Trzask łamanych kopii, szczęk stalowych mieczy i głuchy odgłos uderzających przeciwnika groźnych buzdyganów rozbrzmiewał u podnóża góry zamkowej w ostatnie niedzielne popołudnie. Zgromadzeni mieszczanie mieli niezwykłą, bo naoczną, lekcję historii.
Wojska różnych minionych epok często nawiedzają ostatnio nasze miasto i okolice. Dopiero co byliśmy na tułowickich polach, gdzie toczyła się bitwa z I wojny światowej, strzelały cekaemy i ziemię rozrywały wybuchy, a już w poprzednim tygodniu najechał nasz gród Zawisza Czarny i w ruch poszły miecze oraz kopie. W ostatnią zaś niedzielę sochaczewski zamek oblegali średniowieczni wojowie z Księstwa Draconii Czarnej, kaskaderzy z Polskiej Rewii Konnej oraz wojowie klubu historycznego HIRD.
To podczas trzeciego już pikniku historycznego organizowanego pod hasłem VII Wieków Historii. Jego organizatorzy - Muzeum Ziemi Sochaczewskiej przy wsparciu władz miasta - zapewnili mieszkańcom bardzo atrakcyjną a jednocześnie pouczającą formę spędzenia wolnego czasu.
Pokazy różnego rodzaju średniowiecznego wojowania i oręża trwały na nadrzecznych błoniach kilka godzin, zaś poszczególne formacje, ich wyposażenie i bitewne zwyczaje barwnie i dowcipnie przybliżał zebranym Łukasz Kowalski z Księstwa Draconii Czarnej. Na przykład, gdy w pojedynkach jeden rycerz padał na ziemię, prowadzący wołał do publiczności:
- Mam go dobić, czy darować życie?
- Dobić, darować - różnie odkrzykiwano.
W międzyczasie zwycięzca z dobijania rezygnował, na co prowadzący:
- Brawo chłopaku, po co ty w ogóle zabijasz? Więcej nie zabijaj!
Po czym walczący padali sobie w ramiona, a publiczność wybuchała śmiechem.
Ale nie samą wojaczką człowiek żyje, toteż organizatorzy pikniku przygotowali również inne historyczne atrakcje. Gdy rycerze odpoczywali, można było obejrzeć z bliska ich ekwipunek a nawet przymierzyć hełm i zbroję, co cieszyło najbardziej najmłodszych.
O dawnych metodach sokolnictwa można było usłyszeć od Krzysztofa Domańskiego, który zaprezentował na podzamczu sokoły, jastrzębie, puchacze, a także orła przedniego. Na co dzień pracują one na lotnisku, odstraszając gromady gołębi czy innych ptaków, by nie stanowiły zagrożenia dla samolotów.
Pełan relacja w najnowszym numerze "Ziemi Sochaczewskiej".
Małgorzata Pałuba
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze