Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ależ panie Jerzy jestem zachwycony takimi perspektywami dla naszego szpitala i doceniam Pański wysiłek oraz aktywność. Doceniam też wcześniejsze dokonania choć miałem nadzieję na więcej. Proszę nie brać wszystkiego na swoje barki. Wszak personel szpitala jaki jest wszyscy pacjenci widzą i wiedzą. Oczywiście nie można generalizować i może warto docenić tych co pracują z zamiłowania do zawodu. Proszę jednak nie wymagać ode mnie bym wchodząc do szpitala zakładał różowe okulary. Ja nie jestem paparazzi i nie robię zdjęć z za węgła jak to Pan myśli, nie czekam na sensacje. Rozumię Pańskie intencje jednak Pan też nie potrafi przyznać mi racji. Widzę za to w Panu potencjał do dalszego działania na polu społecznym a nie w przeciąganiu liny ( z Pańską kondycją ja wysiadam..:) ). Jednak jestem realistą i nie wierzę w przedwyborcze obiecanki poczekam na efekty. Dziękuję za dyskusję i podtrzymanie naszej tradycji ostatniego słowa, choć może kiedyś się Pan przełamie i odpowie, pozdrawiam. Karol
Ależ tak Panie Karolu nie odpowiada mi Pańska przyziemna rzeczywistość, bo moja również przyziemna nie jest jeszcze szara i stetryczała. Dostrzegam i nie ignoruję sytuacji nagannych co nie oznacza, że mam się tylko na nich koncentrować. Nie podzielam wszechobecnej krytyki wypowiadanej często przez ludzi, którzy nie mają wiedzy, ale głośno krzyczą. Nie odbieram im prawa do wypowiadania krytycznych uwag, ale uważam, że przesadna krytyka nie mobilizuje, a zwłaszcza w sytuacjach stresu związanego ze zdrowiem często agresja rodzi agresję. W moich wypowiedziach staram się nikogo nie lekceważyć i nie zastępować faktów poematami. Niemniej odległa jest mi filozofia powszechnej krytyki zza węgła, którą najczęściej bezkarnie i anonimowo uprawiają "wielcy" ludzie, walczący ze swoimi kompleksami.Panie Karolu być może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że nie cieszą Pana informacje o zrealizowanych pozytywnych działaniach dla miasta, pomimo, że Pan również może z nich korzystać. Nazywa Pan przypominanie faktów chwaleniem się, odrzuca Pan niewygodne dla siebie argumenty. Polemiki z Panem uważam za przeciąganie liny, które inicjuje Pan od czasu do czasu. Mój wiek nie pozwala mi na dłuższe mocowanie się z Panem, dlatego dziękuję za dyskusję w tym wątku i tradycyjnie ostatnie słowo należy do Pana. Kłaniam się.
Oczywiście przepraszam za użycie Pańskiego nazwiska ale mogę napisać inaczej. W naszym szpitalu swego czasu leżały dwie moje znajome. Jedna z nich bardzo schorowana, cierpiąca, druga tylko na obserwacji po omdleniu. Zdziwił a raczej wkurzył mnie fakt, że ta druga jest w sali pojedyńczej gdy ta pierwsza bardziej potrzebowała tego miejsca, spokoju i intymności w tak trudych ostatnich chwilach swojego życia. Niestety była nieznana nikomu tak jak druga która w pełni sił i zdrowia wyszła ze szpitala. Powie Pan zapewne, że szpital nie dysponuje taką ilością pojedyńczych sal, owszem to prawda ale co znaczą przywileje pozycja i znajomości już Pan wie. Myśli Pan, że to jednostkowy przypadek, niestety NIE. A może to zbyt banalna opowieść jakich wiele? Co ma powiedzieć, pomyśleć zwykły pacjent? Proszę przemyśleć swoją wypowiedź zanim zacznie Pan oburzać się na moje wpisy. Znane mi są takie i podobne przypadki z naszego szpitala i nie chcę ich tu opisywać choć w pewnym stopniu zmusił mnie Pan do tego opisu. Osobiście korzystam z prywatnych usług lekarskich nawet w przypadkach wymagających pobytu w szpitalu. Nie przekonał mnie Pan, że certyfikat coś zmieni i poprawi jakość świadczonych usług. Zacznijmy od podejścia do pacjeta, od kompetecji, od zwykłych naturalych odruchów jak współczucie, zrozumienie i szacunek oraz godność. Karol
Widzę że Pan jednak żyje w innej rzeczywistości nie tej przyziemnej tylko obłokowej. To sprawia, że mamy odmienne poglądy na sprawę. I po co się napinać, insynuować jakieś wymyślone historie, wystarczy wysłuchać i przemyśleć zdanie innych. A poematy pochwalne dla poprzedniej władzy schować do albumu. Nikt już nie wspomina ile dla sochaczewskiego szpitala zrobiła była senator Jolanta Popiołek a i sama pani Jolanta tego nie podkreśla(skromność to cecha ludzi wielkich). Karol
Panie Karolu, przepraszam, zbyt emocjonalnie podszedł Pan do analizy mojej wypowiedzi, a ja być może trochę przeholowałem z argumentacją. Na pewno nie zamierzałem insynuować, snuć wymysłów ani domysłów na Pański temat. Na Pańskie pytanie " Co dały takie certyfikaty UM, czy mamy więcej kasy na rowój MIASTA, lepsze drogi, chodniki, place zabaw dla dzieci czy ścieżki rowerowe!!!!" odpowiedziałem faktami, na co Pan mi odpowiedział " Teraz mogę potwierdzić jednak się nie przekonamy dla Pana wszystko zaczyna i kończy się na certyfikatach a po nich choćby potop". Miał Pan na myśli potop pieniędzy pozyskanych przez poprzednią ekipę, bo znacznie przekraczały one roczny budżet miasta? Panie Karolu nie potrzeba kogoś lubić, aby być obiektywnym w wyrażaniu publicznych opinii. Po prostu trzeba chcieć. Na koniec zgodnie z przewidywaniem posłużył się Pan moim nazwiskiem jako kontrargumentem. Ono nie jest tarczą, czego dowodem jest nasza polemika.
Panie Jerzy, nie wiem czym sobie zasłużyłem na takie insynuacje. Wszystko o czym Pan napisał to tylko Pańskie domysły lub wymysły na mój temat. Zacznę od tego, że ani poprzedni Burmistrz ani obecny nie są z mojej bajki. Nawet nie starał się Pan zrozumieć przesłania jakie chciałem Panu przekazać bo nie o postrzeganie szklanki (proszę nie tłumaczyć tego bo to zbyt banalny przykład) tu chodzi tylko o dobro chorego czego Pan nie dostrzega. Teraz mogę potwierdzić jednak się nie przekonamy dla Pana wszystko zaczyna i kończy się na certyfikatach a po nich choćby potop. Najpierw zacznijmy od oddłużenia szpitala, od zmiany myślenia personelu aby każdy, zaznaczam KAŻDY pacjent był traktowany odpowiednio. Z Pańskim nazwiskiem można być bezpiecznym. Karol
Wątpię, abyśmy zdołali siebie przekonać. Pan widzi szklankę do połowy pustą, a ja do połowy pełną. Wolę szukać pozytywów, aczkolwiek przyznaję Panu rację, że mają miejsce sytuacje frustrujące. Ale jestem przekonany, że na ich podstawie nie można budować opinii o instytucji i kilkuset pracujących tam osobach. Pan jednak twierdzi, że wystarczy być pacjentem, aby nie pozostawić na szpitalu suchej nitki. Od czasu do czasu jestem i nie powiem złego słowa. Pan oczywiście i na to znajdzie wygodny dla siebie kontrargument. Natomiast moje czternaście lat obserwacji są racjonalnym dowodem potwierdzającym konsekwentny rozwój szpitala. Tak, certyfikaty nie leczą, nie produkują pieniędzy, ale potwierdzają dążenie szpitala do świadczenia lepszych usług medycznych, czy w przypadku Urzędu Miasta lepszych usług administracyjnych i lepszej realizacji zadań gminnych. Jak powierzchowna jest Pańska ocena świadczy fakt niedostrzegania owoców projakościowych starań poprzednich władz miejskich. Przez osiem lat funkcjonowała wówczas w Urzędzie Miasta filozofia dążenia do lepszej jakości. Pan nie dostrzegł, ale pozyskano w tym czasie grubo ponad 100 mln zł na kilkanaście przedsięwzięć, które bez tego wsparcia nie miały szans realizacji. Dzisiaj, zgodnie z Pańską ignorującą opinią, nie funkcjonuje już tam system jakości, bo on nie jest potrzebny do organizowania częstych imprez przez m.in. "zmobilizowane" miejskie instytucje. Pana najwyraźniej satysfakcjonuje pozyskanie przez dwa lata funkcjonowania nowej władzy, jedynej dotacji z programu "Maluch" na budowę żłobka, dostępnej dla wszystkich chętnych gmin. A zamiast wydawania pieniędzy na ISO ma Pan przynajmniej może jedną imprezę więcej. Jest OK?Zakończę konkluzją. Nasz szpital uratował życie wielu pacjentom, kiedy nie mieli już wyboru, po czym zmienili oni zdanie o jakości jego funkcjonowania. Proszę o tym pamiętać.
Z perspektywy chorego, który zdany jest na nasz szpital wygląda to tak jak napisałem wyżej. Czytałem kometarze o oddziale ginekologicznym, o sorze, o wewnętrznym i nie były to pochwały. Co choremu po certyfikatach, które wiszą w gabinetach dyrektorskich jak w salach w oddziałach nic się nie zmienia, ani podejście personelu ani warunki. I jeszcze jedno to wszystko kosztuje, nie stać szpitala na nowy sprzęt na specjalistów, jest redukcja etatów, corocznie słyszymy o umożeniu podatku gruntowego przez miasto, a stać na certyfikaty? Co dały takie certyfikaty UM, czy mamy więcej kasy na rowój MIASTA, lepsze drogi, chodniki, place zabaw dla dzieci czy ścieżki rowerowe!!!! Robione jest wszystko tylko nie to co potrzeba tak to wygląda panie Jerzy i nie trzeba 14 lat by to dostrzec, wystarczy być pacjentem tej placówki. Czego ani sobie, ani Panu nie życzę. Karol
Panie Karolu, widzę, że każdy z nas zna inną rzeczywistość i mamy do tego prawo. Jednak to nie my przyznaliśmy certyfikat jakości szpitalowi. Oczywiście to nie wyklucza możliwych zdarzeń negatywnych, które mogą wystąpić w każdym szpitalu. Certyfikat potwierdza dążenie instytucji do ciągłej poprawy i taka filozofia jest wartościowa, bo ma na względzie świadczenie nam lepszych usług medycznych. Obserwuję szpital sochaczewski od wewnątrz od 14 lat i nie mam wątpliwości co do zdecydowanej poprawy jakości świadczonych usług medycznych. Koncentruję się na pozytywach, bo one są gwarancją rozwoju. Dla mnie nowe spojrzenie NFZ na potwierdzoną jakość to pozytywny fakt, który może pomóc szpitalowi wykonać więcej dobrych usług.
Nie wiem gdzie się Pan leczy ale to o czym Pan pisze nijak się ma do rzeczywistości!!! NFZ chce w ten sposób wypromować placówki, które mają czyste sale, nie dochodzi w nich do zakażeń bakteryjnych, a zabiegi wykonywane są na wysokim poziomie.
Ile w tym szpitalu robi się zabiegów nie mówiąc o operacjach więc nie ma co pisać o zakażeniach bakteryjnych, a wysoki pozim to już kompletny absurd. Karol
Ależ panie Jerzy jestem zachwycony takimi perspektywami dla naszego szpitala i doceniam Pański wysiłek oraz aktywność. Doceniam też wcześniejsze dokonania choć miałem nadzieję na więcej. Proszę nie brać wszystkiego na swoje barki. Wszak personel szpitala jaki jest wszyscy pacjenci widzą i wiedzą. Oczywiście nie można generalizować i może warto docenić tych co pracują z zamiłowania do zawodu. Proszę jednak nie wymagać ode mnie bym wchodząc do szpitala zakładał różowe okulary. Ja nie jestem paparazzi i nie robię zdjęć z za węgła jak to Pan myśli, nie czekam na sensacje. Rozumię Pańskie intencje jednak Pan też nie potrafi przyznać mi racji. Widzę za to w Panu potencjał do dalszego działania na polu społecznym a nie w przeciąganiu liny ( z Pańską kondycją ja wysiadam..:) ). Jednak jestem realistą i nie wierzę w przedwyborcze obiecanki poczekam na efekty. Dziękuję za dyskusję i podtrzymanie naszej tradycji ostatniego słowa, choć może kiedyś się Pan przełamie i odpowie, pozdrawiam. Karol
Ależ tak Panie Karolu nie odpowiada mi Pańska przyziemna rzeczywistość, bo moja również przyziemna nie jest jeszcze szara i stetryczała. Dostrzegam i nie ignoruję sytuacji nagannych co nie oznacza, że mam się tylko na nich koncentrować. Nie podzielam wszechobecnej krytyki wypowiadanej często przez ludzi, którzy nie mają wiedzy, ale głośno krzyczą. Nie odbieram im prawa do wypowiadania krytycznych uwag, ale uważam, że przesadna krytyka nie mobilizuje, a zwłaszcza w sytuacjach stresu związanego ze zdrowiem często agresja rodzi agresję. W moich wypowiedziach staram się nikogo nie lekceważyć i nie zastępować faktów poematami. Niemniej odległa jest mi filozofia powszechnej krytyki zza węgła, którą najczęściej bezkarnie i anonimowo uprawiają "wielcy" ludzie, walczący ze swoimi kompleksami.Panie Karolu być może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że nie cieszą Pana informacje o zrealizowanych pozytywnych działaniach dla miasta, pomimo, że Pan również może z nich korzystać. Nazywa Pan przypominanie faktów chwaleniem się, odrzuca Pan niewygodne dla siebie argumenty. Polemiki z Panem uważam za przeciąganie liny, które inicjuje Pan od czasu do czasu. Mój wiek nie pozwala mi na dłuższe mocowanie się z Panem, dlatego dziękuję za dyskusję w tym wątku i tradycyjnie ostatnie słowo należy do Pana. Kłaniam się.
Oczywiście przepraszam za użycie Pańskiego nazwiska ale mogę napisać inaczej. W naszym szpitalu swego czasu leżały dwie moje znajome. Jedna z nich bardzo schorowana, cierpiąca, druga tylko na obserwacji po omdleniu. Zdziwił a raczej wkurzył mnie fakt, że ta druga jest w sali pojedyńczej gdy ta pierwsza bardziej potrzebowała tego miejsca, spokoju i intymności w tak trudych ostatnich chwilach swojego życia. Niestety była nieznana nikomu tak jak druga która w pełni sił i zdrowia wyszła ze szpitala. Powie Pan zapewne, że szpital nie dysponuje taką ilością pojedyńczych sal, owszem to prawda ale co znaczą przywileje pozycja i znajomości już Pan wie. Myśli Pan, że to jednostkowy przypadek, niestety NIE. A może to zbyt banalna opowieść jakich wiele? Co ma powiedzieć, pomyśleć zwykły pacjent? Proszę przemyśleć swoją wypowiedź zanim zacznie Pan oburzać się na moje wpisy. Znane mi są takie i podobne przypadki z naszego szpitala i nie chcę ich tu opisywać choć w pewnym stopniu zmusił mnie Pan do tego opisu. Osobiście korzystam z prywatnych usług lekarskich nawet w przypadkach wymagających pobytu w szpitalu. Nie przekonał mnie Pan, że certyfikat coś zmieni i poprawi jakość świadczonych usług. Zacznijmy od podejścia do pacjeta, od kompetecji, od zwykłych naturalych odruchów jak współczucie, zrozumienie i szacunek oraz godność. Karol