Od pewnego czasu słyszymy w mediach lament nad stanem polskiej polityki emerytalnej. Mówi się coraz głośniej, że obecni 40-50-latkowie nie mogą spokojnie myśleć o starości. W atmosferę tę źle wpisały się też wyliczenia hipotetycznych emerytur, które ZUS w ostatnim okresie rozsyła do swych klientów. Na ogół ludzie otrzymujący te pisma są przerażeni wysokością proponowanej im emerytury. Okazuje się bowiem, że na przykład nauczyciel, po przepracowanych w szkole 25 latach może liczyć na zaledwie kilkaset złotych emerytury. Czy za 400-500 złotych można wyżyć? – pytają ludzie. Odpowiedź jest oczywista. A są i tacy, którym po 30 latach pracy proponuje się 164 zł miesięcznie. Panią, która otrzymała z ZUS-u taką informację, początkowo ogarnął pusty śmiech i nawet myślała, że pominięto zero. Do czasu jednak, kiedy dotarło do niej, że to nie są żarty. Bo przecież taka emerytura, nawet na czynsz nie wystarczy, a inne opłaty, jak prąd, woda itp. A za co żyć? Okazało się, co prawda, że nie miała udokumentowanego tzw. kapitału początkowego, tyle, że uzupełnienie tego braku, radykalnie sytuacji nie zmieni. Dwie – trzy setki więcej nadal nie dadzą przeżyć miesiąca. Niemniej, jak usłyszeliśmy od pracowników ZUS, zrobić to warto, zwłaszcza, jeśli ktoś przed 1998 rokiem zarabiał więcej. Skąd wziął się jednak ten kapitał początkowy? Przypomnijmy, że zgodnie z reformą sprzed 11 lat, indywidualne konta w ZUS mamy dopiero do 1 stycznia 1999 roku. Natomiast wcześniejsze lata pracy musimy udokumentować sami bowiem zasady ustalania świadczeń były wtedy nieco inne. Nie były to świadczenia kapitałowe, tylko zakłady pracy wystawiały tzw. druki RP7 o osiąganym wynagrodzeniu, i na ich podstawie i okresie przebytego stażu naliczano świadczenia. Dzisiaj, aby emerytura w przyszłości mogła być wyższa, konieczne jest wyliczenie kapitału początkowego. Odpowiednie druki otrzymamy w ZUS-ie. Udogodnieniem jest teraz zasada, że gdy zakład pracy obywatela już nie istnieje i nie posiada on dokumentów, na których podstawie można by wyliczyć jego zarobki z tamtego okresu do końca 1998 roku, ZUS przyjmie minimalne wynagrodzenia obowiązujące w danym okresie. Natomiast w przypadku zatrudnienia w małych, prywatnych firmach można przedstawić tylko świadectwa pracy, lub nawet wpisać nazwę firmy i nazwisko jego właściciela. Wówczas ZUS, jeśli jego pracownicy stwierdzą, że taka firma istotnie istniała, ustali jaka była wysokość osiąganego wynagrodzenia. I wiele osób już z tej możliwości skorzystało. Pracownicy ZUS pocieszają, że te wyliczenia, które obecnie są rozsyłane to jedynie hipotetyczna suma jaką otrzymałby ubezpieczony na dzień 31 grudnia 2008 r. I dotyczy to jedynie tzw. I filaru czyli tego co wpływa do ZUS-u. Dojdą przecież kolejne lata składek, a także waloryzacje kapitału początkowego, który koniecznie trzeba wyliczyć. Co by jednak nie mówić, wygląda na to, że przeciętnie zarabiający człowiek przechodzący po wielu latach pracy na emeryturę, będzie musiał drastycznie ograniczyć swoje wydatki, a więc również poziom życia. Dramatycznie różni się to od sytuacji emerytów z krajów zachodnich, którzy właśnie po zakończeniu pracy zawodowej, wyruszają na wojaże po świecie, bo ich na to stać. Naszego przeciętnego emeryta nie stać będzie nawet na wycieczką do sklepu. Sądzimy więc, że nad taką właśnie, sytuacją osób starszych, powinni zastanowić się politycy, zanim znów apelować będą do emerytów o ich głosy w wyborach. bus
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze