Odkąd sięgam pamięcią - każda Konkursowa Wystawa Twórczości Plastycznej „Sochaczewski Laur”, wywoływała wiele dyskusji. Ze strony uczestników i krytyków pojawiało się wiele nowych problemów, wiele cennych uwag i nowych pomysłów na udoskonalanie formy tej artystycznej imprezy. To wszystko prowokowało organizatorów Lauru do wprowadzania zmian w regulaminie konkursu tak, by zapewnić uczestnikom jak najszersze pole do prezentacji swojego dorobku, by nie ograniczać ich inwencji twórczej, nie zamykać drzwi ani amatorom, ani też „świeżo upieczonym” profesjonalistom...Jakiejkolwiek innowacji organizatorzy by jednak nie wprowadzili - spory o Laur nie gasły, czasem nawet wręcz rosły i zawsze pojawiało się coś nowego do „ulepszenia”. Cóż? Takie życie. Trudno jest tak wszystko ustanowić, żeby nakarmić wilka, a przy tym owcę w stanie nienaruszonym zachować. Od czterech lat mam zaszczyt borykać się z powyższymi problemami osobiście. Jako komisarz Konkursowej Wystawy Twórczości Plastycznej „Sochaczewski Laur” słucham uwag, komentarzy (czasem nieprzychylnych) i wszelkich sugestii, prowadzę dużo przyjemnych, ale też i trudnych, rozmów. Przekonałam się wówczas, że pokonkursowe dyskusje nie są sporami dotyczącymi jedynie spraw organizacyjnych Lauru, ale często również (może najczęściej nawet) są to spory o decyzje podjęte przez jury. Ba! Są to spory wręcz o sam wawrzyn! Owszem, bardzo przyjemnym wyzwaniem były dla mnie rozmowy z każdym artystą, który chciał wysłuchać uwag komisji na temat jego pracy. Zadawane przez uczestników Lauru pytania typu: „co komisję urzekło i dlaczego?” lub „jakie komisja miała zastrzeżenia wobec mojej pracy? jakie, wg jury popełniam błędy i dlaczego?” świadczą o pokorze, wrażliwości i dojrzałości artysty, o jego chęci rozwoju warsztatu plastycznego i poszerzaniu horyzontów jego świadomości estetycznej. Gdybym to ja miała przyjemność wyjaśniania jedynie tego rodzaju zagadnień i wątpliwości autorów prac konkursowych! Niestety pojawiały się również ataki w tonie: dlaczego ten?! dlaczego tak?! dlaczego nie ja, skoro to takie piękne?! wybieracie swoich! nie doceniacie prawdziwego talentu, ale jakieś bohomazy!!(z takim dosłownie zarzutem spotkałam się, jako przedstawiciel komisji), itd., itp. ... Naprawdę... chwilami brakuje sił, żeby sprostać roli krytyka, doradcy, jurora wobec tak zaciętych postaw malkontentów oślepionych blaskiem własnej twórczości. Spróbuję jednak – tym razem na piśmie – podzielić się kilkoma istotniejszymi uwagami, zastrzeżeniami i komentarzami członków komisji tegorocznego Sochaczewskiego Lauru. Zaznaczam, że są to moje osobiste komentarze, ale takie, które notowałam w trakcie obrad jury i z którymi w zupełności się zgadzam. Przypominam, że w skład tegorocznej XXVII edycji "Sochaczewskiego Lauru" wchodzili: Tomasz Chojnacki –profesor Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, Anna Osadnik – mgr sztuki, pracownik naukowy ASP w Łodzi oraz moja skromna osoba-Sylwia Zgłobicka –mgr sztuki i komisarz Konkursu) . Przede wszystkim pragnę zwrócić uwagę na uważne wczytywanie się w treść regulaminu konkursowego. Staram się formułować go jak najczytelniej i najprzystępniej. Jeśli uczestnicy konkursu napotykają w nim jakiekolwiek niejasności – zawsze służę wyjaśnieniami – telefonicznie bądź osobiście (adres i tel. podany jest w regulaminie). Tą wypowiedzią zamykam wszelkie nieporozumienia wynikłe z błędnej interpretacji zasad przyjmowania i wyboru prac do ekspozycji konkursowej. Dzieląc się uwagami Komisji, nie mogę pominąć problemu, który jako jeden z pierwszych pojawił się w czasie przeglądu prac, a mianowicie: znaczenie ramy w obrazie. Toż powinna być ona jedynie gustownym dopełnieniem dzieła - niczym zamkniecie okienną ramą widoku za szybą. Podziwiając pejzaż za oknem, nie podziwiamy przecież framugi! Zapominamy o niej, mimo, że to ona właśnie "kadruje" nam oglądany obraz. Rolą oprawy obrazu jest eksponowanie jego piękna i podkreślanie głębi, nie zaś tłamszenie go swoim ciężarem, czy zbyt bogatymi zdobieniami. Przykro mi to mówić, ale wiele atrakcyjnych obrazów gasło w "blasku" lub niknęło wobec ciężkości swojej ramy. Staraliśmy się chwilami w swojej wyobraźni "powycinać" niektóre dzieła z ich otoków tak, żeby ocenić je jak najbardziej obiektywnie. Uważam jednak, że Komisja nie powinna być stawiana przed takim przymusem ekwilibrystyki wyobrażeniowej. Dlatego też jeszcze raz uczulam na fakt, że rama obrazu ma ogromne znaczenia dla jego odbioru i oceny. Drugą radę, jakiej mogę udzielić w imieniu Komisji, kieruję do malarzy postaci, a przede wszystkim - aktów. Człowiek jest niezmiernie trudnym tematem malarskim. Trudnym zarówno pod względem "konstrukcyjnym", jak i psychologicznym. W szczególności AKT - to wielkie wyzwanie dla artysty. Brawo dla tych, którzy mają odwagę je podjąć! Sama odwaga tutaj jednak nie wystarczy. Profesor T. Chojnicki powiedział w czasie przeglądu (a ja pamiętam to przykazanie jeszcze ze studiów), że aby namalować dobry akt, należy przede wszystkim opanować zagadnienia rysunku studyjnego (nie tylko w teorii, ale głównie w praktyce), czyli najprościej mówiąc - trzeba nauczyć się rysować! Nauczyć się rysować nieprzedmioty, lecz zjawiska, które między nimi zachodzą. Drugim etapem jest gruntowne poznanie budowy ciała człowieka (nie trzeba tutaj wykonywać sekcji zwłok! -wystarczą atlasy anatomiczne) oraz baczna obserwacja postaci z natury. Kolejny komentarz dotyczący ekspozycji miał być jedynie spostrzeżeniem podsumowującym ogólny poziom prac XXVII "Sochaczewskiego Lauru" i wyjaśniającym decyzję jury. Ja pozwolę sobie jednak dodać do tego także kilka własnych dygresji, które wyrywają się wprost ze mnie po bezpośredniej konfrontacji z niektórymi uczestnikami Lauru podczas wernisażu. Zacznę od kryteriów, jakimi Komisja kierowała się przy wyróżnianiu prac. Wszystkim zapewne wiadomo, że tak pojęcia "Sztuka", jak i "Piękno" nie da się jednoznacznie zdefiniować. Dlatego też nie mogę powiedzieć, że Komisja wyróżnia "najpiękniejsze" obrazy! Wyróżnia obrazy najbardziej interesujące i dojrzałe. Konkurs polega na tym, że wyłania się na nim laureatów, czyli autorów najlepszych, najciekawszych prac, co nie oznacza, że artyści nie nagrodzeni są o wiele gorsi i przegrani! Przykro mi, że niektórzy twórcy, a także osoby "postronne" formę "Sochaczewskiego Lauru" utożsamiają ze zwykłym "wyścigiem szczurów"… To nie jest rywalizacja sportowa, lecz konfrontacja artystyczna, która wszystkim uczestnikom stwarza szansę zaistnienia (wiele nienagrodzonych prac znalazło już swoich kupców!), a przy okazji wyróżnia tych, którzy stworzyli najbardziej ujmujące Komisję dzieła. Co szczególnie ujęło komisję tegorocznego Lauru? Niezwykłość impresjonistycznego klimatu zawartego w kolorystyce i kompozycji obrazów Sylwestra Szymańskiego. Świeża wrażliwość, dynamika barwna i bogactwo środków wyrazu w obrazach Barbary Lepki i Jerzego Gmurczyka. Lekkość i wrażliwość w akwarelach (niełatwej technice) Anny Sałacińskiej i Moniki Puchalskiej. (Tutaj chciałabym sprostować, że Anna Sałacińska nie jest podopieczną instruktor Barbary Jachimowicz, ale wyrosła spod twórczych skrzydeł Moniki Boruty- Sałacińskiej - niezwykle utalentowanej, wielokrotnie nagradzanej malarki i pastelistki. Za pomyłkę zaistniałą w katalogu wystawy - bardzo przepraszam.) Komisję urzekła też ekspresja koloru, fantazja i zmysł kompozycyjny w pracach Klaudiusza Grabisny i Marty Mroczkowskiej oraz odważne, trafne operowanie plamą barwną u Maryli Beniger i mistrzostwo w subtelnym przedstawianiu pejzażu za pomocą dość ciężkiej techniki olejnej przez Stanisława Russa. Zauważyłam, że niezwykłą popularnością (nie tylko wśród jury) cieszą się obrazy artystów z Warsztatów Terapii Zajęciowej. Zastanawiałam się długo, co takiego niezwykłego jest w tych pracach? Czemu tak przyciągają? Myślę, że urok tych obrazów wynika z tego, iż wrażliwość ich autorów nie została całkowicie zasypana szarym popiołem współczesnej cywilizacji. Dla tych twórców telewizor i komputer nie są głównymi modelatorami ich wyobraźni, ich duszy. Pozostają sobą. Są szczerzy i lojalni wobec siebie i wobec nas - odbiorców. Pozbawieni są fałszywego zadęcia artystycznego, jakie często spotyka się u twórców tzw. sztuki jarmarcznej. Tworzą to, co czują i tak, jak czują. Nie są przy tym - przepraszam za wyrażenie - "kompletnymi prymitywistami"! Mają swoich fachowych instruktorów, którzy pomagają im się doskonalić. Mają przy tym również absolutny słuch malarski. Są otwarci na sugestie, rozwijają swój warsztat, ale nie zdradzają siebie, nie malują dla publiczności, tylko przede wszystkim -z wewnętrznej potrzeby tworzenia. Czym kierowała się Komisja w ocenie prac? Z pewnością kryterium nie stanowił stopień hiperrealizmu, czy dokładność w przedstawianiu tego, co malarz wie o widzianych przedmiotach. Patrząc na niektóre prace, a szczególnie po dyskusji z ich autorami, odniosłam wrażenie, że prześcigają się oni w tym, kto więcej listków namaluje na drzewie i kto dokona perfekcyjniejszej inwentaryzacji natury. Nie taką rolę winny spełniać dzieła plastyczne (co nie oznacza, że nie może się to komuś podobać). Komisja nie była w stanie pozytywnie odnieść się do tego typu obrazów. Nie była też w stanie poddać weryfikacji obrazów kopiowanych. W tym przypadku mogła jedynie ocenić i docenić kunszt i opanowany warsztat w odwzorowywaniu dzieł dawnych mistrzów. Nie mogła jednak uznać dzieła pana X za absolutnie jego dzieło, skoro jego prawowitym "ojcem" był Monet, Ślewiński, Hadziewicz, czy inni. Oczywiście, regulamin "Sochaczewskiego Lauru" nie zabraniał nadsyłania kopii, toteż obrazy te zostały przyjęte z aprobatą na Wystawę Konkursową i były podziwiane przez Komisję. Jeszcze raz jednak uczulam na fakt, iż prace odwzorowywane nie mogą być oceniane w tej samej kategorii, co prace własne, a kategorii "najlepsza kopia" w "Sochaczewskim Laurze" niestety nie przewidujemy. Tymi ostatnimi uwagami absolutnie nie chcę zniechęcać kopistów do zgłaszania swych prac na Laur, ale jeśli wśród nich są tacy, którzy wahają się czy zgłosić obraz odwzorowywany, czy własny - to zdecydowanie doradzam: WŁASNY! Z podobnym problemem w ocenianiu prac, jak w przypadku kopii, Komisja spotkała się przy dziełach naśladujących nie konkretnego autora, ale styl w malarstwie. Komisja ocenia teraźniejszość. Współczesne widzenie współczesnego świata przez współczesnego artystę! Nie urzeka jej fakt, że twórca pokaże, jak Włosi, czy Holendrzy ukazywali problem venitas w XVII wieku! To już przecież było! To znamy! Oczekujemy, że arysta pokaże nam swoje postrzeganie rzeczywistości, a nie świat Diego Velázqueza, czy Jana de Heema. Doceniamy opanowanie warsztatu malarstwa renesansowego, barokowego, czy innych. Akceptujemy inspiracje czerpane z przeszłych epok, ale nie oceniamy wiernego odwzorowywania czyjegoś stylu. Spodziewamy się ujrzeć, w jaki sposób artysta postrzega obecną otaczającą nas rzeczywistość i transponuje ją na plastyczne środki wyrazu. Jak on to widzi? Jak czuje? Jak przeżywa? Chcemy to przeżywać razem z nim! Nie sugeruję przy tym, że twórca ma, wbrew sobie, zacząć głowić się nad wymyślnie symbolicznym przekazem, czy stosować oryginalne eksperymentalne techniki. Nie. Chcemy po prostu ujrzeć jak najwięcej szczerego malarstwa - wynikającego z bacznej, wrażliwej obserwacji natury. Chcemy malarstwa odważnego, ale nie pozbawionego pewnej pokory. Chcemy oglądać obrazy zróżnicowane plastycznie, lecz nie fałszywie przedekorowane, o przemyślanej, ale nie sztampowej kompozycji. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo pojąć, czym jest "dobre malarstwo", ale równie trudno jest to wyjaśnić racjonalnymi regułami i "przepisami". Nie ma przepisu na "dobrą sztukę", ale są wskazówki, drogowskazy, sugestie…Jest warsztat, doświadczenie, ale przede wszystkim intuicja, wrażliwość, dusza i zdolność wsłuchiwania się w nią… Dlaczego ja o tym wszystkim piszę? Dlatego, że być może dzięki tym uwagom rozwieję wiele wątpliwości niektórych uczestników "Sochaczewskiego Lauru" i skłonię ich do rozmyślań…Poza tym dlatego, że i mnie i organizatorom zależy na tym, żeby ogólny poziom formy artystycznej tej imprezy był coraz wyższy (tymczasem spotkałam się z opiniami, że w tym roku nie jest on niski, ale cóż…mimo wszystko -dość przeciętny). "Sochaczewski Laur" ma tę specyficzną dla siebie cechę, że jest zróżnicowany - zarówno technicznie, tematycznie, jak i pod względem wartości artystycznych. Nie uważam tego za wadę. Być może przez sentyment, ale sądzę, że jest to na swój sposób urokliwe. Mimo to cieszyłoby mnie niezmiernie, gdyby nasz "Laur" wznosił się artystycznie coraz wyżej i wyżej. Zróżnicowanie poziomów polegałoby wówczas nie na tym, że są bardziej i mniej dojrzałe obrazy, ale na tym, że są po prostu inne i równie ciekawe. Być może nastanie taki dzień, kiedy wszystkie eksponowane prace będą różnorodne, ale jednocześnie równie dobre do tego stopnia, że wówczas forma konkursu przestanie mieć rację bytu…? Na obecną chwilę cieszmy się tym zróżnicowanym i niedefiniowalnym Pięknem, jakim obdarzają nas tegoroczni uczestnicy "Sochaczewskiego Lauru". Równolegle z wszelkimi dyskusjami, wątpliwościami, usilnymi sugestiami radykalnych zmian jego formy - zainteresowanie nim rośnie i wykracza coraz dalej poza granice Sochaczewa i Powiatu. Żywię nadzieje, że z czasem "Sochaczewski Laur" wypracuje sobie rangę Konkursu Ogólnopolskiego. Nie będzie, co prawda wówczas sensu narzucania konkursowego hasła-tematu upamiętniającego ważne wydarzenia z życia Sochaczewa (trudno bowiem wymagać wczuwania się w sochaczewską historię od mieszkańców Pomorza, Mazur czy Podkarpacia), ale niewątpliwie będzie to promocją tak dla naszego miasta, jak i regionu. "Sochaczewski Laur" trwa. Ma już 27 lat. Cieszę się, że spory wokół niego trwają i czasem się nasilają, że jest równie wielu zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników oraz teoretycznych "reformatorów" tego Konkursu…Oznacza to bowiem, że "JEDNAK SIĘ KRĘCI!"
Konkursową Wystawę twórczości Plastycznej "Sochaczewski Laur" można zwiedzać jeszcze do 7 listopada br. w Galerii Miejskiego Ośrodka Kultury w Sochaczewie, przy ul. Chopina 101. Zapraszam w imieniu własnym i Organizatorów.
Komisarz konkursu - Sylwia Zgłobicka
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze