Często na łamach naszej gazety piszemy o bezsilności wobec mieszkańców, właścicieli różnych firm, beztrosko wyrzucających swoje śmieci do lasu, na posesje innych, na obrzeża miasta. Szkoda im kilkudziesięciu złotych na rachunek za wywóz odpadów, nie żal natomiast wspólnego dobra, które niszczą.
Sąd nie pobłaża
Okazuje się jednak, że nie wszyscy pozostają bezkarni. W sochaczewskim sądzie zapadały już wyroki skazujące za podrzucanie śmieci. Jeden z nich dotyczył mieszkańca gminy Teresin, który odpady gruzu i szkodliwego eternitu wywiózł na łąkę sąsiada. Sprawa znalazła swój epilog w sądzie i sprawca czynu otrzymał grzywnę 2 tys. zł oraz pokrycie kosztów sądowych w wys. 300 zł.
Drugie zdarzenie miało miejsce na terenie leśnym leżącym na pograniczu Kozłowa Biskupiego i Sochaczewa. W kwietniu tego roku pojawiło się tam pięć worków foliowych śmieci. Ponieważ teren należy do Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kozłowie, sprawa trafiła na policję. Po dokumentach znajdujących się wśród odpadów policja dotarła do właściciela śmieci, który, jak się okazało, przywiózł je kawał drogi, spoza powiatu sochaczewskiego. Sąd i tym razem nie miał wątpliwości co do winy oskarżonego i orzekł dwa tysiące grzywny oraz nawiązkę w wys. 1240 zł na rzecz RSP w Kozłowie Biskupim, która dokonała rekultywacji zaśmieconego terenu.
Ciekawostką w tej sprawie jest fakt, że policja wnioskowała o ukaranie sprawcy grzywną w wys. 200 zł, sąd jednak uznał, że to zbyt niska kara w stosunku do popełnionego czynu. Wiceprezes Sądu Rejonowego w Sochaczewie, sędzia Jacek Woźnica przypomina, że kara za tego typu wykroczenie wynosi do 5 tys. zł, ale nie mniej niż 2 tys.
Te dwa przykłady pokazują, że sochaczewski wymiar sprawiedliwości bez pobłażania traktuje ludzi beztrosko zaśmiecających okolice. Trzeba tylko determinacji, aby znaleźć winnego.
Kolejna sprawa do rozwikłania
Taką determinacją z całą pewnością wykazuje się nasz czytelnik, zapalony wędkarz, który od dłuższego czasu obserwuje i dokumentuje to, co dzieje się w Mistrzewicach w gm. Młodzieszyn, tuż nad brzegiem Bzury. Na sporym terenie, przylegającym do rzeki, co kilka dni pojawiają się nowe sterty śmieci. Po jakimś czasie śmieci giną w wykopanym wcześniej dole. Dół zostaje zasypany, zarasta trawą i tyko w niektórych miejscach wystają spod ziemi kawałki gruzu, metalowe elementy, fragmenty foli, które przecież nie rozłożą się w ziemi, zostaną w niej na setki lat.
Jak twierdzi nasz czytelnik, kiedy woda przybiera, zalewa ten teren, a szkodliwe substancje z nagromadzonych w ziemi odpadów spływają do rzeki. Już nieraz wędkarz był zmuszony wdychać przykre zapachy w tym miejscu i patrzeć, jak w wodzie pojawiają się kolorowe smugi z zanieczyszczeń. W jednym ze wskazanych nam miejsc znajduje się wyraźnie wyjeżdżona dróżka wprost do rzeki. Być może w tym miejscy wylewane jest szambo lub inne nieczystości. W zeszłym tygodniu, podczas wizji lokalnej w Mistrzewicach, znaleźliśmy stertę śmieci i wykopany w pobliżu kolejny dół, do którego prawdopodobnie trafią odpady.
Wątpliwe, aby mieszkający we wsi ludzie nie widzieli i nie słyszeli niczego. Czy brakuje im determinacji, aby wskazać winnych? Przecież żeby wykopać tak wielki dół potrzebna jest koparka, a śmieci trzeba przywieźć samochodem lub ciągnikiem. Nasz czytelnik postanowił więc sam zadziałać. Zgłosił się do starostwa powiatowego i powiadomił naszą redakcję, aby zapobiec dalszej dewastacji tego terenu. Sprawa jest w toku, a my będziemy do niej wracać.
Zadziwia pomysłowość ludzka w używaniu sposobów na pozbycie się śmieci. A przecież jest to takie proste. Wystarczy mieć pojemnik i płacić rachunki za jego wywóz. I nikt nie uwierzy, że w dzisiejszych czasach właścicieli posesji stać na okazały dom, a nie stać na kilkadziesiąt złotych należności. Może więc trzeba wrócić do pomysłu powszechnego podatku za śmieci, ale to już oddzielny temat.
Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze