez, nie kryl tego... w koncu pęka... i awantura, on nie wie o co chodzi ona sie czepia... spotykamy sie w sądzie... oczywiscie od poczatku to jej sie nie podobalo ale byl przystoiny,., jajkos to bedzie...
Kacperskyy - pewnie, że każdy marzy o takiej miłości, ale takiej nigdy już nie będzie. Prawda jest taka,że idziemy na łatwiznę z każdej strony i tego uczymy naszych dzieci. Nie potrafimy ze sobą porozmawiać "face to face", nawet 5 minut. Najprościej napisać smsa i pogadać przez telefon itp. Nigdy nie będzie już tak jak było - zgadzam się z tym i o tym też napisałam w powyższym artykule. Nie ma sensu cofać się 50 lat wstecz, bo prawdziwej miłości po prostu nie ma i nie będzie.... czasy się zmieniły to i ludzie się zmienili.... wiadomo!
Gdyby to było takie proste, że porozmawiamy, wypracujemy kompromis i sprawa załatwiona. Nikt nie rozwodzi się dla kaprysu, z powodu przysłowiowej notorycznie nie opuszczanej klapy od sedesu. Rozwód nie jest ani miły, ani tani, nie da też się przeprowadzić go szybko, jeżeli jest konflikt. Kto to przeżył, wie najlepiej. Wie, jakich środków użył, żeby w jego małżeństwie było dobrze i żeby nie dopuścić do rozwodu. Wie także, gdzie przechodzą granice, po których przekroczeniu nie może być mowy o istnieniu związku, małżeństwa. Nie zawsze zostawanie ze sobą ze względu na dzieci jest rzeczywiście dla nich korzystne. Kiedyś ludzie przeżywali w małżeństwach całe życie nie dlatego, że im było ze sobą dobrze, że się kochali do przysłowiowej grobowej deski, czy że ze sobą dużo rozmawiali (aczkolwiek takie sytuacje pewnie się zdarzały, jak i teraz maja miejsce). Kiedyś kobietom (często wielodzietnym, niewykształconym i niepracującym) było trudniej odejść od męża, często jedynego żywiciela rodziny, nawet jeżeli je zdradzał czy znęcał się nad rodziną, bo to on był panem sytuacji. Rozwód też był nieakceptowany społecznie, a kobieta często nie otrzymywała wsparcia we własnej rodzinie (a wprost przeciwnie, była napiętnowana). Nie można stawiać znaku równości pomiędzy związkiem długoletnim a szczęśliwym.