Rozegrane po raz piąty zawody w Borównie koło Bydgoszczy można już nazwać kultowymi, ze względu na ich kameralność, bez nadmiernej reklamy w mediach, startują tu prawdziwi zapaleńcy. To tutaj rozgrywany jest koronny dystans ironman (3,8-180-42,2), a w tym roku zawody miały rangę Mistrzostw Polski na dystansie długim. Pomysłodawcą zawodów Ironman na Hawajach ponad trzydzieści lat temu był John Collins, mało kto mógł przypuszczać wtedy, że wyścigiem tym, zarezerwowanym wówczas dla garstki „Ludzi z Żelaza”, będzie fascynowało się tysiące sportowców na całym świecie. W Borównie na starcie stanęło ponad 100 śmiałków, przed nimi długi, bardzo długi dzień, dla niektórych nawet 15 godzin rywalizacji, po której inaczej spojrzą na życie. Za nimi wielomiesięczne przygotowania, by tego dnia sprawdzić się w walce z własnymi słabościami, z upałem, który synoptycy zapowiadali czy z bezpośrednim rywalem, którego trzeba pokonać. Siódma rano, gdy nad miejscowym jeziorem unosi się jeszcze poranna mgła (widok z pomostu niesamowity)na brzegu w czarnych kombinezonach lub w samych kąpielówkach stoją bohaterowie tego dnia. Wspólne odliczanie, strzał startera i kotłujące się ciała przecinają spokojną taflę zaspanego jeziora. Tą część triathlonu 3,8km pierwszy pokonał Górka Marcin , potrzebował na to 56,45 min, następnie ponad dwustumetrowy dobieg do strefy zmian, przebieralnia przy wieszakach z workami, w których są niezbędne rzeczy do kontynuowania wyścigu, dobieg do roweru i sto osiemdziesięciokilometrowa trasa rozpoczęta. Długie godziny samotnej jazdy, a później maratonik na deser, hi. Nie dla wszystkich ta zabawa. Dla mnie sił i odwagi starczy tego dnia jedynie na połowę. O godz. jedenastej rozpoczynamy pływanie w prawie czterystuosobowej grupie, jak zwykle na początku walka o przetrwanie, ale po 200 metrach się przerzedza i można ustalić swoje tempo. Przed startem rada kolegi stojącego obok żeby szybciej płynąć trzeba mocniej atakować wodę, bardziej się wyciągnąć i…. machać. Ok. Podziałało, bo czas wymachałem całkiem niezły, jak na swoje możliwości. Jak zwykle podczas wychodzenia z wody niektórzy mają kłopoty z błędnikiem przy zmianie pozycji ciała z horyzontalnej w pionową, potrzeba chwili na przestawienie, podobno pomagają zatyczki do uszu. Dobieg do T-1, wyjątkowo rzeczy do przebrania w workach, trochę ciasno w moim sektorze, szybko pianka do worka, kask, okulary i na boso do roweru bo buty mam już przypięte do pedałów. Dobrze że ciepło bo strój spod pianki zostaje na resztę wyścigu i szybko wyschnie. Kilometry szybko mijają, trasa ciekawa przez okoliczne wioski i jedziemy razem z zawodnikami którzy zaliczają dystans długi. Ruch drogowy miał być zamknięty dla ruchu ale sporadycznie pojawia jakiś zabłąkany pojazd. Pojadam prowiant przyczepiony do ramy typu banany, ziemniaki z solą czy batony energetyczne własnej produkcji zanim poczuję głód, aby nie doprowadzić się do stanu wyczerpania i zmagazynować energię na część biegową. Najprzyjemniejszą część triathlonu kończę po trzech godzinach, by po zdjęciu kasku i założeniu butów rozpocząć półmaraton. Jeżeli tego dnia na „półmaratonie śladami walk nad Bzurą” było tak gorąco jak w Borównie to pozostaje mi tylko współczuć, no upał niemiłosierny. W tych warunkach nie ma mowy o jedzeniu, nic nie wchodzi, tylko piję wodę z miodem i cytryną i aby do mety. Może ostateczny wynik(6.05.32) nie powala na kolana, ale fakt, że poprawiłem wynik sprzed roku o 40min daje mi dużo satysfakcji. Organizator zawodów Robert Stępniak (na filmiku poniżej ten w „skóra i komóra”), finalista z Hawajów oraz wielu innych zawodów z cyklu Ironman, jak zwykle stanął na wysokości zadania i zadbał o atmosferę to by za rok znów do Borówna zawitać. Podobno trasa rowerowa będzie prowadzić do Bydgoszczy, z bieganiem i metą w tymże mieście. Do zobaczenia za rok. Artur Kazimierski Fajny filmik z zawodów: http://www.itv24.com.pl/film/9751/evolution-panasonic-2012
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze