Z Mariuszem Gołaszewskim, ekonomistą, ekspertem w dziedzinie finansów samorządów, prezesem zarządu firmy doradczej Dragon Partners, rozmawia Jolanta Sosnowska.
Czym są tak naprawdę obligacje komunalne?
Obligacje komunalne są nowoczesnym odpowiednikiem kredytu, jaki bank udziela samorządowi. Nie sprzedaje się ich na wolnym rynku osobom fizycznym, ich nabywcą jest bank, silny i pewny partner.
Obligacje są dziś dla samorządów bardziej prestiżowym instrumentem finansowym niż kredyty. To produkt dla lepszych samorządów, które są w stanie uzyskać wiarygodność w oczach kilkunastu czołowych banków, które w Polsce zajmują się emisją obligacji.
W czym obligacje są lepsze od kredytów?
Obligacje mają niższe oprocentowanie niż kredyty, marże bankowe przy emisji tych papierów są korzystniejsze dla samorządów niż w przypadku pożyczek. Obligacje mają też drugą zaletę można ich wykup kształtować w wygodny dla samorządu sposób. Przy kredycie banki żądają konkretnych zabezpieczeń, np. weksla in blanco, a przy obligacjach nie stosuje się żadnych tego typu instrumentów. Gwarantem wykupu papierów jest stabilny finansowo samorząd, pewny płatnik. W krajach Europy zachodniej samorządy mniej więcej w 80 proc. finansują się za pomocą obligacji.
W Polsce obligacje też stają się chyba popularne?
Tak. Z około 2800 polskich samorządów ponad 600 wyemitowało już obligacje. Nie każda jednostka może sobie na to pozwolić, nie ma wystarczającego potencjału, by zyskać pozytywną opinię ekspertów bankowych. W ostatnich dniach decyzja o obligacjach zapadała w Ząbkach, a w ostatnią fazę wchodzą rozmowy naszej firmy z samorządem Płocka.
Są jeszcze jakieś pozytywy obligacji?
Obligacje, w przeciwieństwie do kredytu mają jeszcze jedną zaletę. Wprawdzie do obsługi obydwu instrumentów wybiera się bank, robi to się w otwartym postępowaniu przetargowym, ale przy obligacjach miasto nie musi podpisać umowy z wybranym oferentem. Gdy ogłaszamy przetarg na kredyt i wpłynie tylko jedna, zdaniem władz miasta niezbyt korzystna oferta, i tak trzeba z bankiem zawrzeć umowę. W przypadku obligacji nie ma takiego obowiązku, można postępowanie uruchomić od nowa albo negocjować warunki.
Może Pan wyjaśnić co to znaczy, że obligacje są tylko dla najlepszych samorządów?
Samorząd musi być wiarygodny finansowo w oczach banków, w przeciwnym razie żaden nie wyemituje obligacji. Po co bank miałby współpracować ze źle zarządzanym miastem, o wątpliwej kondycji finansowej, narażać się na straty?
Jaka jest zatem sytuacja finansowa miasta?
Sochaczew należy do 20-25 proc. najlepiej zarządzanych pod względem finansowym miast w Polsce. Mówię to jako osoba z zewnątrz, chłodno oceniająca dane finansowe i księgowe. Poziom dochodów bieżących w ciągu ostatnich trzech lat wzrósł o 24 proc., a zatem budżet miasta rósł średnio o 8 proc. rocznie. To jest bardzo dużo. Jednocześnie wydatki rosły wolniej, sięgnęły poziomu 22 proc., czyli z roku na rok poprawiała się efektywność działania samorządu. W rezultacie nadwyżka, coś co głównie decyduje o zdolności kredytowej miasta w przyszłości, wzrosła w trzy lata z 2,1 mln do 3,8 mln zł. To skok o 80 proc.
Co to oznacza?
Nadwyżka mówi o potencjale inwestycyjnym, atrakcyjności miasta dla sektora finansowego, bo on widzi, że wasz samorząd jest w stanie odłożyć pieniądze na potencjalną spłatę swoich zobowiązań.
Co ważne, nadwyżkę państwo przeznaczyliście w ostatnich latach na inwestycje, nie na spłatę zobowiązań. To też plus. Dla sektora finansów ważne jest, że Sochaczew ma możliwość generowania środków, które mogą posłużyć spłacie zobowiązań.
Niektórzy lokalni politycy zarzucają władzom miasta, że wyprzedają majątek, by finansować budżet. To prawda?
Nie. Przez ostatnie lata niespełna 1,5 proc. wydatków inwestycyjnych pochodziło z tego źródła i jest to jeden z najniższych wskaźników, jakie obserwujemy w polskich samorządach. Co więcej, po rozmowach z burmistrzem i panią skarbnik Jolantą Brzóską w kolejnych latach obniżamy ten wskaźnik jeszcze bardziej. Umożliwi nam to przede wszystkim emisja obligacji.
Czy potwierdza pan opinię, że miasto nadmiernie się zadłuża?
To nieprawda. Warto zauważyć, że ponad 80 proc. źródeł finansowania inwestycji, to środki własne miasta, nie pożyczone. Jedynie 18 złotych z każdych 100 zł wydanych na inwestycje pochodzi z kredytu i jako finansista z 13-letnim stażem powiem, że to jeden z niższych wskaźników, jakie obserwujemy w samorządach. Realizując za niemal 50 mln program inwestycyjny ratusz uniknął pułapki nadmiernego zadłużenia. Poziom zadłużenia w ostatnich trzech latach wzrósł co prawda nominalnie o 9 mln, ale w porównaniu do rosnących systematycznie dochodów miasta tzw. wskaźnik zadłużenia spadł z 40,5 proc. w 2010 roku do 38,7 proc. w 2013.
Pojawia się także zarzut, że z powodu emisji obligacji nie będziemy mogli korzystać ze środków unijnych.
To nieprawda. Miasto wciąż może pożyczać pieniądze, emitować obligacje. Jeśli więc zajdzie taka potrzeba przy pozyskiwaniu pieniędzy unijnych, będzie można to zrobić. To wszystko zostało uwzględnione podczas analizy, jaką robiliśmy przed obecną emisją obligacji.
To jaki jest tak naprawdę stan finansów Sochaczewa?
Biorąc pod uwagę wszystkie dane można stwierdzić, że Sochaczew posiada duży potencjał inwestycyjny. Bierze się on z tego, że miasto wypracowuje nadwyżki operacyjne, nie finansuje inwestycji wyprzedażą majątku, skutecznie pozyskuje środki zewnętrzne. Mieszkańcy nie muszą martwić się o przyszłość finansową Sochaczewa, oczywiście pod warunkiem, że obecna polityka zrównoważonego rozwoju będzie kontynuowana.
(sos)Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze