Miał pan szczęście, oznajmił mi funkcjonariusz policji – że laweta, którą wezwaliśmy 45 minut temu, jeszcze nie przyjechała. Okazało się, że samochód, który postawiłem w jedynym wolnym miejscu na parkingu przed Urzędem Miasta, zastawia drzwi garażu, z których nie może wyjechać karawan i właściciel wezwał policyjny patrol. Był na pewno jednak ktoś, kogo taki rozwój wypadków ucieszył. Nie był nim zapewne właściciel i kierowca karawanu, ani policjanci, źli, że aż tyle czasu stracili, pilnując starej mazdy, której nikt ukraść i tak by nie chciał. Zły byłem i ja, bo policjanci wyrazili mi swoją wdzięczność za pomocą mandatu. Jedynie nieboszczyk był zadowolony, na pewno bowiem jemu akurat się nie spieszyło. Sprawa ta nie wydała mi się jednak zbyt oczywista, bo przecież nie było w tym miejscu żadnego znaku zakazu parkowania. Zaś tabliczka umieszczona na drzwiach garażu mogłaby być tylko pobożnym życzeniem właściciela. I choć tak zwany zdrowy rozsądek przekonał, że rację mieli funkcjonariusze, postanowiłem sprawdzić u źródła, czyli na policji. Tu niestety spotkał mnie zawód, bo choć z pewnymi trudnościami odnaleziono mi przepis Prawa o Ruchu Drogowym, gdzie w art. 49, ust. 2 p. 1 czytamy: „Zabrania się zatrzymywania pojazdu w miejscu utrudniającym wyjazd i wjazd w szczególności do i z bramy, garażu, parkingu lub wnęki postojowej.” Tak więc, z bólem mandat będę musiał zapłacić, choć muszę przyznać, że policjanci potraktowali mnie i tak dość pobłażliwie, za co jestem szczerze wdzięczny. Gdy policja okazała się niewinna, rozpocząłem ponownie poszukiwanie winowajcy mojej straty. I znalazłem! Czy państwo widzieli parking przed Urzędem Miasta? Przez sześć dni w tygodniu do późnych godzin popołudniowych, gdyby nie drzwi pojazdów, nie byłoby gdzie palca wetknąć. I zapewne 80 proc. z nich to samochody pracujących tam urzędników z urzędów: miasta, gminy i skarbowego. Jak przyjedzie petent, to musi parkować kilometr dalej, bo tu cały dzień wszystko jest zastawione. Albo parkować nieprzepisowo. Zresztą i te miejsca już są zajęte, bo pod znakami zakazu stoją cały dzień na chodnikach pojazdy. „Ale to są samochody urzędników, to jak my ich mamy karać?!” – usłyszałem na policji. I proszę, wreszcie się okazało, że urzędnik miejski ma jednak u nas jakiś szacunek. A wracając do parkingu, to opowiadał znajomy, że w jego rodzinnym mieście pracownicy magistratu mają zakaz parkowania obok urzędu, bo tam są miejsca wyłącznie dla interesantów. Nie wiem, czy to warto tak rozpuszczać petentów, którzy może zechcą potem, żeby i sam urząd był dla nich! Jest jednak takie miejsce, gdzie nasi urzędnicy mogliby stawiać swoje stalowe perszerony. Mam na myśli pusty na ogół cały dzień leszowy parking tuż za sądem. Co prawda trzeba się kawałek po świeżym powietrzu przelecieć, ale to i mózg się dotleni przed podejmowaniem ważnych dla miasta decyzji i dymka można puścić, bo w magistracie zakaz. Same korzyści! Tylko policja straci na mandatach, ale niekoniecznie, bo jeśli patrol otrzyma pełny wykaz numerów rejestracyjnych urzędniczych aut, to przecież zawsze się może komuś z przyzwyczajenia zapomnieć. Trzeba tylko stworzyć nowy znak zakazu parkowania dla urzędników. Swoją propozycję zgłaszam poniżej. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze