Svalbard jest norweską wyspą w Arktyce należącą do archipelagu Spitsbergen (którego największą wyspą jest Spitsbergen Zachodni - Vestspitsbergen) wraz z kilkoma wyspami nie wchodzącymi w skład archipelagu (m. in. W. Niedźwiedzia - Bjornoya) w granicach 71° - 81° N i 10° - 35° E, 800 km na północ od Norwegii i 1100 km od Bieguna Północnego. Norwegia sprawuje pełne zwierzchnictwo nad tym obszarem na mocy Traktatu Spitsbergeńskiego z 1920 r.
Ponad 90 procent wyspy nie jest zamieszkana przez człowieka. W tym ponurym, arktycznym miejscu z dala od domu postanowiliśmy poszukać przygód. Naszym celem miała być Polska stacja badawcza PANu położona nad Zatoką Białego Niedźwiedzia. Okazało się jednak, że latem jest zbyt mało śniegu i gubernator nie wydaje pozwoleń na podróż przez obszar objęty całkowitą ochroną leżący między Longyearbyen i południową częścią wyspy.
Na wyspę najłatwiej dostać się samolotem w relacji Warszawa - Oslo, Oslo - Longyearbyen liniami lotniczymi Norwegian. Można również skorzystać z linii SAS, lecz przeloty są znacznie droższe. Niewątpliwym plusem podróżując liniami Norwegian jest fakt, że limit bagażu jaki ze sobą możemy zabrać to 50 kg. Dopłata jest niewielka i wynosi zaledwie około 90 złotych. Całkowity koszt przelotu w obie strony to około 1000 złotych przy wcześniejszej rezerwacji biletów. Linie Norwegian nie latają we wrześniu, dlatego pozostaje powrót droższymi liniami SAS ( najtańszy bilet to około 600 złotych do Oslo ).
Według prawa na wyspie każda grupa, która pragnie udać się w głąb wyspy musi otrzymać pozwolenie miejscowych władz na trekking. W praktyce jest to trudne do zweryfikowania, ale dla własnego bezpieczeństwa warto zgłosić wyjście, przedstawiając plan podróży oraz przewidywany czas powrotu.
Jeżeli chcemy przenocować przed wyjściem poza miasto, należy wiedzieć że w obrębie miasta i w promieniu 5 km od niego biwak na dziko jest zabroniony. Jesteśmy więc zmuszeni na nocleg w hotelu lub na płatnym campingu znajdującym się naprzeciwko lotniska. Koszt od osoby to 90 koron norweskich. Można się tam umyć, zjeść, ogrzać itd.
Miasteczko Longyearbyen jest małe. Znajduje się tam Uniwersytet polarny, mnóstwo sklepów sportowych i turystycznych, wypożyczalnie skuterów, nart, sanek, firmy turystyczne, hotele i cała baza dla polarników. Internet jest darmowy w hotelu oraz bibliotece uniwersyteckiej. Biuro gubernatora otwarte jest codziennie od godziny 8 do 15 z wyjątkiem soboty i niedzieli.
Broń możemy wypożyczyć w kilku sklepach. Jeden z nich otwarty jest siedem dni w tygodniu. Koszt wypożyczenia broni to 150 koron za dzień. Wystrzelony pocisk kosztuje 30 koron. Na wstępie otrzymujemy ich dziewięć. Nie jest wymagane żadne zezwolenie, ani specjalne przeszkolenie aby wypożyczyć broń. Należy mieć jedynie ukończone 21 lat. Obsługa broni jest stosunkowo prosta, ale dwa własnego bezpieczeństwa lepiej oddać choć kilka strzałów na strzelnicy. Nosząc broń musimy pamiętać o kilku bardzo ważnych zasadach: • nigdy nie celujemy do ludzi nawet gdy broń jest rozładowana • nie bawimy się bronią, nie przeładowujemy jej dla zabawy • w miejscach publicznych broń jest zawsze rozładowana
Oprócz broni, warto zaopatrzyć się w race świetlne, nadajniki GPS (w przypadku dalekiej wędrówki), telefon satelitarny itp. Pełna lista sprzętu dostępna jest w biurze gubernatora. Zachęcamy do wizyty, gdyż są to bardzo pomocni ludzie. Każda grupa musi być ubezpieczona, bez tego nie ma mowy o otrzymaniu pozwolenia na wkroczenie na terytorium ścisłego rezerwatu przyrody.
Na wyspie Spitsbergen spędziliśmy prawie dwa tygodnie z czego tydzień poświęciliśmy na trekking. Wybraliśmy się w kierunku Barensburga oddalonego od miasta o około 60 km. Jest to placówka naukowa, gdzie prowadzone są badania nad warunkami pogodowymi. W tej okolicy również doszły nas słuchy, że odkryto ślady białych niedźwiedzi. Nasze marzenie spotkania z władcą wyspy miało szansę się spełnić.
Począwszy od 1925 r. Norwegia zaczęła wprowadzać ograniczenia rabunkowej gospodarki zasobami przyrody Spitsbergenu. W 1925 r. objęto ochroną bliskiego zagładzie renifera, w 1929 r. prawie całkowicie wytępionego wieloryba grenlandzkiego, w 1952 r. zakazano polowań na również prawie całkowicie wytępione morsy. Od 1955 r. zakazano polowań na gęsi - bernikle białolice. W wyniku polowań na białe niedźwiedzie i używania w tym celu przez myśliwych samostrzałów, również i tym zwierzętom groziła całkowita zagłada. W 1973 r. wprowadzono całkowity zakaz polowań na białe niedźwiedzie.
W 1973 r. ustanowione zostały na obszarze Svalbardu trzy parki narodowe, dwa rezerwaty przyrody i piętnaście sanktuariów ptasich, obejmujące swym zasięgiem około 60% powierzchni archipelagu. Posunięcia te spowodowały praktycznie zakończenie działalności traperskiej na Spitsbergenie. W ostatnim dziesięcioleciu, jeszcze kilku traperów zimowało i w ograniczonym zakresie polowało, na niektóre, dozwolone gatunki zwierząt i ptaków. W sezonie 2000/2001 zimowało na Spitsbergenie jedynie dwóch traperów. Część byłych traperów mieszkających w obrębie osiedli hoduje psy i zimą organizują dla turystów wycieczki saniami z psim zaprzęgiem, eskapady łodziami, czy pobyty w domkach traperskich, a także podejmują się roli przewodników. (tekst pobrany ze strony hornsund.igf.edu.pl)
Wyruszyliśmy sami z bagażem ważącym około 35 kg + amunicja i karabin Ruger Mark II (około 4 kg). Nieśliśmy go na zmianę, aczkolwiek na początku cieszyliśmy się jak dzieci z nowej zabawki. Po jednym dniu mieliśmy go dosyć.
Szlaków na Spitsbergenie nie ma. Jest to jeden z najdzikszych terenów na świecie i jeden z ostatnich z naturalnym ekosystemem nie zaburzonym przez działalność człowieka. Wraz z oddalaniem się od miasta również ludzi zaczyna ubywać na naszej drodze. Z czasem nie spotykamy już nikogo. Trasa jaką obraliśmy pozwoliła na przejście wzdłuż surowego kamienistego wybrzeża, przejścia kilkoma rozległymi dolinami, pokonania kilku przełęczy. Spędziliśmy dwie noce w opuszczonej, rosyjskiej stacji badawczej nad zatoką Colesbukta. Weszliśmy na Nordenskioldfjellet (1050 m n.p.m.) - niewielki szczyt w pobliżu Longyearbyen.
Przemierzamy teren o zróżnicowanej trudności. Od miłej trawy poprzez bagniste tereny, gdzie zanurzamy się po kolana w wodzie. Na letnią wyprawę, tak jak nasza, warto zabrać ze sobą kalosze. Inne buty szybko przemiękają lodowatą wodą. Śnieg leży wysoko, w dole jest podmokły teren. Wchodząc wyżej trzeba było przechodzić przez ogromne osuwiska kamieni, po czym teren wypłaszcza się do rozległych trawisk, a nda tym górują szczyty przypominające piramidy. Drogę zdobią szczątki zwierząt, kości i resztki skór. Spitsbergen ma przytłaczający wizerunek, niemal księżycowy. Człowiekowi wydaje się, że wszystko jest martwe - jakby III wojna światowa była faktem. Zniszczone, opuszczone kopalnie, osady górnicze i placówki badawcze ozdabiają Svalbard. Do tego brak drzew i wyższej roślinności. Wzdłuż wybrzeża ludzi niewiele, jednak można ich spotkać, wchodząc głębiej w ląd w doliny, przez kilka dni można nikogo nie spotkać.
Zwierząt jest dużo. My napotkaliśmy renifery, lisy polarne i ptaki. Fok i niedźwiedzia nie dane nam było obejrzeć. Szkoda, tak bardzo chcieliśmy.
Celem naszej wyprawy było złożenie hołdu prof. Ryszardowi Schrammowi za jego wybitne dokonania na Spitsbergenie w latach 60. Razem z Piotrkowskim oraz Zawadą dokonali pierwszych przejść. Były to pierwsze lata działania polskiej stacji badawczej PANu za kadencji Stanisława Siedleckiego. Pamiątkowy znicz niechaj świeci nad jego duszą. Góry są równie dzikie jak niziny.
Szlaków nie ma, sami wybieramy drogę oraz sami oceniamy trudność przejścia. Bardzo często jest to utrudnione przez mglę, która jest częstym zjawiskiem. Ponury zachmurzony krajobraz oraz wiatr to codzienność przytłaczająca człowieka na Spitsbergenie. Mimo wszystko jesteśmy wolni - to chyba można powiedzieć o uczuciu jakie towarzyszy na podczas wędrówki. Smak niesamowitej wolności i braku ograniczeń. Marzenie, które wybija nas z rytmu codzienności towarzyszy nam przez całą podróż.
Po około 14 dniach wracamy, część do Polski, część do Norwegii. Wracamy z jedną myślą... na pewno tu wrócimy, zimą gdy biały król wybudzi się ze swojego snu.
Serdecznie dziękujemy za wsparcie finansowe Burmistrzowi Miasta Sochaczew, hurtowni wędlin „Salami” oraz właścicielowi Pani Barabrze Jesiołowskiej, firmie P.H.U Tarczyk., Zbyszkowi właścicilelowi pabu 77, Akademickiemu Związkowi Sportowemu oraz Samorządowi Studentów Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Przemysław Karda Marcin Orliński - poprawki i uzupełnienie
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze