Sochaczew to ciche spokojne miasto. Czasem zapomniane ulice z ciężkimi bramami w których niegdyś toczyło się życie. Biegające dzieci z uśmiechami i opiekunowie toczący codzienne rozmowy. Każdy znajdował swoje miejsce w tej czasem szarej codzienności.
Szło się do kawiarni na lody, naprawić buty do szewca, kupić materiał na sukienkę. Każdy też choć raz w życiu w małym miasteczku Sochaczew był u fotografa. Dziś codzienne, niemalże zwykłe rzeczy, niegdyś były wyjątkowymi chwilami. Odświętny strój, garnitur z krawatem, letnia sukienka w kwiaty. To wszystko dla najlepszego zdjęcia. Zdjęcie wykonywane w zakładzie fotograficznym obecnie Pani Teresy Łasicy. Studia istniejącego od 1966 roku.
Przybywam do zakładu. Przede mną kilka osób czeka na swoją kolej. Czeka cierpliwie, ponieważ wie, że najlepsze zdjęcie można wykonać właśnie u Teresy Łasicy. Duże, przestronne studio ale również kameralny klimat miejsca kryje w sobie pasję właścicielki i jej przeznaczenie. Tysiące pięknych chwil zamkniętych na kartach wywoływanych zdjęć.
Jak to jest być obecnym przy niemożliwych do ujęcia słowami momentach w życiu? Narodziny, chrzest, ślub, zdjęcie do pierwszego osobistego dowodu a potem z uroczystości zaślubin. Żadne słowa nie określą miłości w oczach matki, dumy z osiągnięcia pełnoletności, uroku welonu we włosach, nadziei ślubnej obrączki na palcu. Trzeba być fotografem, który zamknie je na zawsze w zdjęciu.
Teresa Łasica urodziła się w rodzinie fotografów, jej droga wydawać by się mogło od zawsze była wytyczona przez los. Dziecięce wspomnienia małej Tereski krążą wokół aparatów, negatywów, ciemni do wywoływania zdjęć i życiu podporządkowanemu fotografii. Rodzice byli mistrzami fotografii. Borys oraz Janina Bakurewicz. Ich życie związane było z Warszawą. Wojna zabrała wszystko, zakład fotograficzny, pracę, dom. Rodzice zaczęli szukać nowego miejsca do życia. Znalazło się w Koszalinie, na ziemiach odzyskanych. Był to rok 1946. Państwo Bakurewicz z córkami powoli zaczęli od nowa. Tam również przyszła na świat Teresa. W latach 50 matka Teresy Łasicy nawiązała kontakt z Sochaczewem i tak przyszedł czas na kolejną zmianę.
W roku 1966 rodzina Bakurewicz przyjeżdża do Sochaczewa i rozpoczyna się nowy etap historii rodziny. Tu, na ulicy Warszawskiej powstaje zakład fotograficzny, który jest obecny z mieszkańcami Sochaczewa aż do dziś. Ale czy Teresa zawsze chciała stać za aparatem? Nie, był moment chęci ucieczki do świata Akademii Sztuk Pięknych. Ten czas potwierdza zamiłowanie do sztuki i piękna jakie ma w sobie Teresa Łasica. Pierwszy egzamin na ASP negatywy. Czas oczekiwania na kolejne podejście do egzaminów bardzo dobrze wykorzystali rodzice Teresy. Naturalnie w zakładzie przy ulicy Warszawskiej.
Młoda Teresa wykonywała swoje pierwsze zdjęcie. Pamięta pierwszą lekcję fotografii. Dziś z uśmiechem wspomina pierwsze zdjęcie wykonane bez doświadczenia w którym nauką był mały widoczny guzik pod krawatem. I oburzenie klienta. Dziś w ułamku sekundy ocenia osobę. Jej mocne strony do wykonania perfekcyjnego zdjęcia. I takie fotografie szanują i doceniają wieloletni oraz nowi klienci. Piękne, ujmujące zdjęcia w których sami siebie lubimy. Podobamy się sobie. To sztuka.
Dzisiejszy świat jednak goni i pojawiają się nowe technologie. Czy jest to przeszkoda w istnieniu zawodu fotografa? Zdaniem Teresy Łasicy nie, dostępność fotografii jest dobra. Ale na myśl przychodzi wspomnienie zabieranego aparatu na wakacyjne podróże. Wkładany film do małego pudełeczka, zabawa przy pozowaniu... i oczekiwanie. Z radością biegło się do zakładu fotograficznego na ulicy Warszawskiej aby oddać film do wywołania. I kiedy przypomnieć sobie ten moment odbioru zdjęć. Zazwyczaj tylko 36 sztuk i pierwsze oglądanie. Ta radość, uśmiech, niedoskonałości tych fotografii. To są niezapomniane przeżycia.
Praca Teresy Łasicy jest trudna, bywała bardzo żmudna, kontakt z chemikaliami, wszystkie te poświęcenia dla domowych albumów na półkach. Każde życzenie klientów Teresa Łasica stara się spełnić. W zawodzie fotografa potrzeba wytrwałości, otwartości, dobry kontakt z osobą, która czasem się denerwuje sytuacją. Do wykonania zdjęcia służy nie tylko nowoczesny sprzęt ale poczucie estetyki. Trzeba umieć patrzeć. I widzieć więcej niż oczekuje klient. Odnaleźć jego głębię, to co ma schowane w sobie a warto ukazać to na zdjęciu. Drobne radości składające się na całość satysfakcji z wykonywanej pracy.
Historie związane z zawodem i codziennością w zakładzie mają swoje dobre ale i zabawne wątki. Co ważne złych wspomnień oraz doświadczeń nie ma w pomieszczeniach na ulicy Warszawskiej. A droga fotografii ma swój dalszy ciąg. Czy będzie kontynuowana przez następne pokolenie? Czas pokaże. Być może historia zatoczy koło i ktoś z potomków będzie stał za aparatem w znanym nam studiu. Jakie życzenia ma na przyszłość Teresa Łasica? Powrót świetności sztuki fotografii studyjnej. Spełnienie już przyszło.
Ciemnia, retusz ołówkowy na negatywie, ukazanie się obrazu na arkuszu. Praca. Skupienie. A dla nas klientów co jest najważniejsze? Ciepło jakie odnajdujemy za kotarą studia. Życzliwy uśmiech, pewność dobrego ujęcia. Miłe słowo a czasem wspomnienie dotyczące nas samych, które Teresa Łasica przywołuje. I stałość studia fotograficznego na ulicy Warszawskiej. Obecność, która w dzisiejszym świecie jest tak bardzo pożądana oraz poszukiwana.
Mistrz fotografii. Pani Teresa Łasica.
D.M.
fot. Wiktor Wachowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mistrzyni to może być olimpijska, a tu chodzi raczej o tytuł, jako mistrz rzemiosła
kobieta toraczej mistrzyni