Reklama

W królestwie Roberta the Bruce’a

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
23/01/2008 09:36
Szkocka tułaczka dobiegła końca. Trwała 31 dni, a w jej trakcie udało nam się zwiedzić wiele imponujących miejsc. Edynburg, zwany przez tamtejszych mieszkańców Embrą, Glasgow - największe i najbardziej uprzemysłowione miasto Szkocji oraz kilka miejscowości turystycznych, takich jak Fort William, Luss oraz Tamra. Jak każda nasza wyprawa tak i ta zaprowadziła nas w góry, tym razem w dwa pasma: na Ben Nevis, najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii oraz Park Narodowy położony nad jeziorem Loch Lomond.
Glasgow...



...miasto Polaków, jak się zaczęło mówić, i nie ma w tym stwierdzeniu przesady. To tutaj kierują swoje kroki przybysze z Europy Wschodniej oraz z dawnych kolonii brytyjskich w nadziei polepszenia swojego losu. Najliczniejszą reprezentację stanowią Polacy oraz mieszkańcy Pakistanu. Glasgow jest miejscowością zatłoczoną, głośną, brudną oraz wyjątkowo nieprzyjemną. Nie ma tutaj zbyt wielu atrakcji turystycznych, poza ogrodem botanicznym, muzeum transportu oraz dla fanów piłki nożnej - stadionów Celticu i Rangersów.
W czasie sezonu wakacyjnego pracy jest bardzo mało, gdyż w ciągle trwającym wyścigu szczurów przodują Polacy. Bardzo często są to ludzie niewykształceni, prymitywni, zachłanni oraz mało pomocni. Oczywiście generalizujemy, jako że spotkaliśmy w czasie naszej podróży ludzi miłych i przyjacielskich.
Szkoci mówią po szkocku. Jest to język bardzo podobny do angielskiego, jednakże różni się przede wszystkim akcentem. Ponadto niektórzy rdzenni mieszkańcy potrafią posługiwać się tak zwanym językiem szkockim gaelickim.
Glasgow nocą zamienia się w istną Sodomę i Gomorę, miejsce całkowitej rozpusty i degradacji ludzkiej godności. Półnagie kobiety, pijani mężczyźni, a nawet zataczające się i upadające nieprzytomne panie, to codzienny widok miasta podczas weekendowych imprez. Kościołów praktycznie już nie ma, nie licząc tych pustych anglikańskich świątyń, których jeszcze nie zamieniono na puby i dyskoteki. Nawet neogotycki Church of Scotland stoi na co dzień zamknięty.
Agencje...
...pracy znajdują się praktycznie na każdej ulicy w centrum miasta. Jest ich tak dużo, że nie sposób wszystkich wyliczyć. Oferują zatrudnienie w praktycznie każdym sektorze, jaki można sobie wyobrazić. Jednakże okres wakacyjny nie sprzyja ludziom spoza United Kingdom, gdyż co lepsza praca rezerwowana jest dla Szkotów bądź Anglików. Cudzoziemcy są z całą pewnością dyskryminowani, co wcale nie dziwi. Po pierwsze Szkoci są narodem słabo wykształconym i Polacy zabierają im pracę, po drugie, dzięki bardzo dużym świadczeniom socjalnym, nie muszą martwić się o swój byt, co sprawia, że niechętnie sięgają po stałe zatrudnienie. Nowo przybyli łowcy karier podejmują każde wyzwanie i podchodzą do niego sumienniej niż przeciętny Szkot.
Edynburg...
...jest stolicą Szkocji. Jak zapewne każdy miłośnik historii wie, to tutaj rozpoczął się polityczny marsz skłóconych szkockich klanów po własną koronę. Pod wpływem charyzmatycznego wodza Roberta the Bruce udało się w XIV wieku zrzucić jarzmo Anglików zapoczątkowane przez Jana Długonogiego, zwanego młotem na Szkotów. Historie owych epickich wydarzeń można w nieco zmienionej formie zobaczyć w produkcji filmowej Mela Gibsona Bravehearth.
Edynburg jest mniejszy od Glasgow i spokojniejszy. Nad miastem góruje przepięknie zachowany zamek, zbudowany na wysokiej skale. Z niego rozpościera się niecodzienny widok na góry „The Kingdom of Fife” oraz Princes Street Gardens. Wiecej informacji o samym Edynburgu można znaleźć na stronie internetowej: http://www.edinburghcastle.biz. Nasz pobyt w stolicy trwał jedynie jeden dzień. Odbywały się wtedy coroczne zawody sportowe organizowane przez firmę Columbia, tak zwane Red Bull Rat Race. Polegają one na poszukiwaniu w trzyosobowych drużynach pewnych informacji ukrytych w mieście i podążania w bardzo szybkim tempie do wskazanych miejsc, tak aby być pierwszym na mecie. Ponadto pod zamkiem znajduje się miejsce, gdzie co weekend koncertują wszelakiego rodzaju zespoły muzyczne.
W górach...
...zabawiliśmy jedynie pięć dni, jako że jechaliśmy w nie bez namiotu, z jedną karimatą, (którą potem przecięliśmy na dwie części), bez odpowiedniego obuwia i braku rozmaitej ilości sprzętu. Podróżowaliśmy stopem, co nie sprawiło nam większych trudności. Najczęściej zabierali nas studenci, którzy, tak jak my, jechali na wakacje. Pierwszym naszym celem był Park Narodowy Loch Lomond, położony nad największym jeziorem Szkocji o takiej samej nazwie. Następnie udaliśmy się w pasmo górskie Ben Nevis, aby wdrapać się na najwyższy szczyt.
Spotkaliśmy tam bardzo dużo studentów, osoby starsze oraz dzieci, które próbowały swych sił w walce z niekończącym się podejściem na sam szczyt. Większość ludzi, których poznaliśmy na szlaku, pochodziła spoza United Kingdom. Górowali liczebnie Niemcy, Belgowie, Holendrzy, była również grupa z Litwy i Rosji. Polaków nie spotkaliśmy.
Ben Nevis nie jest przyjemnym szczytem. Praktycznie cały czas znajduje się w deszczowych chmurach. Silny wiatr dodatkowo utrudnia podejście na samą górę. Wejście i zejście zajmuje około 6 – 8 godzin bez ciężkich plecaków. Naszemu koledze Andrzejowi udało się wbiec na szczyt i zbiec w niecałe 3,5 godziny, spożywając przy tej okazji niezliczone ilości Red Bulli. Na pewno ustanowił nowy rekord.
Noclegi...
...w górach są, lecz kosztują i to nie mało. Jedna doba w schronisku młodzieżowym to 15 funtów. My postanowiliśmy ulec pokusie napawania się pięknem krajobrazów i nocować pod gołym niebem. Pierwszej nocy okropnie zmarzliśmy i zmokliśmy, gdyż całą noc padał deszcz. Spaliśmy pod drzewem tylko w śpiworach i następnego ranka złapało nas kichanie i kaszel. Kolejne noce spędzaliśmy już w górskich zagrodach dla owiec. Pasterzy nie było, zatem spokojnie kładliśmy się spać. Minusem takiego noclegu była bardzo duża ilość kleszczy, które każdego ranka musieliśmy z siebie wyciągać. Mimo wszystko było warto.
Czy to już wszystko?
Odwiedzając Szkocję, spełniliśmy jedno z naszych dziecinnych marzeń. Nie udało nam się zobaczyć wszystkiego. Nie starczyło czasu. Osobom, które mają zamiar wybrać się do Północnego Królestwa polecamy wyspy Sky oraz Ayer - jedne z najpiękniejszych miejsc na świecie. My zapewne też jeszcze kiedyś wrócimy do królestwa Roberta the Bruce i Wiliama Wallesa.
Serdecznie dziękujemy za pomoc w realizacji projektu firmom: Kilen – Jan Kowalski, Pajak, właścicielowi pubu „77” oraz Burmistrzowi Miasta Sochaczew. Nasze tegoroczne projekty dostępne są na stronie www.wanderer.com.pl . Wraz z nowym rokiem odkryjemy kolejne oblicza świata.
Przemek Karda
Przemek Karda jest młodym podróżnikiem i studentem Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, uczestnikiem kilku wypraw opisywanych przez nasza gazetę.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości