VII BIEG TRZECH KOPCÓW...
...czyli otwarte międzynarodowe mistrzostwa Krakowa w biegu górskim to jedyny w
Polsce taki bieg rozgrywany w centrum miasta, dystans 13 km, a różnica poziomów
sięga 160 metrów- brzmi niepozornie!
Już sama droga przebiegająca koło przepięknej neogotyckiej bazyliki do biura
zawodów pokazała co nas dziś czeka, nasze plany co do zakładanych czasów na
mecie zostały brutalnie zweryfikowane przez to strome podejście.
Za nim przejdziemy do opisu trasy należy nadmienić o perfekcyjnym przygotowaniu
całej imprezy przez organizatorów, wszystko dokładnie przemyślane i
zaplanowane, ogromna liczba wolontariuszy, którzy służyli pomocy w każdej
sytuacji. Darmowe autokary dla zawodników jak również kibiców, depozyty do
odbioru na mecie, ciepłe posiłki, izotoniki, folie termiczne chroniące przed
wyziębieniem. Odbiór pakietów startowych- żadnych kolejek, dowód, jeden podpis
i załatwione tylko przypiąć numer do pamiątkowej koszulki i biec!
Piękna słoneczna pogoda ok 8 stopni- jakby wymodlona przez uczestników w
którejś z wielu przepięknych krakowskich świątyń (dzień wcześniej o tej
godzinie temperatura oscylowała w granicach 0 stopni). Miejsce startu
znajdowało się, jak żeby inaczej, na jednym z trzech kopców- Kopcu Krakusa-
najstarszej budowli Krakowa. Punktualnie o 10.30 strzał i biegniemy, znaczy się
stoimy albo truchtamy w miejscu jak to na ogół bywa w biegach masowych,
kilkadziesiąt sekund i przekraczamy linią startu. Najłatwiejsza część trasy
prowadzi w dół w stronę Wisły, której przekraczamy kładkę Ojca Bernatka (
bajecznie wyglądająca szczególnie po zmierzchu)(fot.) Kolejne kilometry
pokonujemy bulwarem wzdłuż wijącej się przez miasto królowej polskich rzek, na
której cumuje restauracyjne barki, wodne taksówki, a nad wszystkim góruje
majestatyczny Wawel. 5 kilometr na wysokości Klasztoru Sióstr Norbetanek żegna
nas z Wisłą i prowadzi w górę ku Kopcowi Kościuszki. Od tego momentu kawałek
prostej trasy to marzenie każdego z uczestników, marzenie, które nawet jeżeli
nastąpi to jeszcze szybciej przeminie, ponieważ organizatorzy przewidzieli
tylko dwa kierunki: w górę lub w dół- wypłaszczenie to tylko krótkotrwały
przerywnik, a trasa w dół to zapowiedź jeszcze trudniejszego niż poprzedni
podbiegu. Od 9 km trasa wjedzie przez alejki lasu wolskiego w którym usytuowane
jest krakowskie zoo, a niedaleko zanim najwyższy punkt Krakowa- Sowiniec 358m
n.p.m. Pół kilometra przed metą wybiegamy z lasu a naszym oczom ukazuje się
Kopiec Piłsudskiego, najwyższy z całej trójki, przez nasze głowy przechodzi
myśl (co prawda mało logiczna, ale kto po takich 13 km logicznie myśli), że to
chyba żart- meta na samym szczycie, litości! Ale na całe szczęście
organizatorzy nas oszczędzili. Zataczamy niepełne kółeczko wokół kopca i w
końcu nasza wymarzona meta za którą czeka na nas tłum kibiców i przeurocze wolontariuszki.
Trasa ukończyło 1942 zawodników, a zwycięzcą okazał się SALO Taras z Ukrainy z
czasem 0:41:46, zaś w kategorii kobiet triumfowała DASHKIEVICH Anastazyja z
Białorusi z czasem 0:49:09.
KMA:
Piotrek Stępniak - msc open 170 z czasem 0:58:21.
Gosia Stępniak: msc open 1181 z czasem 1:14:03.
Gdybyśmy wcześniej znali profil trasy prawdopodobnie nigdy byśmy się nie
zgłosili na ten bieg, nigdy też byśmy nie przejechali 300 km aby się tam
znaleźć, a już na pewno byśmy w nim nie wystartowali, ale gdy już to zrobiliśmy
to teraz nie wyobrażamy sobie, aby mogło w przyszłym roku nas tam zabraknąć.
Piotrek i Gosia Stępniak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze