Reklama

Spontaniczność - to jest to...!!!

Klub Maratończyka Aktywni
28/07/2011 18:48
Spontaniczny trening zazwyczaj smakuje najlepiej. Jeśli dodamy do tego nieznany ,,naszym nogom" teren urodzić się może z tego jakaś niespodziewana przygoda. Żyjemy bieganiem lecz z biegania nie żyjemy. Pracujemy by biegać traktując tę formę ruchu jako walkę z nudą, starością, zmęczeniem przełamując stereotypy niemocy polskich zawodowych sportowców. I mnie mój kompas pognał gdzieś w nieznane.

Mosecznica - miejscowość oddalona od Sochaczewa o jakieś dobre 160 kilometrów. Mój nos zwęszył pobliski las. Na początku planowałem zrobić postój na przysłowiowe ,,kanapki i ...siusiu to nic nadzwyczajnego -zwykła ludzka rzecz". W bagażniku auta usłyszałem znajomy mi dźwięk nawigacyjnego Garmina. Czyżby poczuł chęć pobiegania??...

Jedno jest pewne . Niczego w życiu nie można planować. Postanowiłem zasmakować lasu. Obcego mi terenu i podłoża. Moje nogi zaczęły przybierać na szybkości . Garmin dosyć wyraźnie wskazywał tempo 5-ciu minut na kilometr. Coraz bardziej zaszywałem się w las bacznie przyglądając się charakterystycznym punktom pozwalającym mi nie zabłądzić. Spoglądając na zegarek łapie się, że to już ósmy kilometr leśnej eskapady.

Może pora zawrócić. Mimo wielu prób nie potrafiłem. Leśna gęstwina fascynowała mnie i wciągała coraz ,,głębiej" aż...do pewnego tajemniczego pomnika. Przechodząc z galopu w kłus a potem w trucht przystanąłem przed tym tajemniczym cokołem. Wytężyłem wzrok czytając zawartość tablicy. Jej treść zmroziła mnie. To był pomnik największej katastrofy w historii polskiej kolei . Napisane było na niej. ,,W tym miejscu zginęło śmiercią tragiczną kilkadziesiąt osób". Moje myśli przeniosły mnie na chwilę w te lata. Przebiegające tory wśród duktów leśnych musiały ukryć na jakiś czas tę tragiczną historię.

Pora na powrotną drogę. Tereny robiły się bagniste tworząc mokradła mosecznickie. Odbijające się resztki słońca w taflach płytkich jezior mieniły się niczym rozsypane tonami szafiry i diamenty. Na Garmninie ujrzałem 15-sty kilometr. W tym samym momencie zaczął mnie mijać jakiś miejscowy rowerzysta. Przyspieszając zużytym mocno rowerem zapytał mnie dziwnym głosem - ,,a skund to bigniesz kolego". Po chwili zniknął.

Mój krok był coraz szybszy. Zanosiło się na burzę. Biegnąc zacząłem podziwiać sosny i wtapiać wzrok w leśnie zagajniki. Aby uwiecznić te mgliste podłódzkie lasy zabrałem w przebieżkę ze sobą dwupikselowy aparat telefoczniczny.

Po blisko 20-stu kilometrach biegu powróciłem do rzeczywistości. Rozbierając się do sylwetki Adama otworzyłem pięciolitrową bańkę z wodą. Opłukałem się cały. Poczułem się jak nowo narodzony. I oto właśnie w tym całym bieganiu chodzi. Zwykła, ludzka spontaniczność.
Skosztujmy jej!

Rafał Milczarek.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama