Jak wszyscy wiemy, od kilku już lat istnieje w naszym mieście pierwsza i jedyna jak na razie, sochaczewska wyższa uczelnia, Wyższa Szkoła Zarządzania i Marketingu. Z roku na rok rośnie liczba studentów, a szkoła poprawia swe miejsce w ogólnopolskich rankingach, co bardzo cieszy. Dlatego też postanowiliśmy porozmawiać z przedstawicielami studenckiej braci na temat rodzącej się u nas studenckiej subkultury. Red. - Powstanie pierwszej sochaczewskiej uczelni napawało nadzieją na to, że jednocześnie rodzić się będzie środowisko akademickie, które tak, jak w innych znanych ośrodkach, wytworzy swoisty klimat charakterystyczny dla studenckich zbiorowości i że będzie on oddziaływał na kulturę w naszym mieście. Ale może dziś jest inaczej niż kiedyś? Może teraz student już nie „studiuje”, a jedynie słucha pilnie na zajęciach i ucieka do domu? Jarosław Iżycki, student pierwszego roku studiów dziennych, członek samorządu studenckiego. -Myślę, że u nas problem jest taki, iż większość studentów to tzw. studenci zaoczni. I oni po prostu nie mają czasu, aby angażować się w jakieś historie poza nauką. Przyjeżdżają tutaj na weekend, postudiują i uciekają do rodziny, do pracy. To właśnie sprawia, że to życie studenckie nie jest u nas tak wyraźnie widoczne, jak na dużych uczelniach państwowych z wieloletnimi tradycjami. Karol Szlaga, student trzeciego roku studiów zaocznych, wiceprzewodniczący samorządu studenckiego. -Kolega ma rację. Duża przewaga studentów zaocznych, a zwłaszcza takich, którzy mają już pracę, założyli rodziny, powoduje, że zainteresowanie wolontariatem, bo to jest przecież wolontariat, jest raczej znikome. Ciekawe jest to, że w samorządzie studenckim są niemal wyłącznie studenci zaoczni. Jedyny z dziennych jest właśnie Jarek. Jest to może dziwne, ale wynika z faktu, że nie ma chętnych. Ja jestem już na trzecim roku i niedługo będę kończył, ale trochę żałuję, bo chciałbym jeszcze tu pobyć, żeby coś zaczęło się kręcić. Tylko, że generalnie jest problem z odezwem studentów na nasze propozycje. Ale myślę, że jest to problem nie tylko sochaczewskiej szkoły. Wiem, że Politechnika Warszawska ma kłopoty z zapełnieniem Juwenaliów. Coś takiego się dzieje dziś ze studentami, że w coraz mniejszym stopniu uczestniczą w życiu studenckim. Myślę, że rozpoczął się po prostu „wyścig szczurów” za którym każdy podąża- studia, dobra praca, kariera... Red.- Uważasz więc, że generalnie przemiany w kraju spowodowały taką sytuację, iż studenci nie „tracą” już czasu na zabawę i inne formy młodzieżowej aktywności, a studia stały się jedynie środkiem do sukcesu zawodowego i powodzenia finansowego? Karol Szlaga- W dużej mierze tak, ale nie tylko. Zaobserwowałem bowiem, że studenci wolą wybrać się gdzieś, choćby na piwo z kolegami, niż przyjść na imprezę organizowaną przez samorząd studencki. Red.- Czy podejmowaliście próby przyciągnięcia, zainteresowania ich tym, co dzieje się tu, w szkole? Karol Szlaga- Tak, z tym że my przez swą działalność próbujemy lansować szkołę. Głównie w mieście i powiecie. Dlatego też na przykład organizowaliśmy zbiórkę na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Studenci kwestowali w szkole, sprzedając herbatę i kawę za symboliczna złotówkę wrzuconą do puszki. Zakończone to było koncertem zorganizowanym również tutaj. Gdyby jednak nie przyszli fani zespołów z Sochaczewa, które grały, to z frekwencją mogłoby być źle, a uważam, że było bardzo sympatycznie. Mamy również taki pomysł, aby dogadać się w władzami miasta i choćby na Dni Sochaczewa współorganizować jakąś imprezę. Żeby zaznaczyć naszą obecność. Przemysław Budziński- student pierwszego roku studiów dziennych. -Obserwuję, że w ostatnich latach w ogóle zmienia się mentalność młodych ludzi. Brak jest chęci i motywacji. Kiedyś chyba łatwiej było studiować i prowadzić aktywne życie poza nauką. Dzisiaj trudna sytuacja w kraju sprawia, że wszyscy myślą przede wszystkim o pieniądzach. Red.- A co z klubem studenckim, wydawałoby się, nieodzowną instytucją w każdym środowisku akademickim? Jarosław Iżycki- No właśnie, myślę, że czegoś takiego tu brakuje. Zwłaszcza w tym miejscu, daleko od miasta obok tylko tory i nie ma gdzie wyjść. Chociaż teraz powstał obok Dom Kultury, jednak to nie to samo. A pewnie warto byłoby, żeby było trochę słuchać o studentach z Sochaczewa. Bo przecież niedaleko Łowicz, gdzie Juwenalia są co roku. Red.- A przecież wchodzimy teraz w okres juwenaliowy. Karol Szlaga- Żeby zorganizować Juwenalia z rozmachem, potrzebne są spore pieniądze, których nie da nam uczelnia, bo ona też liczy każdy grosz, a o sponsorów trudno. Ponadto nie wiadomo, jak zareagowaliby studenci, bo mogłoby się okazać, że przyszłoby ich znacznie mniej, niż ludzi z miasta. Jarosław Haber- student pierwszego roku studiów dziennych. -U nas wielu ludzi dojeżdża, nie tylko zaocznych, ale i dziennych, stąd mają czas podporządkowany rozkładowi PKP i to też stanowi dużą przeszkodę w uczestnictwie większej ilości osób w imprezach. Karol Szlaga- Myśleliśmy o meczu piłkarskim. Na przykład studenci i władze miasta kontra drużyna artystów polskich. Jarosław Iżycki- Wiem, że są w szkole koledzy, którzy piszą własne teksty, nawet kabaretowe i myślę, że gdyby ich namówić, by stworzyli jakiś program satyryczny na temat sochaczewskiego społeczeństwa, można by go pokazać na przykład podczas Dni Sochaczewa, ale bardzo trudno jest kogoś do tego zmobilizować. Może gdyby z tego były jakieś profity. No, choćby dla tych działających aktywnie, zmniejszenie czesnego, wtedy chętnych do różnych działań byłoby pewnie więcej. Karol Szlaga- Niechby władze uczelni dały nam jakieś argumenty, byśmy mogli zmobilizować studentów. Choć z drugiej strony, muszę przyznać, że władze szkoły są otwarte na takie działania. Wiele nam pomagały przy akcji WOŚP. Ale to my musimy przyjść z pomysłem i chęcią do jego realizacji. Red.- Jak słyszę, są to takie pomysły na pomysły. To może i ja coś dorzucę. Zróbcie studencką gazetę, a dopiero wokół niej może skupi się jakaś grupa, która rozszerzy działalność na inne dziedziny. W Sochaczewie i powiecie, każda chyba szkoła od podstawowej do średniej ma swoje pisemko. Dlaczego nie miałaby mieć go szkoła wyższa? Karol Szlaga- No właśnie, przecież nie jesteśmy gorsi, a może nawet... (śmieją się wszyscy) Jarosław Haber- Dobrze by było coś rozruszać, bo widzę, że podejście młodzieży do takich spraw, takiej aktywności bardzo się zmieniło. Nawet, jak ktoś wpadnie na fajny pomysł, to zaraz kilku innych go zdołuje, powiedzą, że to głupota. Czasem trudno jest o aprobatę, nawet najbliższych kolegów czy koleżanek z roku, a w pojedynkę wiele się zrobić nie da. Red.- A może ogłosicie wśród studentów konkurs na nowe, oryginalne logo szkoły. Potem, trzeba by wydrukować koszulki z tym znakiem, żeby was było widać w mieście. Karol Szlaga- No właśnie, może faktycznie trzeba zaczynać od takich drobnych rzeczy i pomału... w górę, bo wydaje mi się, że nieraz pomysły nas przerastają. Zaraz byśmy chcieli zaprosić jakiś znany i drogi zespół, żeby zorganizować koncert. Red.- Jak się zacznie coś dziać, to inni też się przyłączą. Na pewno nie wszyscy, ale elita zawsze jest nieliczna. Inni przyjdą, aby zobaczyć, coście stworzyli. I to jest normalne. Jarosław Iżycki- Brakuje liderów. Red.- A ja widzę przed sobą czterech. (śmiech) Jarosław Iżycki- Koszulki z logo to świetny pomysł. Przydałyby się nam już teraz, bo właśnie studenci ruszają w miasto z ankietą, z której będziemy chcieli dowiedzieć się czegoś o poglądach sochaczewian na temat rodziny. Jak ją postrzegają, jakie wartości wyznają... Pokażemy się więc mieszkańcom. Karol Szlaga- Z tej rozmowy zaczyna coś wreszcie wynikać. Widzę, że koledzy są normalnymi ludźmi. Red.- Czyżby inni byli nienormalni? (śmiech) Karol Szlaga- Normalni w takim sensie, że młodzi, którzy mają swoje zdanie, którym czegoś brakuje, czegoś chcą, mają pomysły. Teraz wystarczy trochę pomocy i można już coś zorganizować. Może uda się coś jeszcze zrobić na Dni Sochaczewa. Obiecuję, że szkoła będzie podczas nich widoczna. I koniecznie musimy pomyśleć o uczelnianej gazecie. Rozmawiał Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze