W dniu 2 września (środa) 2009 roku o godz. 19:00 Pub 77 oraz Stowarzyszenie e-Sochaczew.pl zapraszają na recital trio jazzowego w składzie: Alicja Cech (głos), Armen „Greg” Grigoryan (głos) oraz Jacek Subociałło – fortepian. W tym dosyć nietypowym ustawieniu usłyszymy najbardziej znane kompozycje z pogranicza jazzu, bluesa i popu „okraszone” szczyptą rock&rolla – a wszystko to w doskonałym wykonaniu oraz w autorskich aranżacjach. Artyści nawiązują do stylu takich wykonawców jak: Frank Sinatra, Tony Benett, Diana Krall czy Manhattan Transfer. Serdecznie zapraszamy!
Grają ze sobą już kilka lat. Uprawiali różne gatunki muzyczne, brali udział
w różnych projektach muzycznych, ale to co ich bez wątpienia łączy, to miłość do jazzu. Na uwagę zasługuje nie tylko warsztat muzyków, ale również ich zmysł interpretacyjny. Jest to w zasadniczej mierze zasługa znakomitego pianisty Jacka Subociałło, który legitymuje się dyplomem elitarnego jazzowego wydziału instrumentalnego Akademii Muzycznej w Katowicach. Posiada on znakomitą wyobraźnię aranżacyjną, co powoduje, że nawet znane i często wykonywane standardy nabierają nuty świeżości.
Mimo iż w jego pianistyce wyraźnie wyczuwalne są wpływy takich gigantów fortepianu jak: Bill Evans czy Keith Jarrett, to jednak stara się on zachować swoisty dystans, czego dowodem są poszukiwania własnego języka muzycznego oraz granie w składach popowych, czy nawet rockowych. J. Subociałło gra z powodzeniem recitale solo i - jak się okazuje - jest wybornym akompaniatorem oraz aranżerem. Nasi wokaliści zadziwiają umiejętnościami, finezją i swobodą wykonania. Słuchając ich, ma się nieodparte wrażenie, że znajdują się we własnej esencji muzycznej. Ogólnie rzecz biorąc na bycie wokalistą – oprócz umiejętności wokalnych – składa się przecież tzw. szeroko rozumiana osobowość sceniczna. To swoisty rodzaj charyzmy artystycznej, z którą w dużej mierze chyba trzeba się po prostu urodzić.
Nasi wokaliści w moim najgłębszym przekonaniu ten warunek spełniają. W swoich interpretacjach nie trzymają się kluczowo zarówno „czystej” stylistyki jazzowej, jak i ogranych pierwowzorów. Śp. Stefan Kisielewski (wybitny publicysta muzyczny i kompozytor) mawiał – iż skądinąd ciężko w ogóle mówić o „czystym” stylu muzycznym. To tak jakby mówić np. o czystości rasy.
Dziś muzyka jazzowa jest postrzegana jako coś elitarnego – zarezerwowanego dla wąskiego grona odbiorców. Grana jest przeważnie w bardziej kameralnych salach koncertowych. Nie posiada ona obecnie wyraźnej etykiety subkulturowej, chociaż jest utożsamiana paradoksalnie z wyższymi warstwami społecznymi. W kontekście socjologicznym – bo i w takim można z powodzeniem spojrzeć na muzykę – jazz jawił się przez długie lata jako muzyka buntu, muzyka segregacji rasowej i kontestacji kulturowej. Leopold Tyrmand (propagator jazzu i jego teoretyk) pisał, że żaden głos nie jest w stanie lepiej wyrazić niedolę człowieka na Sądzie Ostatecznym niż głos murzyńskiej trąbki.
Jazz na przestrzeni swojej historii przeszedł istną rewolucję. Z pól bawełny przeniósł się do knajp i tawern stając się ważnym elementem krajobrazu miejskiego. Co jest na wskroś zdumiewające do pewnego momentu rozwijany był przez genialnych samouków, którzy niekiedy metodą prób i błędów – często na rozstrojonych fortepianach- improwizowali proste bluesy i ragtimy. Cechowała ich niespotykana intuicja harmoniczna i ekspresja, które często kompensowały braki warsztatowe.
Grano na tym, co było po ręką. Stąd taki nieco eklektyczny skład kapel jazzowych. Na uwagę zasługuje fakt, że początkowo w składach orkiestr nie było smyczków – z wyjątkiem kontrabasu, na którym grano palcami – czyli raczej perkusyjnie. Jak pisze wspomniany L. Tyrmand – w żadnym gatunku nie było takiego „demokratyzmu” jak w jazzie.
Aranżowano „piętrowo” tzn. każdy miał swoją przestrzeń dźwiękową. Dla przykładu: linię basu brał wyłącznie kontrabas, piętro wyżej był fortepian – a nad tym wszystkim dopiero głos. Wszystko to było oczywiście „zanurzone” w swingujących rytmach. Każdy instrumentalista na chwilę mógł być solistą.
Jazz okazał się swego rodzaju wyzwoleniem estetycznym. Owo „poukładanie klasyczne” zostaje zderzone z przypadkowością, inwencją i ekspresją. To jazzowa reguła. Z jazzem flirtowali najwybitniejsi kompozytorzy europejscy: Ravel, Strawiński czy Debussy, co ostatecznie zaowocowało m.in. tym, że swoisty alians harmonii europejskiej oraz spuścizny afroamerykańskiej (głównie w zakresie rytmiki) podniósł ten gatunek muzyczny do rangi pełnoprawnej dyscypliny akademickiej.
Tekst: Szymon Maciejewski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze